Newsletter

Prekariat a rynek pracy

Piotr Arak, 14.03.2012
W historii mało było okresów ciągłego rozwoju i ograniczania zadłużenia. Seryjna niewypłacalność państw jest w naszym świecie normą. To okresy prosperity są wyłomami w ogólnej tendencji

W historii mało było okresów ciągłego rozwoju i ograniczania zadłużenia. Seryjna niewypłacalność państw jest w naszym świecie normą. To okresy prosperity są wyłomami w ogólnej tendencji

Nasze myślenie o gospodarce, w tym o rynku pracy, jest obecnie zdominowane przez doświadczenie kryzysu gospodarczego, który w różnym stopniu dotknął praktycznie cały świat. Nawet kraje o dużym tempie rozwoju, jak na przykład Chiny, Indie czy Brazylia, również odczuwają bieżące skutki kryzysu. Z dużą dozą pewności przewidywać można, że silnie odczują one zwłaszcza skutki długookresowe. Wpływa to też w znacznym stopniu na rynki pracy i pojawiające się dosyć nośne hasła „prekariatu” i „straconego pokolenia”.

Kryzysowy przegląd

Kryzysy gospodarcze takie jak ten, którego jesteśmy obecnie uczestnikami, są doświadczeniem pokoleniowym. Ich reperkusje ciągną się długo w czasie od momentu pierwszego załamania. „Długa Depresja” (lata po 1870 r.) zmieniła organizację produkcji, stworzyła amerykański system przemysłowy, który odegrał kluczową rolę w dalszym rozwoju USA i tworzeniu innowacji. W tym okresie nastąpiła też wielka migracja ludności z obszarów wiejskich do zurbanizowanych i przy okazji rozwój infrastruktury.

Okres „Wielkiej Depresji” z lat 30-tych XX w. jest uważany za jeden z najbardziej progresywnych – jeżeli chodzi o rozwój technologii. Drugi tak duży kryzys, dzięki kombinacji polityki publicznej i czynników ekonomicznych, wpłynął na migracje z centrów na przedmieścia miast. Zmieniły się nawyki konsumpcyjne i ludzie zaczęli wydawać więcej na wyposażenie domów oraz artykuły spożywcze. Kryzys lat 30-tych stworzył w USA „społeczeństwo właścicielskie” lat 50-tych z własnym domem i samochodem w garażu. Nowy kryzys będzie wymagał kolejnych zmian, m.in. wpływających na technologię i mobilność ludności na większą skalę.

Mit nieustannego rozwoju

W historii mało było okresów nieustannego rozwoju i ograniczania zadłużenia. Najlepsze okresy, jak wynika z publikacji Carmen Reinhart i Kennetha Rogoffa („This Time Is Different: A Panoramic View Of Eight Centuries Of Financial Crises”, 2008) przypadły na dwie dekady przed I Wojną Światową oraz w okresie 2003-07. W okresie od 1800 roku było pięć okresów, w których niewypłacalność lub restrukturyzacja dotknęła sporą liczbę krajów: w okresie wojen napoleońskich, w latach 1820-40, gdy występowały duże deficyty w pieniądzu (szczególnie w Ameryce Łacińskiej), w okresie 1870-90 (okres ogromnych długów większości państw), w XX wieku to okres Wielkiego Kryzysu, a po nim lata 80-te i 90-te, gdy duża część krajów wschodzących była na skraju upadku.

Nie można więc pisać o przeszłości, jako o mitycznym „złotym wieku”. Seryjne niewypłacalności państw są w naszym świecie normą. To okresy prosperity są raczej wyłomami w ogólnej tendencji. Błędem w naszym myśleniu o teraźniejszości i przyszłości jest szczególnie oczekiwanie postępu i rozwoju. Jest to ściganie się z utopią, a jak wiemy, utopia jest miejscem, które nie istnieje. Możliwe więc, że powinniśmy wykorzystywać okresy kryzysu do zmian, które normalnie nie są możliwe ze względu na oczekiwania wyborców. Okresy kryzysu to „okna szansy” dla polityków, by dokonywać niepopularnych zmian.

Nikogo nie faworyzować

Kryzys poważnie dotknął młodych w Hiszpanii. Ich sytuacja na rynku pracy jest wypadkową ogólnej kondycji hiszpańskiej gospodarki, rynków finansowych i gospodarki światowej, nieefektywnego modelu kształcenia na poziomie wyższym (problem europejski) i nieodpowiednich polityk rynku pracy realizowanych przez ostatnie 10 lat, które ukrywały bezrobocie.

