Newsletter

Wyuczeni, bezradni

Marzena Haponiuk, 03.04.2012
Brak pracy to jedno, ale brak wymarzonej pozycji na drabinie społecznej boli mocniej

Brak pracy to jedno, ale brak wymarzonej pozycji na drabinie społecznej boli mocniej

Młodzi są w fatalnej sytuacji, jeśli chodzi o rynek pracy. Po serii artykułów i dyskusji, które przetoczyły się przez media, swoje wnioski wyciągnęli rodzice. A są one takie: to my ponosimy część winy za to, w jaki sposób nasze dzieci poruszają się po rynku pracy. Trudno się z tym nie zgodzić. Dlaczego?

Po pierwsze, większość rodziców nie miała takich szans i możliwości rozwoju oraz zdobywania wykształcenia jak ich dzieci. To pokolenia, w którym wyższe wykształcenie dawało szansę na awans społeczny. Było nie tyle furtką, ile nawet bramą do lepszego życia. Naturalnie, stawiając na wykształcenie, chcieli więc tego lepszego życia dla swoich dzieci. Tzw. boom edukacyjny ułatwił realizację owego pokoleniowego marzenia.

Po drugie, sam fakt zdobywania wykształcenia ich zdaniem wykluczał jednoczesną pracę. W związku z tym przez lata studiów często łożyli na utrzymanie swoich pociech. Zapewniali im jak najlepsze warunki. Wpajali, że studia to czas dla nich, czas na naukę. To początek lepszego startu. Lata mijały, a młodzi często, zamiast zdobywać doświadczenie, korzystali z uroków bycia studentami. Na rodzicielski kredyt.

Przez całe lata przy wyborze kierunku studiów liczyły się te uznawane za prestiżowe: prawo, ekonomia, medycyna, politologia czy socjologia. Politechniki zaczęły mieć problem z zapełnieniem sal wykładowych. Wybór budownictwa, chemii, ochrony środowiska, mechaniki czy automatyki był ostatecznością. Za pierwszą pracą młodzi zaczęli rozglądać się dopiero po skończeniu studiów.

Czytaj całość:

Źródło: wyborcza.pl