Newsletter

Witajcie i żegnajcie

Anna Hucko, 17.04.2012
Nieuzasadnione wydaje się podejście sugerujące konieczność otoczenia imigrantów specjalną opieką – nawet jeśli ogranicza się do sfery dyskursu publicznego

Strona 1

Nieuzasadnione wydaje się podejście sugerujące konieczność otoczenia imigrantów specjalną opieką – nawet jeśli ogranicza się do sfery dyskursu publicznego

Francuski demograf, Michele Tribalat twierdzi, że 4 mln muzułmanów, które mieszkają we Francji (czyli ok. 6,4 proc. populacji) nie są w stanie zagrozić tradycjom laickiej Francji. Jego badania z 1995 roku, mimo iż postrzegane niekiedy jako nadmiernie generalizujące, wskazują przede wszystkim na wzrost liczby imigrantów, którzy używają w domach języka francuskiego zamiast ojczystego. Co więcej, maleje odsetek aranżowanych, nielegalnych małżeństw, rośnie zaś liczba małżeństw i nieformalnych związków mieszanych, również wśród młodych osób (z drugiego i trzeciego pokolenia imigrantów).

Głównym problemem wśród imigrantów jest oczywiście bezrobocie, znacznie większe wśród kobiet niż mężczyzn. W 2005 roku niepracujących kobiet urodzonych poza Francją było prawie dwa razy więcej (ponad 16 proc.) niż niepracujących Francuzek. W przypadku mężczyzn wygląda to podobnie – niepracujących imigrantów było ok. 13 proc.

Ponadto badani imigranci donoszą o trwałym poczuciu dyskryminacji. Tribalat odnotował wśród nich również znaczny odsetek osób, które mają problemy edukacyjne.

W kwestii różnic narodowościowych wśród imigrantów okazuje się, że np. Algierczycy w porównaniu do Marokańczyków charakteryzują się dużo mniejszym przywiązaniem do tradycji religijnych i są bardziej skłonni do sekularyzacji. Turcy natomiast wykazują dużo mniejszą skłonność do posługiwania się językiem francuskim w domu, sporadycznie wchodzą w interakcje ze społeczeństwem francuskim i nie zawierają związków małżeńskich z obywatelami Francji.

Większość badań społecznych, m.in. Kepela i Roya wskazuje na bardzo powolną adaptację i integrację imigrantów. Z drugiej strony – wyniki sugerują brak  głębokiego przywiązania do kraju pochodzenia, by można było sądzić, iż jest on główną przyczyną poważnych problemów adaptacyjnych i ekstremizmu islamskiego.

Mark J. Miller uważa, ze w latach 80-tych ryzyko naruszenia kulturowo-obyczajowego status quo było uznawane za jedno z największych zagrożeń ze strony imigrantów. Później, w połowie lat 90-tych, po powstaniu w Algierii i jeszcze później, po zamachach na WTC, charakter tego zagrożenia uległ zmianie. Społeczeństwa Europy Zachodniej zaczęły spodziewać się zagrożenia ze strony muzułmańskich imigrantów przede wszystkich w formie ataków terrorystycznych. I nie bez powodu.

W świadomości zbiorowej Francuzów zapisały się zamachy bombowe z 1995 roku, kiedy Khaled Kelkal, syn algierskich imigrantów, którzy sprowadzili się do Francji w połowie lat 70-tych, wysadził w powietrze stację metra Saint Michele i podłożył kilka innych ładunków, m.in. pod Łukiem Triumfalnym. Zginęło 8 osób, około 200 zostało rannych. Postrzeganie muzułmańskich imigrantów jako terrorystów siłą rzeczy znacznie się nasiliło. Wzajemną niechęć pogłębiły późniejsze zamieszki na przedmieściach Paryża, które nadal, co jakieś dwa lata, powodują znaczne straty materialne.