Bezrobocie wśród młodych jest najczęściej 2,5 razy większe niż wśród ogółu społeczeństwa. Dlaczego?

Kończąc edukację zasilamy szeregi osób aktywnych zawodowo, a osoby aktywne zawodowo to także osoby poszukujące pracy – czyli te zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne. Bezrobocie w grupie 50+ jest o wiele niższe dlatego, że osoby w tym wieku poszukują pracy najczęściej… mając pracę! Bezrobocie czasowe (frykcyjne) nie jest aż tak negatywnym zjawiskiem, negatywne staje się w momencie, gdy zwiększa się odsetek osób długotrwale bezrobotnych, a także gdy stopa bezrobocia wzrasta.

Naszym polskim problemem jest zatrudnienie. Nadal mamy zbyt niski poziom zatrudnienia i zbyt krótki okres aktywności zawodowej, którą chcemy wydłużać w zbyt długiej perspektywie czasowej. Osób na rynku pracy będzie już tylko mniej.

Zadaniem państwa jest stwarzanie warunków dla możliwości podejmowania pracy. Młodych, tak samo, jak i osób w wieku 50+ nie należy faworyzować na rynku pracy, ponieważ może to być przeciwskuteczne. Kluczowa będzie za to odpowiedź na pytanie: jak znaleźć równowagę między elastycznością, a stabilizacją zatrudnienia w długim okresie?

Jednym z takich rozwiązań jest przedefiniowanie stosunku pracy na czas określony i nieokreślony. Możliwe, że obecnie doszliśmy do tego momentu, by wprowadzić nowe rozwiązania prawne w kodeksie pracy. W niektórych krajach pojawiają się postulaty sformułowania tzw. „jednego kontraktu” (ang. single contract) – jednego rodzaju umowy o pracę. Wraz z długością trwania umowy zwiększa się ochronę pracowników związaną z dłuższym okresem wypowiedzenia i wielkością odprawy.

Regulując sferę prawa pracy nie powinno się tworzyć rozwiązań, które mogą nie wspierać zatrudnienia czy wręcz je uniemożliwiać. Warto stawiać siebie w roli hipotetycznego pracodawcy, kiedy mówimy o regulacjach rynku pracy funkcjonujących obecnie. Suma ryzyk związana z zatrudnieniem osoby w okresie ochronnym przed emeryturą lub zaraz przed nim działa na niekorzyść osoby poszukującej pracy. Tymczasem stymulowane przez państwo zatrudnienie młodych czy osób starszych w momencie, gdy kończy się okres wspierania, skutkuje powrotem tych osób do stanu bezrobocia.

W butach pracodawcy

Mając z tyłu głowy sposób myślenia pracodawcy, który w tych trudnych czasach musi kalkulować koszty, żeby samemu nie zbankrutować, powinniśmy się zastanowić nad zmniejszeniem płacy minimalnej. Zwłaszcza w momencie, gdy młodzi wchodzą na rynek pracy oraz w okresie poprzedzającym emeryturę, by stymulować zatrudnienie. Jest to rozwiązanie, które pozwoli także w pewnym stopniu ograniczyć zastępowanie umów o pracę umowami cywilnoprawnymi, jak to ma miejsce w przypadku młodych ludzi. Działanie to powinno być powiązane ze zwiększonymi wydatkami z Funduszu Pracy na Aktywne Polityki Rynku Pracy: przekwalifikowanie, wspieranie przedsiębiorczości, także tej społecznej.

Niestety najczęściej lekarstwo jest gorzkie, a nie słodkie, jakby chciało wielu. Problemy młodych i starych na rynku pracy nie wynikają bezpośrednio z charakterystyki wiekowej. Efektywne wejście na rynek pracy i pełna adaptacyjność nie jest możliwa do osiągnięcia. Można wspierać zatrudnienie poprzez luzowanie – choćby tymczasowe – regulacji prawa pracy w celu zwiększania szans zawodowych zarówno tych, którzy są na starcie, jak i znajdujących się przy końcu swojej aktywności zawodowej.

*Piotr Arak – ekspert Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), w l. 2008-12 pracował w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji, m.in. jako doradca MaiC