Newsletter

Szanse Obamy

Richard T. Ford, 11.04.2012
Istnieje poważne ryzyko, że wielu członków Tea Party na znak protestu nie będzie w ogóle głosować

Istnieje poważne ryzyko, że wielu członków Tea Party na znak protestu nie będzie w ogóle głosować

Obama pozostaje faworytem obecnej kampanii prezydenckiej. Można co prawda oczekiwać, że wielu republikanów skupi się wokół Romney’a, nie ulega jednak najmniejszej wątpliwości, że Romney, uzyskawszy nominację swojej partii, będzie musiał naprawić wiele szkód, jakie poczyniły chaotyczne prawybory. Chodzi przede wszystkim o znajdującą się w opozycji do Romney’a Tea Party i przekonanie jej, by entuzjastycznie wsparła Romney’a. A to będzie wymagało sporo pracy! Na dodatek istnieje całkiem poważne ryzyko, że wielu członków Tea Party na znak protestu tego nie zrobi i na nikogo po prostu nie zagłosuje.

Jednak Obama też jest narażony na niebezpieczeństwo. Nie wzbudza już takiego entuzjazmu, jak cztery lata temu podczas poprzedniej kampanii. Okupujący Wall Street i inni atakują go z lewa, a wielu z jego zagorzałych zwolenników rozczarowały nieśmiałe i wprowadzane powoli reformy. Największą bolączką Obamy jest, jak zwykle, gospodarka. Jeśli będzie się poprawiać, a u wyborców przeważy nastrój optymizmu – Obama wygra.

Tymczasem poprawa gospodarki wisi na włosku. Jeśli tylko zahamują ją np. ceny benzyny, to Obama znajdzie się w kłopocie. Są też i inne zagrożenia. I choć media zajmują się nimi od czasu do czasu, w porównaniu z gospodarką to tylko drobnostki.

Kwestia ochrony zdrowia to dla Obamy zarówno wyzwanie, jak i szansa. Rzecz jasna, jeśli werdykt Sądu Najwyższego zatwierdzi obowiązujące prawo, Obama zostanie pokonany. Jeśli Sąd Najwyższy uzna reformę systemu opieki zdrowotnej za nieważną, zdaniem wielu będzie to odmowa poparcia prezydenta. A taka odmowa wytrąci prezydentowi oręż z ręki w przypadku dwóch innych ataków. Jakich?

Jednym z nich jest zarzut, że Obama przepchnął przez Kongres niekonstytucyjne prawo. Drugim, że zdaniem niektórych, oparty na podatkach i tak niezbyt śmiały system „jednego płatnika” nie będzie chroniony przed zarzutem niekonstytucyjności. Jeśli jednak Sąd obali reformę systemu opieki zdrowotnej, to Obamie i tak może uda się zachęcić swój główny elektorat do walki z wyrokiem sądu. Dlaczego?

Wielu Amerykanów odnosi się sceptycznie do werdyktów Sądu Najwyższego, a ten poczyna sobie dość agresywnie. Ot, choćby wtedy, gdy decyzją znaną jako Citizens United,  znoszącą ograniczenia wydatków korporacji i bogatych Amerykanów na kampanie polityczne, wymierzył cios w reformę finansowania kampanii wyborczych. Zawęził przy tym prawa obywatelskie.

Unieważniając reformę systemu opieki zdrowotnej, Sąd Najwyższy podkopuje własną  praworządność – szczególnie, gdy za odrzuceniem głosowałoby 4 z 5 sędziów. Wówczas Obama z łatwością obróciłby ten fakt na swoją korzyść. Pokazałby, że ewentualny republikański prezydent mógłby skłonić sędziów nawet do bardziej konserwatywnych decyzji.

Tłum. Joanna Przyjemska

*Prof. Richard T. Ford – profesor prawa na Uniwersytecie Stanforda, autor książek o dyskryminacji rasowej

Czytaj też komentarz Autora „Nie chcąc rozczarować nikogo, rozczarowuje wszystkich”