Newsletter

Francja: Bój dopiero się zaczyna

Esteban Pratviel, 27.03.2012
Dziś sondaże pokazują, że o ile w pierwszej turze Sarkozy idzie łeb w łeb z François Hollande’em, w drugiej może wyraźnie przegrać z kandydatem socjalistów

Dziś sondaże pokazują, że o ile w pierwszej turze Sarkozy idzie łeb w łeb z François Hollande’em, w drugiej może wyraźnie przegrać z kandydatem socjalistów – mówi Esteban Pratviel w rozmowie z Aleksandrą Firlik

Aleksandra Firlik: Jakie są najważniejsze wyzwania, przed którymi stoi Francja w przededniu wyborów prezydenckich?  

Esteban Pratviel: Dziś największym wyzwaniem jest kryzys finansowy. Francja jest zadłużona, w styczniu straciła rating AAA. To budzi niepokój. Konsekwencją kryzysu finansowego jest kryzys społeczny: wysoki poziom bezrobocia, które można określić mianem „masowego” wśród młodych. Co za tym idzie, następuje osłabienie siły nabywczej.

Czy imigracja to również jeden z głównych tematów przedwyborczych debat?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Imigracja to sprawa drugorzędna w stosunku do kwestii zatrudnienia i siły nabywczej. Jest to jednak temat, który powraca w dyskusjach, zwłaszcza po wydarzeniach z Tuluzy.

A więc Francuzi oczekują od przyszłego prezydenta przede wszystkim poradzenia sobie z kryzysem finansowym.

Zgadza się. Chodzi przede wszystkim o przywrócenie wzrostu gospodarczego przy zachowaniu  dyscypliny budżetowej. Zadłużenie Francji jest bardzo duże, a to negatywnie odbija się na wzroście gospodarczym.

Jak została przyjęta obietnica nałożenia na najbogatszych podatku dochodowego w wysokości 75 proc., którą ogłosił kandydat socjalistów, François Hollande? Jeszcze kilka lat temu Francuzi byli oburzeni faktem, że najbogatsi przenoszą swoje fortuny za granicę, chcąc uniknąć płacenia wysokich podatków.   

Francuzi chłodno przyjęli ustawę Tepa z 2007 r., która zmniejszała obciążenia podatkowe dla najbogatszych. Finansowe następstwa tej ustawy okazały się dyskusyjne. Natomiast propozycja François Hollande’a  cieszy się popularnością – według ostatnich sondaży popiera ją 60 proc. Francuzów. Wydaje się, że ta inicjatywa ma wymiar raczej symboliczny, a Hollande nie liczy na to, że jego propozycja przyczyni się do poprawy stanu finansów państwa.

Stosunek do Unii Europejskiej dzieli Francuzów, co przypomina nieco sytuację z referendum europejskim z 2005 r. Czy to kryzys finansowy sprawia, że Francuzi są wciąż nieufni wobec Unii?

Tak, z tą różnicą, że kilka miesięcy temu Unia Europejska była głównym źródłem niepokoju Francuzów. Dzisiaj ta kwestia ma znaczenie drugorzędne. Niedawno Nicolas Sarkozy zaproponował, by renegocjować traktat z Schengen – co zostało odebrane raczej pozytywnie. Można powiedzieć, że brak zaufania do Unii to spuścizna po 2005 r.

François Hollande zapowiedział, że w razie wygranej podejmie się renegocjacji paktu fiskalnego. Czy to oznacza, że kandydaci usiłują zbić kapitał polityczny na krytyce Unii Europejskiej?

Wielu Francuzów dystansuje się od Europy. W oczach części opinii publicznej Unia kojarzy się bardziej z przymusem niż zyskiem. Zarówno propozycje François Hollande’a, jak i Nicolasa Sarkozy’ego zostały ciepło przyjęte. Czy te rozwiązania da się wprowadzić w życie i czy uda się do nich przekonać Angelę Merkel, która ma w Unii najwięcej do powiedzenia, to już inna sprawa.

Czy wobec tego nie wydaje się paradoksem, że we Francji, jednym z państw założycielskich Unii Europejskiej, można pozyskać wyborców demonstrując eurosceptycyzm?

Francuzi nie są zgodni co do oceny Unii. Wiele zależy od kategorii społeczno-zawodowej, do której dana osoba należy. W dużym uproszczeniu można stwierdzić, że Unia Europejska jest lepiej postrzegana przez bardziej uprzywilejowane kategorie społeczno–zawodowe. Natomiast osoby, które w pierwszej kolejności padły ofiarą kryzysu – m.in. robotnicy czy bezrobotni – są raczej niechętne Europie.

Czy istnienie domniemanego paktu europejskich przywódców skierowanego przeciw François Hollande’owi może mieć wpływ na preferencje wyborcze Francuzów?  

Doniesienia na ten temat nie mają znaczącego wpływu na opinię publiczną. Gdyby jednak te informacje odbiły się szerszym echem w społeczeństwie, mogłoby się okazać, że przyniosłyby więcej korzyści kandydatowi socjalistów. We Francji panuje przekonanie, że Unia Europejska odbiera część suwerenności. Dlatego istnienie międzynarodowego porozumienia, wymierzonego w jednego z kandydatów na urząd prezydenta, mogłoby mieć pozytywne skutki dla Hollande’a.

Nicolas Sarkozy zaczął odrabiać straty w sondażach. Co mogło spowodować ten nagły wzrost popularności?

