Newsletter

Wojna na słowa

Paulina Biernacka, 03.04.2012
Izraelczycy, jak żaden inny naród, mają duże doświadczenie w przygotowywaniu się do wojen. Dlatego też wiedzą, że im głośniej i więcej mówi się o ewentualnej wojnie, tym mniej jest ona prawdopodobna

Strona 1

Izraelczycy, jak żaden inny naród, mają duże doświadczenie w przygotowywaniu się do wojen. Dlatego też wiedzą, że im głośniej i więcej mówi się o ewentualnej wojnie, tym mniej jest ona prawdopodobna

Napięcie pomiędzy Izraelem a Iranem rośnie z dnia na dzień. Przywódcy państw licytują się na wzajemne ostrzeżenia i zapewniają o pełnej gotowości do wojny. Analitycy, wojskowi i dziennikarze, zarzucają nas możliwymi scenariuszami rozwoju wydarzeń, porównując obecną sytuację do tych mających miejsce przed każdą z dotychczasowych wojen Izraela. Czy wojna słów zamieni się w wojnę czynów?

Zdawać by się mogło, że tak. Po tym, jak USA i UE nałożyły na Iran kolejne sankcje już nikt nie zastanawia się nad tym, czy, ale kiedy Izrael zaatakuje Iran, czy poprosi Wujka Sama o tzw. zielone światło do ataku i o ile wzrosną ceny ropy po wybuchu konfliktu. Warto jednak przyjrzeć się temu, jak sprawa wygląda od strony samych zainteresowanych.

Izraelczycy, jak żaden inny naród, mają duże doświadczenie w przygotowywaniu się do wojen. Dlatego też wiedzą, że im głośniej i więcej mówi się o ewentualnej wojnie, tym mniej jest ona prawdopodobna. Temat potencjalnej wojny z Iranem pojawia się zawsze wtedy, kiedy aktualne władze chcą przykryć przed społeczeństwem niewygodne problemy, związane z polityką społeczną czy gospodarczą. Czy tak jest i tym razem?

Społeczność międzynarodowa zetknęła się z problemem nuklearyzacji Iranu na początku ubiegłej dekady, kiedy to opozycja irańska ujawniła materiały, które miały wskazywać na istnienie nie do końca znanych instalacji jądrowych. W kolejnych latach mogliśmy obserwować różnego rodzaju zabiegi dyplomatyczne, których celem było opóźnienie bądź całkowite zatrzymanie programu jądrowego. W ciągu ostatnich dwóch lat Iran przeszedł z etapu testowania technologii do fazy produkowania nisko wzbogaconego uranu. Mimo zapewnień o pokojowym wykorzystaniu energii jądrowej ze strony reżimu Ajatollahów, program budzi niepokój nie tylko Jerozolimy.

Jest to sytuacja bardzo groźna dla Izraela, gdyż wejście w posiadanie broni masowego rażenia przez jakiekolwiek państwo bliskowschodnie (a zwłaszcza największego wroga Państwa Izrael, jakim jest obecnie Iran) zmieni sytuację geopolityczną regionu, a przede wszystkim dramatycznie pogorszy poziom bezpieczeństwa Izraela. Państwo Izrael jest gotowe zrobić wszystko, aby do tego nie dopuścić. Im bardziej zaś Iran jest bliski uzyskania dostępu do broni masowego rażenia, tym głośniej Izrael naciska na społeczność międzynarodową, aby ta wprowadziła na Teheran sankcje, które skutecznie zablokują program nuklearny tego kraju.

Izrael działa wielotorowo, aby utrzymać swoją przewagę militarną nad innymi państwami w regionie i, tym samym, zabezpieczyć egzystencję swoich obywateli. Głównym sposobem walki z Iranem jest oddziaływanie na społeczność międzynarodową: nagłaśnianie zagrożenia (tu często możemy się spotkać z porównywaniem planów Iranu do planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej uskutecznianego przez nazistowskie Niemcy w trakcie II wojny światowej), lobbowanie za sankcjami ekonomicznymi w różnych organizacjach międzynarodowych, nakłanianie sojuszników (głównie USA) do grożenia Iranowi palcem.

Jak bardzo jest to skuteczne możemy sobie uzmysłowić porównując nagłośnienie kwestii nuklearyzacji Iranu do nuklearyzacji Korei Północnej. Reżim w Pjongjang stanowi podobne zagrożenie dla Korei Południowej i Japonii, co reżim Ajatollahów dla Izraela, ale nie przyciąga uwagi światowych przywódców czy mediów nawet w połowie tak bardzo, jak robi to Teheran. Działania Izraela na tym polu przynoszą rezultaty: Stany Zjednoczone wprowadziły w grudniu ubiegłego roku ustawę, która pozwala prezydentowi USA nakładać sankcje na zagraniczne banki, które prowadzą z irańskim bankiem centralnym transakcje związane z ropą. W praktyce oznacza to odcięcie takich banków od amerykańskiego systemu finansowego.

Kilka dni temu Prezydent Obama uznał, że na świecie jest wystarczająco dużo ropy naftowej, by USA mogły wprowadzić nowe sankcje, które mają doprowadzić do całkowitego zablokowania eksportowania tego surowca przez Iran. Podobne sankcje na Iran nałożyły 23 stycznia państwa UE, które chcą od lipca całkowicie zaprzestać importu irańskiej ropy. 15 marca SWIFT odciął Iran od międzynarodowej sieci transakcji finansowych, co oznacza, że Iran musi rozliczać swoje zagraniczne transakcje handlowe w gotówce lub złocie.