Newsletter

Czy warto być… kobietą?

Joanna Zarywska, 08.03.2012
Czas zadać pytanie nie tyle o ilość, ale o jakość udziału kobiet w życiu politycznym, ekonomicznym i społecznym

Czas zadać pytanie nie tyle o ilość, ale o jakość udziału kobiet w życiu politycznym, ekonomicznym i społecznym

Na korytarzach Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie słychać stukot czółenek i szpilek. Przybywające z całego świata spódniczki, sukienki i spodnie zajmują miejsca na sali. Gwar ustępuje i głos zabiera prezes zarządu Instytutu Studiów Strategicznych, Anna Szymańska-Klich. „Czy oni was nie znoszą dlatego, że jesteście kobietami, czy dlatego, że wam się udało?”.
Trzeba zauważyć, że słowo „sukces” jest rodzaju męskiego, ale „ta porażka” przypisana jest w języku polskim paniom. Jednak to kobiety niejednokrotnie lepiej sprawdzają się na stanowiskach kierowniczych, wcześniej zarezerwowanych wyłącznie dla panów. Może więc najbardziej odpowiednim wyrażeniem byłaby „wiktoria”?

1 marca w Krakowie miała miejsce międzynarodowa konferencja „Nie wystarczy być… kobietą”. Przedsięwzięcie zostało zrealizowane przez Fundację Instytutu Studiów Strategicznych oraz Instytut Francuski w Krakowie, we współpracy z Konsulem Generalnym Stanów Zjednoczonych w Krakowie, Goethe Institut, Istituto di Cultura („EUNIC” Kraków Cluster). Ot, jedna z form mobilizacji i inspiracji dla kobiet. W trzech panelach dyskusyjnych poświęconych promocji udziału kobiet w życiu politycznym, ekonomicznym oraz społecznym kobiety mówiły o kobietach i dla kobiet.

Może problem nie tkwi w tym, że panie ciągle jeszcze potrzebują promocji, pomocy z zewnątrz, tylko to raczej kwestia wewnętrznego nastawienia kobiet do konkretnych spraw i ich osobistych przekonań. Mężczyźni uważają, że panie są potrzebne w polityce tyle, że nie wysyłają kobiet na najwyższe stanowiska, bo to mogłoby zagrozić ich dotychczasowym pozycjom. W Polsce dotychczas premierem była tylko jedna kobieta, Hanna Suchocka, tak jak np. ministrem spraw zagranicznych Anna Fotyga. Żadna reprezentantka płci żeńskiej nie była szefem partii politycznej, która wygrała wybory.

Ważnym aspektem w całej sprawie jest język, którym się posługujemy. Wchodzenie nowego słownictwa do języka potocznego, jak np. zwrot „ministra” użyty przez Joanną Muchę rozbudziło dyskusję. Ale oddajmy głos panelistkom.

Europosłanka Róża Thun: kiedyś słowo „posłanka” bawiło, wydawało się być śmieszne, a teraz każdy uważa je za normalne. Potrzebna jest zmiana w głowach, w sposobie myślenia ludzi. Janina Paradowska: tworzenie sztucznych norm językowych naraża nas na śmieszność, jak np. zwrot „premiera” zamiast „pani premier”. Jednak jakby na to nie spojrzeć słowa, którymi się posługujemy, determinują nasz punkt patrzenia.

I jeszcze Paradowska: kobiety wciąż nie są równoprawnymi uczestniczkami życia politycznego w Polsce. Często większość decyzji, zamiast na planowanych spotkaniach, zapada za zamkniętymi drzwiami, gdzie panowie naradzają się, hołdując kulturze wina i cygar, czy jak to woli modlitwy. Panie nie uczestniczą w tych spotkaniach, często pozostają też w cieniu mężczyzn. O minister Ewie Kopacz mówiono, że sama nie działa, tylko wykonuje polecenia premiera.