Po prostu Sarkozy wreszcie rozpoczął kampanię wyborczą. Jest wszechobecny w mediach, ma możliwość przedstawienia swoich propozycji, co automatycznie przekłada się na wzrost poparcia. Ponadto zmniejszyła się liczba kandydatów na prawicy. Za Sarkozym opowiedziała się Christine Boutin, a Dominique de Villepin ostatecznie nie mógł wystartować.

Obecnie prezydent Sarkozy osiąga zbliżony wynik do swojego rezultatu z pierwszej tury wyborów w 2007 r. Sondaże wskazują, że o ile w pierwszej turze Nicolas Sarkozy idzie łeb w łeb z François Hollande’em, w drugiej urzędujący prezydent może wyraźnie przegrać z kandydatem socjalistów.

Czy wydarzenia z Tuluzy mogą przysporzyć popularności Nicolasowi Sarkozy’emu? Ma on w końcu opinię polityka twardego w kwestii imigracji i bezpieczeństwa wewnętrznego.

To trudne pytanie. Rzeczywiście, kandydat UMP może skorzystać na tych wydarzeniach. Zyskuje w sondażach po części dlatego, że udało mu się przejąć część wyborców od Marine Le Pen, a więc z radykalnej prawicy.

Jednak z drugiej strony, jeśli położy się nacisk na kwestię imigracji, mogłaby zyskać Marine Le Pen kosztem Sarkozy’ego. Sarkozy znajduje się więc trochę między młotem a kowadłem.

Kto może być czarnym koniem tych wyborów?

Trudno to w tej chwili to przewidzieć. Jean-Luc Mélenchon, kandydat Frontu Lewicy, stopniowo pnie się w sondażach. Jeden z instytutów badania opinii publicznej umieścił go na trzecim miejscu w rankingu popularności kandydatów. W tej chwili jego kandydatura wykazuje pewną dynamikę, ale wygląda na to, że trudno będzie mu przebić się powyżej poziomu 12-14 proc. głosów.

Poza tym, po ogłoszeniu oficjalnej listy kandydatów na urząd prezydenta, wszystkim kandydatom przysługuje równy czas wypowiedzi w mediach. To może być korzystne dla innych kandydatów, którzy obecnie są mniej widoczni w mediach jak Marine Le Pen czy François Bayrou.

W Stanach Zjednoczonych niektóre stany głosują „tradycyjnie” na demokratów, inne na republikanów. Czy we Francji istnieje analogiczny podział głosów?

We Francji można mówić o tendencji do głosowania na określoną partię. Wielkie miasta częściej niż mniejsze miejscowości i wsie głosują na ugrupowania lewicowe. Występuje także pewna prawidłowość, jeśli chodzi o Front Narodowy. Radykalna prawica cieszy się o wiele większą popularnością na wschodzie niż na zachodzie Francji, co wynika z określonych cech społeczno-demograficznych zamieszkałej w tej części kraju populacji. Natomiast nie ma większej różnicy w sposobie głosowania mieszkańców Francji metropolitarnej i tych z terytoriów zamorskich.

Czy istnieje zależność między czynnikami jak wiek i dochód a preferencjami wyborczymi?

Tak, ta zależność jest szczególnie widoczna jeśli chodzi o wiek ankietowanych. François Hollande jest bardziej popularny wśród przedstawicieli niemal wszystkich kategorii wiekowych, z wyjątkiem osób powyżej 65. roku życia, które w większości deklarują chęć oddania głosu na Sarkozy’ego. Także rzemieślnicy, handlowcy i przedsiębiorcy zdecydowanie chętniej głosują na kandydata prawicy.

Czy zdarza się, że ankietowani ukrywają chęć oddania głosu na określoną partię?

Rzeczywiście taka tendencja miała miejsce 10 lat temu w przypadku Frontu Narodowego. Dzisiaj takie zachowania spotyka się o wiele rzadziej. Kiedy Marine Le Pen objęła przywództwo we Froncie Narodowym, rozpoczął się proces zmiany wizerunku tej partii. Marine Le Pen podkreślała, że Front to partia jak każda inna, odpowiedzialna i republikańska. Dzięki tej strategii, dzisiaj o wiele rzadziej ankietowani ukrywają chęć zagłosowania na Front Narodowy. Kiedyś, żeby oszacować wynik wyborczy Frontu, trzeba było pomnożyć przez dwa liczbę osób deklarujących chęć oddania głosu na tę partię. Dzisiaj praktycznie nie trzeba tego robić. To oznacza, że w naszych próbach proporcja osób, które deklarują chęć oddania głosu na Front Narodowy, odpowiada rzeczywistości.

Czym ta kampania różni się od wcześniejszych?

Ta kampania jest o tyle wyjątkowa, że kandyduje urzędujący prezydent, a więc musi zaprezentować bilans swoich dokonań i zaoferować nowy program dla Francji. To istotna różnica w porównaniu z kampanią z 2007 r., kiedy zarówno Nicolas Sarkozy, jak i Ségolène Royal, startowali w wyborach prezydenckich po raz pierwszy. W tej kampanii wydaje się, że lewica jest bardziej zjednoczona. Tak przynajmniej usiłowała pokazać się Francuzom, organizując prawybory. Na razie ta „unia” trwa. Zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie.

*Esteban Pratviel – koordynator ds. badań Francuskiego Instytutu Badania Opinii Publicznej IFOP