Newsletter

Z Barcelony: Hiszpania ofiarą populizmu

Adam Komarnicki, 26.04.2012
Prezydent Argentyny chce iść w ślady Brazylii, ale prowadzi swój kraj w kierunku Wenezueli

Prezydent Argentyny chce iść w ślady Brazylii, ale prowadzi swój kraj w kierunku Wenezueli

Od czasu wygranych w cuglach listopadowych wyborów parlamentarnych, poparcie dla rządzącej w Hiszpanii Partido Popular zmalało znacznie, a prawie każda decyzja rządu Mariano Rajoya spotyka się z szerokim sprzeciwem społecznym.

K jak kirchnerismo

Do tej pory krytyka skupiała się przede wszystkim na ministrach: finansów, spraw wewnętrznych oraz pracy. Jednym z kilku zupełnie nieznanych opinii publicznej członków gabinetu był jak dotąd minister spraw zagranicznych. Aż do teraz. Do tablicy wywołała go prezydent Argentyny Cristina Fernández de Kirchner.

Nazwę Partido Popular tłumaczy się jako Partia Ludowa. Partia Mariano Rajoya w europejskiej polityce sytuuje się po prawej stronie sceny, w krajach anglosaskich los populares byliby konserwatystami. Tymczasem w skomplikowanym świecie polityki argentyńskiej nie stosuje się znanego z Europy podziału na lewicę i prawicę. W tym kraju od wizji kolektywu ceni się bardziej charyzmę jednostki, stąd ruchy polityczne biorą nieformalną nazwę od swoich liderów.

I tak w XXI wieku w Argentynie rządzi kirchnerismo – ruch postrzegany jako lewicowy, o zdecydowanym zabarwieniu populistycznym. Nestor Kirchner był prezydentem Argentyny w latach 2003-07, gdy przekazał stery władzy swojej żonie Cristinie. Wbrew pozorom całość odbyła się jednak w demokratyczny sposób, w wolnych wyborach.

Nestor był postacią bardzo popularną w Argentynie. Kojarzony jest powszechnie z odrodzeniem gospodarczym kraju po bankructwie z 2001 roku. Wiele osób wspomina też z sympatią jego działania na rzecz praw człowieka, szczególnie doprowadzenie do rozliczenia zbrodni junty wojskowej rządzącej krajem w latach 80-tych.

Śladami Chaveza

Od czasu swojej śmierci w 2010 roku, Nestor otaczany jest w wielu kręgach swoistego rodzaju kultem. Cristina robi wiele, żeby wykorzystać kapitał polityczny męża, zapewniając przy każdej okazji o determinacji w kontynuowaniu jego polityki i staniu na straży jego dziedzictwa. W ostatnim czasie Cristina wydaje się jednak podążać śladami, traktowanemu zresztą przez kirchnerismo z dużą sympatią, przywódcy Wenezueli Hugo Chaveza.

Przejawia się to przede wszystkim w walce o tak zwaną „suwerenność energetyczną” kraju. Argentyna ma ogromne zasoby ropy, w tym niedawno odkryte i jeszcze nieeksploatowane złoża w rejonie szelfu atlantyckiego. Problem w tym, że największa firma energetyczna kraju, YPF, znajduje się rękach hiszpańskiego koncernu Repsol. Już niedługo.

Cristina zaproponowała właśnie ustawę nacjonalizującą YPF. Oficjalnym powodem tej decyzji jest niewywiązywanie się przez koncern ze zobowiązań dotyczących inwestycji w eksploatację nowych złóż. To oczywiście tylko pretekst, rząd miał chrapkę na YPF już od dawna. Jednym z pierwszych kroków było wymuszenie na Hiszpanach przyjęcia do spółki lokalnego wspólnika. W wyniku nacisków politycznych i sprytnych operacji finansowych, mający dobre układy z panią prezydent inwestor sfinansował swoje udziały pieniędzmi z… dywidendy YPF.

Odwrotnie niż miało to miejsce w Wenezueli, Repsol za nacjonalizację prawdopodobnie nie dostanie odszkodowania. W sumie ciężko się dziwić, bo w państwowej kasie pustka. Rozwój Argentyny opierał się do tej pory na wzroście cen produktów rolnych (przede wszystkim soi) oraz wzroście gospodarczym swojego największego partnera handlowego – Brazylii.

