Newsletter

Miękki kompromis

Tomasz Mincer, 15.03.2012
Dzięki rządowej propozycji zmiany finansowania Kościołów, Polki i Polacy pokażą, jak mocno związani są ze swoimi instytucjami religijnymi

Dzięki rządowej propozycji zmiany finansowania Kościołów, Polki i Polacy pokażą, jak mocno związani są ze swoimi instytucjami religijnymi

W ciągu kilku ostatnich dni mogliśmy przeczytać sążniste komentarze wypisywane przez prawicowych publicystów. Ich apokaliptyczne wizje losu Kościoła w Polsce głosiły „powrót do stalinowskich rozwiązań”, „epoki średniego Gomułki” czy wskazywały na „test dla intencji rządu”. To tylko niektóre określenia, jakie padły w debacie publicznej dookoła zapowiedzianych przez premiera Donalda Tuska w exposé zmian w sposobie finansowania Kościołów i związków wyznaniowych.

Rozwiązania proponowane przez resort Michała Boniego stanowią, wedle założeń, „część kompleksowej reformy systemu emerytalnego”, ale także dążą do „usamodzielnienia kościołów i innych związków wyznaniowych”.

Odpis 0,3 procent

I tak, zamiast wymarzonego przez katolickich biskupów dodatkowego, 1 procenta odpisu na Kościoły i związki wyznaniowe, płatnicy podatku od osób fizycznych będą mogli przeznaczyć 0,3 proc. swojego dochodu na związek wyznaniowy lub organizację charytatywno-opiekuńczą. Wciąż pozostanie możliwość odpisu w wysokości 1 proc. na rzecz OPP. Przypomnijmy: te ostatnie są często prowadzone przez Kościoły.

Ten nowy odpis, czyli 0,3 proc., byłby możliwy już od 2013 roku. Do 30 września każdego roku wszyscy będziemy mogli zapoznać się z wysokością pieniędzy przeznaczonych na konkretną wspólnotę wyznaniową.

Ministerstwo szacuje, że łączny koszt operacji wyniesie ok. 100 mln zł, czyli mniej więcej tyle, ile przeznacza się na Fundusz Kościelny. Niektóre prognozy mówią jednak nawet o 250 mln zł (przy postulowanym wcześniej 1 procencie wpływy szacowano maksymalnie na 600 mln zł).

Koniec z funduszem

W zamian Fundusz Kościelny idzie do kasacji, a składki: emerytalne, rentowe, wypadkowe i zdrowotne mają być płacone przez tzw. „zwierzchnie instytucje wyznaniowe”. Opłacanie składek ubezpieczeniowych osób zatrudnionych w formie stosunku pracy (księża – katecheci) odbywałoby się wedle istniejących rozwiązań.

Przypomnijmy: Fundusz Kościelny powstał w 1950 r. i miał być rekompensatą za dobra kościelne przejęte przez państwo. Miał też być zasilany dochodami uzyskiwanymi ze wspomnianego majątku. Zasilany jest rokrocznie, tyle że z budżetu państwa.

W debacie wokół bardziej nowoczesnego sposobu finansowania Kościoła często zapominamy, skąd wzięły się tego typu pomysły. Apele w tej sprawie wysuwali sami, prominentni duchowni katoliccy, jak rzecznik Episkopatu, ks. dr Józef Kloch. Nie da się ukryć, że punktem wyjścia dla nowych rozwiązań stała się potrzeba, z jednej strony, przejrzystości w finansowaniu Kościołów. A także, co pokazały nieprawidłowości w funkcjonowaniu katolickiej komisji majątkowej, wyeliminowanie wszelkich możliwych patologii na linii państwo-Kościół.

To nie wszystko. Konstytucyjna odpowiedzialność za stan finansów publicznych, która spoczywa na rządzących, wymusza podejmowanie niepopularnych decyzji. Jeżeli mówimy o ostrożnym zaciskaniu pasa w czasach kryzysu gospodarczego, konsekwencje muszą ponieść wszyscy: służby mundurowe, górnicy czy duchowni. To jest wszyscy ci, którzy utrzymywani są – albo w znaczący sposób dotowani – z pieniędzy podatników.

Test dla Kościołów

Prawica chce, w sposób dla niej naturalny, być rzecznikiem złej sprawy, jeśli tylko może to zaszkodzić partii rządzącej. Tymczasem, co pokazuje nie tylko proponowane przez resort Boniego rozwiązanie, istnieje cały szereg instrumentów wspierających Kościoły i związki wyznaniowe. Przykładem są fundusze m.in. na odnowę i ochronę dóbr kultury, tej materialnej, ale i symbolicznej. Kościelne osoby prawne aktywnie włączają się w obieg trzeciego sektora, tworząc instytucje charytatywne i kulturalne, korzystając przy tym z rozmaitych, pro-obywatelskich dotacji. Nikt nie mówi zatem o likwidacji wspierania Kościołów.

Zmiany to jednocześnie wielki test dla skuteczności Kościołów i związków wyznaniowych w Polsce. Pokażą, czy obywatele poczuwają się do związku z daną instytucją religijną, „stać ich” na odpowiedzialność za jej ziemski byt i afirmację działań. Zupełnie przy okazji, wierzący i niewierzący dostaną narzędzie do deklaracji sympatii i antypatii wobec Kościołów. Coś, jak kartę do głosowania.

Jednocześnie ci sami obywatele otrzymają inny wybór: czy wspierać Kościoły kolejnym, dodatkowym groszem, czy pozostawić pieniądze w gestii państwa. A więc „odpisać” na żłobki, przedszkola, tańsze leki, drogi, a niekoniecznie na kolejne budynki kościelne w każdej, nowo budowanej dzielnicy polskich miast.

*Tomasz Mincer – publicysta