Newsletter

Włochy: My damy radę, co z młodymi?

Daniele Moro, 26.03.2012
Moje pokolenie nie myśli, co pozostawi po sobie młodszym. A wygląda to tak, jakbyśmy zostawiali im Ferrari, nie dając szansy zarobienia pieniędzy na paliwo

Moje pokolenie nie myśli, co pozostawi po sobie młodszym. A wygląda to tak, jakbyśmy zostawiali im Ferrari, nie dając szansy zarobienia pieniędzy na paliwo – mówi Daniele Moro w rozmowie z Anną Hucko

Anna Hucko: Jak wygląda z perspektywy Stanów Zjednoczonych kryzys we Włoszech?

Daniele Moro: Trzy miesiące temu Amerykanie byli bardzo przejęci tym, co dzieje się w Europie, ale całą uwagę skupili na Grecji. Teraz, głównie w związku ze zmianą rządu, Włochom udało się wrócić na światowe rynki, uzyskać kredyty i do pewnego stopnia przywrócić równowagę w gospodarce kraju. Sytuacja powoli wkracza na drogę do stabilizacji, ale daleko jeszcze do osiągnięcia celu.

Co dla Włochów oznacza zmiana na stanowisku premiera? Sprawowanie władzy przez rząd Mario Montiego jest zmianą jakościową?

We Włoszech średnio co 20 lat mamy do czynienia z kryzysem finansowym. Kiedy Włochy wchodziły do strefy euro, dokładnie tak samo jak teraz został powołany rząd technokratyczny. Stało się tak, gdyż politycy bali się podejmowania niepopularnych decyzji. Co prawda ich strach jest trochę na wyrost.

Podczas niedawnej wizyty w Waszyngtonie Mario Monti przywołał ciekawy przykład – gdy zdecydował o podniesieniu wieku emerytalnego o 5 lat, czyli do 65 roku życia, Włosi nie protestowali. A na pewno nie tak jak Francuzi, którzy w tej sytuacji prawie dogonili Greków sprzeciwiając się decyzji prezydenta Sarkozy’ego o podniesieniu wieku emerytalnego o 2 lata. Według ostatnich sondaży prawie 60 proc. Włochów jest zadowolonych z nowego rządu.

Kim są niezadowoleni, pozostałe 40 proc.?

We wszystkich systemach demokratycznych zawsze jest jakaś część społeczeństwa, która pozostaje niezadowolona. We Włoszech to odłam skrajnej lewicy; chodzi głównie o osoby należące do związków zawodowych, niezadowolonych z podjętych działań przez rząd Montiego na początku stycznia. Działań mających na celu obcięcie wydatków państwa, przede wszystkim obniżenie emerytur i podniesienie podatków.

Premier Monti zapowiedział, że druga część interwencji będzie skierowana na pobudzenie wzrostu – to samo zapowiada Międzynarodowy Fundusz Walutowy i prezydent Obama. To logiczne, że bez inwestycji nie wyjdziemy z recesji.
Te 40 proc. niezadowolonych Włochów dostrzega jedynie cięcia, reszta zdaje sobie sprawę, że bez tych cięć Włochy skończą jak Grecja. W każdym razie wszyscy oczekują od rządu podjęcia kroków, które wyprowadzą włoską gospodarkę na prostą. Najbardziej zaś liczy na to młode pokolenie, bo to ono jest największym przegranym kryzysu.

W USA najbardziej ucierpiała klasa średnia, to były pierwsze ofiary. Podobnie było we Włoszech?

Oczywiście, że tak. Jeżeli weźmiemy pod uwagę statystyki – poziom płacy w ciągu ostatnich lat znacznie się obniżył. To klasa średnia najbardziej odczuwa podwyżki cen paliw czy żywności. Nie to jest jednak osią problemu.