Oprócz takiego wizerunku, kobiety postrzegane są też raczej jako ekspertki w danej dziedzinie, jak np. Elżbieta Bieńkowska znajomości funduszy europejskich lub pozostają po prostu doradczyniami w danej sprawie. Mimo tego, iż to kobiety częściej mają lepsze wykształcenie niż mężczyźni, nie postrzega się ich jako wykwalifikowanych pracowników. Kobiety przebiły szklany sufit, ale pojawiła się szklana ściana. Można powiedzieć, że Kongres Kobiet wprowadził nową zmianę jakościową w polityce (np. parytety) jednakże polityka jawi się wciąż jako brutalna i ostra gra mężczyzn.

Kobiety marnie czują się w takiej formie dyskursu politycznego, częściej prymat bierze poczucie zawstydzenia, a panowie bez oporów w najgorszych słowach kierunkują swój przekaz. Wpływ na to ma także tabloidyzacja polityki, medialna nagonka. Płeć piękna rządzi natomiast na stanowiskach związanych z kulturą, a przecież różnorodność to czynnik wydajności. Trzeba więc zadać sobie pytanie nie tylko o ilość, ale o jakość udziału kobiet w życiu politycznym, ekonomicznym czy społecznym.

Claudia Fornari: relacje kobiet z polityką, z punktu widzenia kulturalnego, to sytuacja komiczna. We Włoszech to mężczyźni pełnią najważniejsze funkcje państwowe, kobiety obejmujące ministerialne stanowiska dostawały najczęściej resorty bez teki. Dlaczego więc kobiet jest mniej w życiu politycznym? Samo zainteresowanie pań jest o wiele mniejsze, mężczyźni czytają więcej prasy codziennej niż kobiety. Może więc warto by było, zamiast kolorowych pisemek, poświęcić parę chwil na przegląd dzienników?

Brigitte Gresy: same ustawy regulujące nie wystarczą, potrzeba zmiany mentalnej, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, i unikania seksizmu przenikającego życie zawodowe. Może odpowiednim rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zasady kwotowej, jednak tutaj pojawiają się pytania o zasoby oraz kompetencje. Trzeba więc zastanowić się, na czym tak naprawdę polega zawód posła.

Jolanta Kwaśniewska: nie w tym rzecz, żebyśmy chciały mieć za wszelką cenę dużo kobiet w polityce, ale żebyśmy sprawowali władzę mądrze. Polityka to zmiana rzeczywistości, trzeba się skupić na tym, abyśmy mogły przekazać młodemu pokoleniu nasze umiejętności. Kolejny wiek będzie wiekiem kobiet, musimy się skupić na działaniu zadaniowym.

Róża Thun: to my jesteśmy Europejkami! Jesteśmy obecnie w środku rewolucji, dlatego jej nie zauważamy. Kobiety są partnerkami do pracy, wszystko zależy od nas samych.Czy jednak, i w jakich proporcjach, kobiety mają realną władzę?

Janina Paradowska: możliwe, że przedwcześnie chcemy nazwać dane zjawiska, a potem nas (one – red.) rozczarują. Czy kobieta bardziej kobieca to znaczy, że jest lepsza? I co z problemem nieobecności panów na takich konferencjach, jak ta? Potrzeba wspólnego dialogu, platformy porozumienia, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Faktyczna zmiana nastąpi wtedy, gdy głos kobiety będzie znaczył tyle samo, co głos mężczyzny, a my dopiero zaczynamy stukać tymi naszymi obcasami.

Urszula Gacek: w dyplomacji kobiety mają coraz większe szanse nie dlatego, że zmieniamy rzeczywistość, ale dlatego, że jest ona coraz lepsza dla kobiet. Panie z nowych demokracji coraz częściej zostają szefowymi placówek dyplomatycznych. Dyplomacja jest kobieca. Żebyśmy budowali lepszą przyszłość, należy szukać konsensusu, traktować się partnersko.

