Newsletter

Lifting kapitalizmu

Andrzej Zdebski, 10.04.2012
Dzisiaj nie ma niewidzialnej ręki rynku. Rolą państwa jest mądre regulowanie rynku i stwarzanie warunków gry fair

Dzisiaj nie ma niewidzialnej ręki rynku. Rolą państwa jest mądre regulowanie rynku i stwarzanie warunków gry fair

Magdalena Śliwka: W Polsce małe i średnie firmy stanowią 99,8 proc. całkowitej liczby przedsiębiorstw. Wytwarzają jednak zaledwie 48 proc. PKB. Czy taka proporcja jest właściwa?

Andrzej Zdebski: Musimy wiedzieć, że w Polsce mamy głównie mikrofirmy i firmy małe. Stanowią one ok. 90 proc. wszystkich funkcjonujących podmiotów. Reszta, czyli do 99,8 proc. to firmy średnie. Mikrofirmy to te, które zatrudniają do 9 osób, małe – do 50, a średnie do 250 osób.

Współczesny świat musi w części stawiać na samozatrudnienie. Ale nie w pejoratywnym znaczeniu, z którym mamy obecnie do czynienia, kiedy ktoś chcąc mieć etat w firmie, musi się „sam zatrudnić“, bo to jest tańsze dla firmy. Przez samozatrudnienie rozumiem tworzenie miejsca pracy dla siebie i dla rodziny.

Czy powinniśmy wspierać rozwój sektora MSP, aby zwiększać ich udział w tworzeniu PKB?

Musimy pamiętać, że przy tworzeniu PKB działa zasada Pareto. Czyli: 80 proc. dochodu narodowego wytwarzają duże firmy, a 20 proc. pozostałe. Tak więc z punktu widzenia dochodu narodowego ważni są tylko giganci i duże firmy. Ale z punktu widzenia elastyczności rynku pracy jest już inaczej. To właśnie małe i średnie firmy tworzą większość miejsc pracy. Między innymi z tego względu powinien być wspierany sektor mikro- i małych firm.

Do tego dodałbym jeszcze jedną rzecz – rozwój i wspieranie firm rodzinnych. Francja czy Włochy do dzisiaj kultywują tradycję małych firm rodzinnych.

Na czym w takim razie polega ich specyfika?

We Francji czy we Włoszech znajdziemy setki przykładów firm, które zatrudniają po 20-30 osób. Są to sklepy w małych miejscowościach, małe wytwórnie żywności. Biznesy te są przekazywane z pokolenia na pokolenie, zarządzają nimi rodziny. To gwarantuje stabilność społeczności lokalnej. W Polsce nie mamy takich tradycji.

W Polsce wprowadzając dowolne zmiany popadamy zwykle w skrajności. Podobnie jest na rynku pracy. Najpierw mieliśmy wielkie firmy państwowe, które zlikwidowaliśmy. Później stworzyliśmy wolny rynek, ale zapomnieliśmy o wybraniu kierunków i sposobów, w jakich chcemy stymulować rozwój rynku pracy. I w efekcie nie wspieramy żadnych firm. Ani rodzinnych, ani małych, ani mikro.

A w jaki sposób państwo może pomagać przedsiębiorcom?

Najważniejsze są przepisy, ułatwiające działanie małym i średnim firmom. Zaczynając od ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, która np. mogłaby na nie nakładać mniej obowiązków. Gdyby ustawa o swobodzie gospodarczej ułatwiała tym firmom proces rejestracji, składania informacji, przepisy dotyczące ubezpieczeń społecznych, lub np. gwarantowała niższe składki, czy w firmach rodzinnych wprowadzała jedną składkę obejmującą pracujących w przedsiębiorstwie żonę i pełnoletnie dziecko.

Można tak określić przepisy, aby droga do założenia małej i mikrofirmy rodzinnej była prostsza, np. z prostszą metodę liczenia podatku. Ponadto nikt dotychczas nie sprawdził, jaki jest średni przychód firm zatrudniających do 10 i do 50 osób. To by nam pokazało charakterystykę takich firm. Kolejną rzeczą są tzw. pozapłacowe koszty pracy. Dzisiaj pracodawca chcąc zapłacić pracownikowi 2 tys. zł brutto musi dołożyć do tej kwoty 19 proc. Czyli pracownik kosztujący firmę 2,4 tys. zł w rzeczywistości dostaje tylko 1,4 tys. zł netto.

A jak to zmienić?

Powinien być zmieniony system podatkowy. Wynagrodzenie do kwoty w granicach 1,5 tys.-1,6 tys. zł netto powinno być nieopodatkowane. Pracownikom z najniższymi dochodami państwo zabiera 19 proc., a potem takie osoby idą do opieki społecznej po pomoc. Zwolnienie z opodatkowania pensji minimalnej uprościłoby wiele rzeczy.

Dodatkowo można obniżyć podatki dochodowe. Obecnie PIT wynosi 18 proc. i 32 proc. Jednak ze względu na ulgi efektywna stopa podatku wynosi 15 proc. i 22 proc. To czemu nie wyrzucić wszystkich ulg i nie uchwalić podatku w wysokości 15 proc. i 22 proc. czy nawet 25 proc.? Państwo powinno upraszczać przepisy związane z prowadzeniem działalności gospodarczej, a nie je komplikować.

W takim razie dlaczego takie uproszczenie nie następuje? Wszyscy o tym mówią, wszyscy to wiedzą, to czemu nic się z tym nie dzieje?

Urzędnikom nie zawsze chce się chcieć. I ministrowi finansów też nie zawsze chce się chcieć. Jest po części politykiem zaprzęgniętym w kierat politycznej walki i nie ma głowy, żeby o tym myśleć. Nikomu się nie chce zaryzykować. A kapitał polityczny możliwy do uzyskania byłby dużo większy niż straty. Tym bardziej, że jesteśmy w dość dobrym timingu. Musi nastąpić lifting kapitalizmu. W ramach tego, przy współczesnych środkach przesyłu danych, komunikowania się czy internecie komunikacja z urzędnikiem może być błyskawiczna. A to pozwala oszczędzić przedsiębiorcom wiele czasu, dzięki czemu jednocześnie mogą rozwijać swój biznes.

Nie potrafimy znaleźć złotego środka?

Państwo polskie i naród są fantastycznym zaczynem na znakomitą, szczęśliwą przyszłość – dość dobrze wykształceni przedsiębiorczy ludzie, duża populacja, trochę bogactw naturalnych. Suchą stopą przeszliśmy przez te wszystkie zmiany i przekształcenia. Powinniśmy ustalić jasne reguły gry. Upraszczać rzeczy, a nie zmuszać Polaków do kombinowania. Stan każdego kraju najlepiej obrazuje jego język. W języku hiszpańskim w ogóle nie istnieje słowo „kombinować”.

Dzisiaj nie ma niewidzialnej ręki rynku. Obecnie przy szybkości przepływu informacji i liczbie operacji finansowych w ciągu sekundy nie można zostawić wszystkiego wolnemu rynkowi. Rolą państwa jest mądre regulowanie rynku i stwarzanie warunków gry fair.

*Andrzej Zdebski – prezydent Izby Przemysłowo-Handlowej w Krakowie, adwokat, menadżer