Europa już nie raz ucierpiała, przetrwała dwie wojny światowe i recesję z 1929 r., przetrwa i to. Mamy obecnie do czynienia z pewną niesprawiedliwością pokoleniową. Jeżeli system nie zostanie naprawiony, młodzi ludzie nie znajdą pracy. My przetrwamy, mam na myśli moje pokolenie, posiadamy oszczędności, jak trochę zaciśniemy pasa, nic nam się nie stanie. Młodzi będą mieli problem, a od jego rozwiązania zależy przyszłość społeczeństwa euroatlantyckiego.

Jak Włosi reagują na kryzys?

Z pewnego rodzaju pokorą. Większość rozumie, że za dużo wydaliśmy w ostatnich latach, a dług publiczny już dawno osiągnął poziom przekraczający granice rozsądku. Zdajemy sobie też sprawę, że nie jesteśmy w stanie tak drogiego państwa utrzymać.

Jednocześnie trzeba pamiętać, że Włosi na poziomie jednostkowym należą do najmniej zadłużonych w Europie. O ile Włosi są raczej bogaci, to Włochy jako kraj są biedne. Dlatego na poziomie indywidualnym Włosi na pewno sobie poradzą. Są właścicielami nieruchomości, nie ryzykują, nie grają na giełdzie.

Ponadto, zabezpieczeniem zawsze będzie rodzina. Silna tradycja sprawia, że Włosi raczej czują się bezpieczni. Cały problem Włoch to dysproporcja między tym, na jaki poziom życia Włochów stać, co zresztą widać, szczególnie w północnych regionach, a tym, co ma im do zaoferowania państwo. Patrząc pod tym kątem, Włosi pracują bardzo ciężko – płacą wysokie podatki, a od państwa nie dostają praktycznie nic. Szpitale jak nie odpowiadały standardom europejskim, tak nie odpowiadają i dziś.

Myśli pan, że ten kryzys wymusi zmianę systemu gospodarczego w Europie?

Mario Draghi powiedział, że państwo socjalno-opiekuńcze, jakie znaliśmy do tej pory, już się skończyło. Wiemy, że nie jesteśmy w stanie utrzymać się na tak wysokim poziomie jak do tej pory. Okazuje się, że za szybko przechodzimy na emeryturę, za mało pracujemy i za mało oszczędzamy. Jeśli to się nie zmieni, nie uchronimy się przed konkurencją ze strony państw BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny – przyp. red.).

Szef Fiata powiedział ostatnio, że jeszcze żyjemy w „płaskim świecie”. Fiata możemy produkować tak naprawdę wszędzie. Ale dopóki nie staniemy się konkurencyjni, przytłoczą nas inni producenci. To tylko kwestia ceny. Ten proces już się zaczął i trwa, ale być może teraz pojawia się szansa, by jeszcze odwrócić kartę.

Klasa polityczna w Europie musi znaleźć sposób na to, żeby obniżyć poziom życia. Musi to zrobić sprawnie i sprawiedliwie nie pozostawiając traumy, szczególnie wśród młodych. Największy obecnie problem stanowi fakt, że moje pokolenie nie myśli poważnie o tym, co pozostawi po sobie młodszym. A wygląda to tak, jakbyśmy zostawiali im Ferrari, mimo że nie mają pieniędzy na paliwo. Bo drogi, po których mogliby tym Ferrari jeździć istnieją. Europa wypracowała w miarę sprawny model, ale przyszedł czas na mały remont. Jeśli tego remontu nie zrobimy, to nawet – gdyby chcieli to Ferrari sprzedać – nie będzie miał go kto kupić.

*Daniele Moro – politolog i dziennikarz, były redaktor naczelny Tg5, korespondent wojenny (relacjonował konflikty w Nikaragui, Irlandii Północnej, Saharze Zachodniej, Kosowie i Afganistanie). Nagrodzony Premio Saint Vincent (główna nagroda dla dziennikarzy we Włoszech, odpowiednik Nagrody Pulitzera w USA). Członek SAIS (John Hopkins School of Advanced International Studies), Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych oraz ruchu Slow Food