Tymczasem szybki wzrost spowodował bardzo wysoką inflację. Jak bardzo wysoką – nikt nie wie – bo rząd od dłuższego czasu fałszuje oficjalne statystyki oraz sztucznie utrzymuje niskie ceny na wiele podstawowych produktów i usług.

Kasa świeci pustkami, bo Cristina, aby utrzymać poparcie społeczne musi kontynuować politykę subsydiów. Największym kosztem dla budżetu jest utrzymanie na obecnym poziomie cen energii, która na rynku krajowym jest o 70-80 proc. tańsza niż w sąsiedniej Brazylii. Problem w tym, że niskie ceny nie zachęcają do gospodarności, wiec dużą część zapotrzebowania trzeba importować.

Po ogłoszeniu decyzji o nacjonalizacji, przed pałacem prezydenckim zebrała się duża grupa zwolenników K (tak w skrócie nazywa się ideologię kirchnerismo) wymachując flagami i skandując nacjonalistyczne hasła. Decyzja podoba się około 70 proc. Argentyńczykom, podobnie jak twarda pozycja pani prezydent wobec sporu z Wielką Brytanią w kwestii Falklandów (Islas Malvinas). Populizm wyraźnie popłaca.

Nie wywołuj troiki z lasu

Hiszpania na razie ograniczyła się do ostrej reakcji dyplomatycznej i groźby ograniczenia importu biopaliw z Argentyny. Mariano Rajoy liczy teraz na wsparcie swojego stanowiska sankcjami ekonomicznymi nałożonymi przez Unię, choć wszystko wskazuje, że reakcja Unii nie będzie zgodna z życzeniami rządu w Madrycie. Hiszpania sama postrzegana jest jako źródło kłopotów, więc jej pozycja w Brukseli nie jest zbyt mocna.

Premier Rajoy spogląda teraz prawdopodobnie na Argentynę z mieszanką wściekłości i zazdrości. Podczas gdy Hiszpania musi tańczyć, jak jej zagrają rynki finansowe oraz Angela Merkel, Argentynie na razie się udaje. Jak już wspomniałem, od wielu lat fałszuje się tam oficjalne statystyki inflacji, aby płacić niższe odsetki od obligacji denominowanych w peso.

Argentyna zniosła też niezależność banku centralnego, ponadto rząd wykorzystuje na bieżące potrzeby fundusze zebrane w systemie ubezpieczeń społecznych. W dodatku wciąż procesuje się z międzynarodowymi instytucjami finansowymi w kwestii niespłaconych długów z lat 90-tych. Gdyby Argentyna była krajem europejskim – na przykład… Hiszpanią – właśnie gorączkowo przygotowywałaby się do przyjazdu osławionej troiki, bezpośrednim lotem z Aten.

Mimo wszystko, zadzieranie z Hiszpanią jest ryzykowne – to największy inwestor zagraniczny w tym kraju, obecny także w sektorze bankowym (BBVA oraz Santander), a także telekomunikacyjnym (Telefónica). Gdy traci się starych przyjaciół, zawsze można sobie poszukać nowych, więc Cristina nie traci animuszu. Już zapowiedziała zwiększone inwestycje w sektorze naftowym brazylijskiego Petrobras oraz rozmowy z chińskimi firmami paliwowymi.

Na razie pani prezydent triumfuje, pozwalając sobie nawet na docinki wobec Hiszpanów w związku z kryzysem gospodarczym obecnym w ich kraju. Trudno oprzeć się jednak wrażeniu, ze wygodna jazda Cristiny na fali populizmu niedługo się skończy.

W zglobalizowanej gospodarce tylko najwięksi mogą sobie pozwolić na naginanie reguł gry. Jeśli Argentyna nie zmieni swojej polityki, narazi się na coraz większą izolację polityczną i gospodarczą. Pani prezydent chce iść w ślady Brazylii, ale prowadzi swój kraj w kierunku Wenezueli.

*Adam Komarnicki – biegły rewident, zajmuje się finansową restrukturyzacją oraz upadłościami przedsiębiorstw, był przewodniczącym emigracyjnej organizacji „Polish Professionals in London”, w której m.in. zachęcał Polaków w Londynie do głosowania w wyborach lokalnych i europejskich (akcja „Polacy Głosują”) oraz stworzył program mentoringowy dla polskich studentów PoProStu. Interesuje się tematyką relacji państwo-obywatel oraz demokracją uczestniczącą. Mieszka w Barcelonie.