Newsletter

Ach ten klimat!

Magdalena Heczko (Śliwka), 10.03.2012
Dziś nie ma możliwości produkcji energii przy użyciu odnawialnych źródeł energii, które zagwarantują ciągłość pracy przemysłowi. Nie oznacza to, że nie należy rozwijać tych technologii. W dłuższej perspektywie jest to pożądany kierunek zmian

W czasie piątkowego posiedzenia Rady UE z udziałem ministrów środowiska w sprawie tzw. kroków milowych na drodze do redukcji CO2 w UE do 2050 r., Polska zawetowała proponowane zmiany. Zgodnie z już obowiązującymi przepisami musimy zmniejszyć poziom emisji CO2 o 20 proc. do 2020 r. Komisja Europejska chce zaostrzyć ten kierunek. Zgodnie z przygotowaną przez nią Mapą drogową 2050, postuluje stopniowe zmniejszanie poziomu emisji o 40 proc. do 2030, 60 proc. do 2040 i 80 proc. do 2050 roku.

Próba zmniejszenia emisji gazów może mieć jakikolwiek sens tylko pod warunkiem, jeśli będzie przedmiotem zainteresowania polityki ogólnoświatowej. W sytuacji, kiedy decyduje się na to jedynie Unia Europejska, efekty takich działań będą pozorne. Europa stanie się mniej konkurencyjna, a przemysł będzie „wypychany” poza kontynent, do państw z łagodniejszą polityką klimatyczną lub w ogóle jej nieprzestrzegających. Doliczając do tego emisje związane z transportem, ogólnoświatowy bilans emisji CO2 i tak wzrośnie.

Próbą sformalizowania procesu redukcji emisji gazów powodujących efekt cieplarniany, był protokół z Kioto, uchwalony w 1997 r., obowiązujący od 2005 r. W czasie ostatniej konferencji klimatycznej ONZ z udziałem ponad 190 państw, która zakończyła się w grudniu 2011 r. w Durbanie (RPA), przedłużono obowiązywanie protokołu z Kioto. Nowe ogólnoświatowe porozumienie ma zostać wypracowane najpóźniej do 2015 roku, i miałoby zacząć obowiązywać od 2020 r. Z pewnością odbędzie się wielka batalia o klimat. Już teraz postanowienia protokołu z Kioto nie są przestrzegane. W grudniu 2011 r. od protokołu odstąpiła Kanada. Nie wiadomo co zrobi Japonia. A Stany Zjednoczone do protokołu nigdy nie przystąpiły.

W czasie unijnego spotkania Polska była języczkiem u wagi, ponieważ już w zeszłym roku, jako jedyna, zawetowała proponowane zmiany, zwiększające redukcję emisji z 20 do 25 proc. w 2020 roku. A teraz zapowiedziała, że nie zgadza się na zaostrzenie europejskiej polityki klimatycznej, aż do czasu zakończenia ogólnoświatowych negocjacji w sprawie klimatu. I zjednuje sobie sprzymierzeńców w tej sprawie.

Wspólna polityka unijna zmierza w kierunku redukcji emisji. Jednak ocena tej polityki przez poszczególne państwa bywa różna. Zależą one od tego z jakich źródeł produkowana jest energia w danym kraju, a także od tego jakie technologie dane kraje produkują. Np. Francja, w której ponad 70 proc. energii elektrycznej pochodzi z elektrowni jądrowych, nie emitujących gazów, nie ma żadnego kłopotu ze zmniejszaniem emisji. Z kolei dla Danii sprzedaż technologii potrzebnej do produkcji energii wiatrowej stanowi trzecią pozycję w przychodach z eksportu. W 2009 r. sprzedaż technologii stanowiła 8,5 proc. całego eksportu.

Nie ma w tym nic złego, że każdy kraj rozwija dogodne dla siebie źródła energii. Co więcej, różnorodność zwykle jest pozytywnym zjawiskiem. I może to powinien być klucz do rozwoju europejskiej energetyki?

Nikt nie sprzeciwia się ochronie środowiska, ale nakładanie na państwa kolejnych zobowiązań do redukcji emisji  może być trudne do spełnienia. Zwłaszcza dla państw, jak Polska, która odziedziczyła energochłonną gospodarkę po socjalizmie i dzisiaj ponad 90 proc. energii nadal produkuje przy użyciu węgla. Trudno mieć o to do kogokolwiek pretensje, ale przejście na gospodarkę niskoemisyjną będzie dla Polski bardzo kosztowne. Zwłaszcza w czasach kryzysu gospodarczego warto podejmować rozważne decyzje, które nie zdławią unijnych gospodarek.

Już wkrótce Polskę czeka wielkie wyzwanie w postaci wymiany przestarzałych mocy wytwórczych. Stare bloki dożywają kresu swoich możliwości i muszą zostać zastąpione nowymi. Musimy zdecydować, jaki stworzymy przyszły mix energetyczny. A sygnały płynące z obszaru Unii wzajemnie się wykluczają. Z jednej strony, zgodnie ze wspólną polityką unijną jesteśmy zobowiązani do redukcji poziomu emisji. Z drugiej, różne kraje opowiadają się za rezygnacją z węgla, elektrowni jądrowych czy zaprzestaniem poszukiwań gazu łupkowego. W takiej sytuacji pozostają nam jedynie odnawialne źródła energii (OZE). Ale poza chęciami dzisiaj nie ma możliwości produkcji energii przy użyciu OZE, które zagwarantują ciągłość pracy przemysłowi. Co oczywiście nie oznacza, że nie należy rozwijać tych technologii. A w dłuższej perspektywie, na co zwracają uwagę organizacje ekologiczne, jest to pożądany kierunek zmian.

Polskie weto nie rozwiązuje sprawy, a jedynie przesuwa ją w czasie. I tak będziemy musieli zmierzyć się z polityką klimatyczną. Im szybciej zapadnie decyzja, tym lepiej –  również dla Polski, ponieważ inwestycje w energetyce są długookresowe i kapitałochłonne. Inwestorom dużo łatwiej jest podejmować decyzje, mając pewność co do kierunków przyszłych działań.

Chęć życia w czystym środowisku nie ma raczej wielu przeciwników. Rozwój cywilizacyjny wiąże się jednak z negatywnym oddziaływaniem na środowisko – to wiemy wszyscy. Dla debaty o klimacie kluczowe jest, by jednocześnie rozmawiać o gospodarce, środowisku i bezpieczeństwie energetycznym. A polityka klimatyczna powinna być wypadkową tych trzech elementów.

 

CZYTAJ TAKŻE: Lupa Instytutu: „Jak zapewnić bezpieczeństwo energetyczne? oraz Raport: W kierunku nowoczesnej energetyki. Energia elektryczna