Newsletter

Szczęśliwi i ekologicznie zrównoważeni

Saamah Abdallah, 19.04.2012
Wyobraźmy sobie, że ktoś chce się dowiedzieć, czy jesteś zadowolony z życia i usiłuje to zrobić – nie pytając cię, jak się czujesz, ale dociekając, co robisz, ile zarabiasz, jakie masz wykształcenie – i potem decydując za ciebie, czy jesteś szczęśliwy, czy nie

Strona 1

Wyobraźmy sobie, że ktoś chce się dowiedzieć, czy jesteś zadowolony z życia i usiłuje to zrobić – nie pytając cię, jak się czujesz, ale dociekając, co robisz, ile zarabiasz, jakie masz wykształcenie – i potem decydując za ciebie, czy jesteś szczęśliwy, czy nie

Europa i świat zachodni wydają się stać na skraju przepaści. Patrząc na deficyt, z jakim borykają się Grecja, Hiszpania, Włochy i Irlandia, wygląda na to, że większej części Europy grozi druga fala kryzysu. W 2009 roku PKB Łotwy spadło o około 20 proc., a wiele państw europejskich, takich jak Wielka Brytania, czeka solidne zaciskanie pasa. To może tylko poszerzyć nierówności i doprowadzić do drastycznego pogorszenia warunków życia.

Z kolei w Stanach Zjednoczonych co szósty obywatel egzystuje już tylko dzięki otrzymywanym z opieki społecznej kuponom żywnościowym, a przeciętny dochód gospodarstwa domowego jest dużo niższy niż w 1996 roku. Niedawno Larry Elliot, szef działu ekonomicznego brytyjskiego dziennika „The Guardian”, zastanawiał się głośno, czy nie jesteśmy przypadkiem świadkami upadku podobnego do tego, jaki spotkało Cesarstwo Rzymskie.

Jednak wszystkie gospodarcze nieszczęścia świata bledną w porównaniu z kryzysem, jaki dotyka dziś środowisko naturalne. O nim jakoś w ostatnich latach zapomniano. A tymczasem, według niektórych szacunków, tylko 56 miesięcy dzieli nas od chwili, w której od zachodzących zmian klimatycznych nie będzie już odwrotu. Po przekroczeniu tej czasowej cezury koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze wyniesie 400 ppm (ang. parts per million). Jest to poziom niespotykany od 14 mln lat, to znaczy od czasu, gdy Antarktyda była tylko częściowo pokryta lodem i istniał ocean Tetydy.

Te dwa kryzysy są ze sobą połączone. To, do czego za wszelką cenę dąży wzrost gospodarczy, tylko wzmaga kryzys ekologiczny. Przykładowo, prof. Tim Jackson w swojej książce „Prosperity without Growth” wyliczył, że jeśli chcemy osiągnąć wzrost gospodarczy, do 2050 r. musimy 21 razy zwiększyć wykorzystanie węgla w gospodarce. Wówczas jednak obecność dwutlenku węgla w atmosferze wzrośnie do 450 ppm. Jeszcze nigdy w historii nie mieliśmy do czynienia z taką „poprawą wydajności”!

Tymczasem funkcjonowanie uzależnionych od węgla gospodarek zaczyna zderzać się z czekającym nas wyczerpywaniem się zasobów ropy naftowej i gazu, nie wspominając o ograniczonych zasobach naturalnych miedzi czy niklu. Jak będziemy bez nich funkcjonować? Tak zwany „zielony wzrost gospodarczy” powoli staje się niedościgłym marzeniem.

I właśnie dlatego Europa potrzebuje nowego, bardziej realistycznego i sprawiedliwego marzenia. Bezsensowna pogoń za wzrostem gospodarczym trwa, a dzieje się to z trzech powodów. Po pierwsze, rzecz jasna, jest wielu, którzy na tym zyskują: to grupa najszybciej bogacących się – i to zarówno globalnie, jak i w Wielkiej Brytanii.

Po drugie, wciąż nie wiemy, jak bez wzrostu gospodarczego stworzyć stabilną gospodarkę.

I po trzecie: mamy bzika na punkcie wizji rozwoju, który jest synonimem rosnącej konsumpcji materiałów.