Newsletter

Ameryka: „Pan Rubio jedzie do Waszyngtonu”

Dominika Sztuka, 01.04.2012
Postać Marco Rubio idealnie wpisuje się w ramy American dream, co - jak wiadomo - mieszkańcy kraju Wuja Sama lubią najbardziej

Strona 1

Postać Marco Rubio idealnie wpisuje się w ramy American dream, co – jak wiadomo – mieszkańcy kraju Wuja Sama lubią najbardziej

Marco Rubio, republikański senator z Florydy udzielił nareszcie oficjalnego poparcia Mittowi Romney’owi. Nareszcie, gdyż obserwatorzy amerykańskiej sceny politycznej oczekiwali takiego manewru już od kilku miesięcy. Poparcie najpopularniejszego Latynosa na amerykańskiej prawicy prawdopodobnie ostatecznie przesądzi o zwycięstwie Romney’a w republikańskim wyścigu, który przedłużając się, osłabia szanse kandydata prawicy w listopadowym wyborach prezydenckich.

Rubio uważa, że republikanie nie mogą dopuścić do tego, by to, kto zmierzy się z Obamą w listopadzie rozstrzygnęło się dopiero podczas Narodowej Konwencji Partii Republikańskiej w sierpniu. „Otwarta walka kandydatów byłaby dla GOP katastrofą” – powiedział Rubio w programie Seanna Hannity na FOX News. Argumentując dlaczego zdecydował się otwarcie stanąć za Mittem Romney’em, stwierdził również, że Mormon tak naprawę już wygrał republikańską nominację.

Senator z Florydy nie jest jedynym politykiem GOP, który z podobnych przesłanek zdecydował się w ostatnich tygodniach udzielić poparcia Romney’owi. Wcześniej uczynili to uchodzący podobnie, jak Rubio, za przyszłość partii republikańskiej, najbardziej popularni prawicowi politycy: gubernator Florydy, a prywatnie młodszy brat prezydenta Busha Juniora, Jeb Bush oraz Jim de Mint, senator z Północnej Karoliny. Jeszcze jesienią Romney’a poparł charyzmatyczny Chris Christie, gubernator stanu New Jersey.

Jednak to właśnie o poparciu Marco Rubio mówi się za oceanem, iż może ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na stronę Romney’a nie tylko w republikańskich prawyborach, ale również w ostatecznym starciu z Barackiem Obamą. Co jest tak ciekawego w głosie poparcia Marco Rubio? Odpowiedź brzmi: Marco Rubio. Po prostu.

Historia Marco Rubio, który w maju skończy 41 lat, idealnie wpisuje się w ramy American dream, co – jak wiadomo – mieszkańcy kraju Wuja Sama lubią najbardziej. Oto na scenie politycznej wypełnionej po brzegi politykami, zajmującymi najwyższe pozycje od dekad, którzy zdołali wszystkim – jeśli nie podpaść – to na pewno się znudzić, pojawia się nowa jakość: młody gniewny, który postanawia zmienić utrwalane przez lata reguły gry. Wyzwanie stawia sobie tym trudniejsze, że zamierza namieszać w partii republikańskiej, gdzie – jak na konserwatystów przystało – zmiany, jeśli już, dopuszcza się jedynie w trybie ewolucyjnym. A Rubio, ze swoim latynoskim pochodzeniem stanowi dla sporej części prawicowego establishmentu niemalże chodzące ucieleśnienie rewolucji.

Fot: Marco Rubio. Zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony internetowej senatora.

Rubio urodził się w rodzinie kubańskich imigrantów, którzy uciekli do Ameryki po objęciu na wyspie władzy przez dyktatora Fidela Castro. Ojciec był barmanem, a matka sprzątaczką. Marco poszedł do college’u dzięki stypendium, które uzyskał za grę w drużynie futbolu Tarkio College w Missouri. Dobre wyniki w nauce pozwoliły mu zmienić uczelnię i ostatecznie zrobić licencjat na  Uniwersytecie Florydy, aby kilka lat później odebrać dyplom doktora prawa Uniwersytetu w Miami. Droga, którą przebył jest dość niezwykła jak na polityka partii republikańskiej, jednak typowa dla społeczności amerykańskich Latynosów. Dlatego też hiszpańskojęzyczni Amerykanie bardzo szybko pokochają Rubio.

Potencjał młodego Latynosa wkrótce dostrzegą również najważniejsi przedstawiciele Grand Old Party. Po dwóch kadencjach prezydenta Busha, który skompromitował partię republikańską, do tego stopnia, że ta poniosła w 2008 podwójną porażkę, przegrywając zarówno wybory do Kongresu oraz przede wszystkim walkę o Biały Dom, Rubio zacznie być postrzegany na prawicy jako nowa jakość polityczna.

Młody polityk nie boi się wyzwań. Nie ma również kompleksów w stosunku do starszych kolegów. Po dziewięciu latach spędzonych jako członek, a następnie Spiker Izby Reprezentantów stanu Floryda postanawia wystartować w wyborach do Senatu USA. To nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę, że do wyścigu przymierza się również ówczesny gubernator słonecznego stanu, wszystkim dobrze znany, Charlie Crist. Rubio pokonuje przeciwnika w republikańskich prawyborach, ten nie zamierza jednak odpuścić – wystartuje jako kandydat niezależny.