Newsletter

Deklaracje są ważne!

Piotr Arak, 16.04.2012
Eksperci wolą obserwować dokonywane przez ludzi wybory niż pytać ich i słuchać. Przyjmując taką zasadę, liczy się przede wszystkim to, w jaki sposób będziemy wydawać pieniądze, a niekoniecznie, jak bardzo szczęśliwi się czujemy

Eksperci wolą obserwować dokonywane przez ludzi wybory niż pytać ich i słuchać. Przyjmując taką zasadę, liczy się przede wszystkim to, w jaki sposób będziemy wydawać pieniądze, a niekoniecznie, jak bardzo szczęśliwi się czujemy

Analizując większość zagadnień związanych z rozwojem, warto zastanawiać się także nad tymi elementami, które są ważne, a mogą umknąć, gdyż trudno jest je zmierzyć. W tym tonie od lat pisze Lord Richard Layard z London School of Economics, który zajmuje się mierzeniem „well-being”. 2 kwietnia 2012 roku razem z Jeffreyem Sachsem, doradcą Sekretarza Generalnego ONZ, opublikował raport poświęcony mierzeniu szczęścia na świecie –  World Happiness Report.

Szczęście jest zagadnieniem o charakterze filozoficznym, które zajmowało niemal każdego myśliciela od starożytności, aż po dziś dzień. Władysław Tatarkiewicz w pracy „O szczęściu” wyróżnił jego cztery rodzaje. Pierwsze, szczęście jako powodzenie, pomyślność; szczęśliwym jest ten, komu sprzyja pomyślny los. Drugie, szczęście jako stan intensywnej radości; a zatem szczęśliwym jest ten, kto zaznał stanu błogości czy upojenia.

Trzecie, eudajmonia; szczęście rozumiane jako posiadanie największych dóbr, nie zawsze materialnych, dostępnych człowiekowi. I czwarte, szczęście jako zadowolenie z życia, wziętego w całości; takie ujęcie ma charakter subiektywny: człowiek jest sędzią własnego życia. Paradoksalnie, można doświadczyć bólu i cierpienia, a ciągle być zadowolonym z życia jako całości.

Eksperci często wolą obserwować dokonywane przez ludzi wybory niż pytać ich i słuchać. Uznając deklaracje jednostek za mało wiarygodne, większość uznaje, że tylko decyzje zrealizowane w praktyce świadczą o naszych preferencjach. Zajmując się szczęściem, trzeba odejść od tej zasady. Należy opierać swoje wnioski na słowach. Ważne jest to, co człowiek powie oraz to, jak bardzo czuje się szczęśliwym, a nie w jaki sposób będzie wydawał pieniądze, czy jak będą zmieniały się czynniki produkcji.

John Helliwell, jeden ze współautorów raportu, mówi że „największym powodem nieszczęścia ludzi jest bezrobocie bądź zagrożenie nim. Szczęśliwymi ludźmi są ci, którym praca daje satysfakcję, a niekoniecznie bardzo wysokie wynagrodzenie. Ważne są też rozsądne godziny zatrudnienia, które umożliwiają normalne życie rodzinne.

Najprostsze badanie szczęścia przyjmuje zatem łatwą do wyobrażenia formę pytania: „biorąc wszystko pod uwagę, jak bardzo jesteś szczęśliwy?”. Temu pytaniu towarzyszy skala możliwych odpowiedzi, np. od 1 do 10. Z uwagi jednak na ograniczenia metod badawczych, czy badanie deklarowanego poczucia szczęścia ma sens? Czy wyniki tych badań mówią nam o szczęściu człowieka? Czy można na tej podstawie budować syntetyczne wskaźniki?

Podwaliny pod prace nad nowym wskaźnikiem, który zdołałby uchwycić to, co niemierzalne, a co potencjalnie jest ważne, dała Organizacja Narodów Zjednoczonych w rezolucji A/RES/65/39 Zgromadzenia Ogólnego. Otóż zgodnie z postanowieniami Karty NZ i Milenijnymi Celami Rozwoju, ONZ świadoma, że dążenie do szczęścia jest podstawowym prawem człowieka uznaje, że wskaźnik produktu  krajowego brutto z natury nie był zaprojektowany, by odzwierciedlać szczęście i dobrobyt ludzi.

ONZ jest jedną z nielicznych organizacji międzynarodowych, która od dawna za główny cel stawia sobie zrównoważony rozwój i jego alternatywne w stosunku do PKB metody mierzenia. W tym celu opracowano Human Development Index, czyli miary rozwoju socjo-ekonomicznego krajów i ich wzajemne pozycjonowanie.

ONZ podobnie, jak wcześniej OECD ze swoim wskaźnikiem „better life index” czy Komisja Europejska z inicjatywą „beyond GDP” zastanawia się nad tym, w jaki sposób zmierzyć to, czego nie obejmuje wzrost gospodarczy. ONZ zachęca państwa członkowskie do dalszego opracowania metod mających lepiej uchwycić znaczenie w rozwoju ludzkiego dążenia do szczęścia i dobrobytu. A wszystko po to, by lepiej kreować polityki publiczne.

Na całym świecie toczy się debata o tym, jak uchwycić niemierzalne szczęście ludzi. Nicholas Sarkozy angażuje Josepha Stiglitza i Amartya Sena do refleksji nad alternatywnymi względem PKB metodami mierzenia rozwoju. David Cameron zleca brytyjskiemu odpowiednikowi Głównego Urzędu Statystycznego opracowanie miary „well-being”.

Możemy oczywiście zastanawiać się, czy potrzebne jest mnożenie skomplikowanych wskaźników, opartych na subiektywnych deklaracjach uzyskiwanych m.in. metodą pamiętnikarską. Jednak jeżeli temat ten jest na tyle istotny, że zajmują się nim światowi przywódcy, może jednak warto uwzględnić nie tylko wpływ samego PKB na dobrostan człowieka…

Na koniec pozostaje pytanie: dlaczego Polska, pomimo tego, że zaliczana do krajów rozwiniętych i zajmująca 39 miejsce w rankingu światowym Human Development Index, w rankingu szczęścia obywateli zajmuje miejsce 53? Otóż to powiązanie sytuacji gospodarczej z indywidualnymi strategiami życiowymi obywateli i ich problemami, jest istotą dylematu, które obrazuje powyższe zestawienie.

Odczucia obywateli powinny być nawet lepsze od obiektywnej sytuacji gospodarczej, która w porównaniu z wieloma krajami jest przecież korzystna. Myśląc o kreowaniu polityk publicznych, musimy w większym stopniu koncentrować się na zwiększaniu jakości życia, czyli szczęścia obywateli. Także tego szczęścia mierzonego subiektywnie.

*Piotr Arak – ekspert Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), w l. 2008-12 pracował w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji, m.in. jako doradca MaiC