Newsletter

A co na to kobiety?

Kazimierz Bem, 23.04.2012
Wśród kobiet Obama bije Mitta Romney’a o blisko 14 punktów procentowych i ta przewaga zwiększa się z każdym dniem

Marlborough, 22 kwietnia 2012

W kontekście wyborów prezydenckich w USA wiele mówi się o grupach nacisku i grupach wyborczych. Mówi się więc o elektoracie katolickim, latynoskim czy białym. Ale być może najbardziej niedocenioną grupą wyborców w obecnej kampanii są kobiety.

Gdy czyta się doniesienia z prasy, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że zmniejsza się prawna ochrona interesów kobiet w USA. Zdominowany przez republikanów stan Wisconsin właśnie przegłosował uchylenie lokalnego prawa gwarantującego równą płacę kobietom i mężczyznom.

Oczywiście, zrobił to na prośbę wielkiego biznesu, który samo istnienie prawa uznał za „ogromnie obciążające dla przedsiębiorców i tworzenia miejsc pracy“. Pomimo tego, że przepisy zawierały takie same kary, jak prawo federalne i – jak na razie – od jego uchwalenia żadnej ze skarg nie rozpatrzono pozytywnie.

I w innych stanach szaleją lokalne parlamenty. W Jackson, stolicy stanu Missisipi, działa już tylko jedna klinika aborcyjna. By móc pracować w takiej klinice, lekarze muszą dodatkowo posiadać prawo do praktykowania w miejskim szpitalu. Większość lekarzy dojeżdża jednak spoza stanu. Dwa szpitale w Jackson są prywatne, a przy tym religijne i takich zaświadczeń wspomnianym lekarzom zwyczajnie nie wydadzą. Stąd już tylko krok do zamknięcia kliniki.

W sąsiedniej Georgii sprawy idą dalej. W przedłożonej parlamentowi ustawie, nazywanej złośliwie przez liberałów „Kobiety niczym bydło“, zakazano wszelkiej aborcji po 20 tygodniu ciąży, nawet w przypadku gwałtu czy kazirodztwa!

Podczas dyskusji jeden z republikańskich polityków stanowych powiedział, że skoro krowy na jego farmie muszą donosić każdą ciążę, nawet martwą, to dlaczego nie powinniśmy tego samego wymagać od kobiety? Nie, nie żartuję.

W stanie Arizona obrońcy życia również nie śpią. Zaraz po uchwaleniu ustawy, która pozwoli wnieść ukrytą broń do każdego miejsca publicznego – w tym biblioteki – wzięto się za dalszą ochronę „dzieci poczętych“. Uchwalono ustawę, którą szybko podpisała gubernatorka stanu, zmuszającą kobiety do donoszenia ciąży nawet w przypadku, gdy wiadomym jest, że dziecko umrze natychmiast po urodzenia.

Gubernatorka ustawę podpisała, pomimo rozpaczliwego listu od Danielle Deaver. Ta mieszkanka stanu Nebraska była zmuszona donosić ciążę, a następnie urodzić dziecko, które umarło w kilka minut po porodzie, gdyż tamtejszy stan uchwalił podobne prawo. Deaver napisała, że przez wspomniane przepisy jej i tak głęboka tragedia osobista i rodzinna stała się jeszcze gorsza, gdyż zamiast decyzję co do ciąży pozostawić sumieniu jej i jej męża – podjęli ją politycy. Politycy, których nigdy nie spotkała, i których nie obchodził jej los.

Ale ten przepis to i tak nic. Zdominowany przez republikanów parlament Arizony przegłosował bowiem, że wszelkie aborcje będą zakazane po 20 tygodniu od chwili poczęcia. Jak z kolei wiadomo, czas poczęcia jest trudny do precyzyjnego ustalenia, więc republikanie i w tym postanowili wyręczyć kobiety. W jaki sposób?

Otóż na mocy nowej ustawy, chwilę poczęcia określa się jako pierwszy dzień ostatniej kobiecej miesiączki. Oznacza to, co natychmiast podchwycili lekarze, że mieszkańcy Arizony uznali tym samym, iż poczęcie w sensie prawnym może nastąpić nawet dwa tygodnie przed… faktycznym poczęciem! I to wszystko z troski o kobietę i jej los.

Również w waszyngtońskim Senacie ważą się losy ustawy o przeciwdziałaniu przemocy wobec płci pięknej. Wydaje się, że nawet republikanie z przemocą wobec kobiet nie powinni mieć problemów. Ale mają. Nie podobają im się przepisy, przyznające wizy ofiarom przemocy domowej, handlu ludźmi i prostytucji. W lutym wszyscy republikańscy członkowie komisji senackiej zagłosowali przeciwko ustawie.

Umiarkowana republikańska senator Lisa Murkowski ostrzegła ich wtedy, że dalsze takie postępowanie nadaje partii wizerunek antykobiecej. W internecie robi furorę zdjęcie wszystkich republikańskich kandydatów na prezydenta z podpisem: „To nieprawda, że nienawidzimy kobiet. Po prostu nie obchodzi nas ich zdanie“.

Przy tym wszystkim blakną poprzednie wyskoki republikanów, jak nazywanie studentki „dziwką“ czy sugerowanie, że najprostszym sposobem na antykoncepcję jest trzymanie przez panie tabletki aspiryny między kolanami.

Nic dziwnego, że wśród kobiet Obama bije Mitta Romney’a o blisko 14 punktów procentowych i ta przewaga zwiększa się z każdym dniem. Jak bowiem może się nie zwiększać, gdy katoliccy biskupi protestują wobec obowiązkowej refundacji środków antykoncepcyjnych, zaś słowem nie pisnęli, że firmy ubezpieczeniowe są zmuszone do refundacji Viagry dla samotnych mężczyzn? To jakoś dziwnie nie jest sprzeczne z katolicką nauką społeczną.

Być może republikanie i biskupi zmienią zdanie, gdy kobiety zaczną stosować Viagrę jako środek antykoncepcyjny…