Muriel de Saint Sauveur: trzeba przynajmniej trzech kobiet w zarządzie, żeby coś mogło się zmienić, gdyż jedna kobieta nie będzie w stanie się przebić, dwie się pokłócą, a trzy będą mogły już wprowadzić zasadniczą zmianę jakościową. Potrzeba dobrze zintegrować macierzyństwo z pracą zawodową, kobieta nie może żyć ciągle w stresie konfliktu ról: być dobrą matką/żoną lub spełniać się zawodowo. Kobiety muszą zacząć się zmieniać, nauczyć się tego, że nie zawsze będą robić wszystko doskonale. Gdy to mężczyzna idzie na rozmowę kwalifikacyjną i pada pytanie: czy mógłbyś pracować na tym stanowisku, odpowie on, że tak, mimo iż może się na tym nie znać, a kobieta zacznie mówić, iż nie ma odpowiednich kwalifikacji, że musi się douczyć. Kobiety muszą zmienić nastawienie, nauczyć się kodów tego świata.

Katrin Unger: obecnie w Niemczech tylko 3 proc. kobiet zajmuje miejsca w top management. Potrzebna jest debata o parytetach oraz polityka informacyjna, włączenie załogi przedsiębiorstwa w promowanie kobiet. Mentoring, opieka nad kobietami umożliwi stworzenie sieci własnych powiązań. Potrzeba (…) podejścia genderowego, zarówno przez pracowników, jak i pracodawców.

Monika Kapil Mohta: wzmocnienie pozycji kobiet to proces wielowymiarowy. W Indiach pytając dziewczynkę, kim chciałaby być (można usłyszeć – red.) odpowiedź dla nas zaskakującą: mężczyzną. Tamtejsza sytuacja społeczno-polityczna ma swoje osobliwe problemy, to inna rzeczywistość niż w Polsce. W Indiach potrzebne było stworzenie działań afirmacyjnych, włączenie kobiet do samorządów wiejskich, umożliwienie dziewczynkom pójście do szkół poprzez organizowanie posiłków w placówkach, jak i toalet.Do szkoły przeważnie posyła się chłopca, gdyż dziewczynki pracują w domu, by zarobić, a wydawanie posiłków w szkołach spowodowało zasadniczą zmianę: rodziny zaczęły wysyłać tam córki. Tutaj niebagatelne znaczenie ma wsparcie rodziny, działanie na podstawowym szczeblu.

Danuta Glondys: Polska to kraj indywidualistyczny, a nie kolektywistyczny. Trzeba zwrócić uwagę na zrozumienie całego świata, a nie tylko światka i dawać sobie samym szanse. Potrzeba walczyć ze stereotypami, od początku z wychowaniem młodego człowieka. Dlaczego w dzieciństwie nie grałyśmy w nogę, dlaczego wykastrowano nam zdolność stawiania na swoim, kazano zachowywać się tak, a nie inaczej, bo jest się dziewczynką?

Może nadszedł czas, by nie wybierać między garniturami i krawatami, a po prostu ludźmi, politykami, pracownikami? Może cały szkopuł tkwi w naszym podejściu, niemocy wyzbycia się poczucia bycia kobietą i mężczyzną, więc nakazowi postępowania w taki, a nie inny sposób. Miejsca nas determinują, każdy kraj boryka się z osobliwymi problemami społecznymi, jednakże wszędzie jesteśmy po prostu kobietami i mężczyznami. Jesteśmy ludźmi, mimo różnic tak samo wrażliwymi i odczuwającymi, może więc to kwestia obudzenia w sobie nowych pokładów wzajemnego zaufania i zauważenia, docenienia. Mamy konferencję o kobietach, to jeden z milowych kroków na przód.

***
Całość konferencji zakończyła opowieść fotograficzna w opracowaniu Darii Deflorian i Antonia Tagliariniego, przedstawiająca portret Janiny Turek, kobiety zanurzonej w codzienności, opisującej ją w niezwykły, intymny sposób.

Niezwykła była też wystawa zdjęć w Instytucie Francuskim „Oczami Afganek”, ukazująca realia życia kobiet w tym kraju. Ujmujące były takie obrazy małej dziewczynki, chcącej nauczyć się czytać od dziadka, który pokazuje jej lekturę. Inny: stara samotna kobieta, jedząca chleb z ziemi, która czuje się zmęczona. Jej dzieci wyprowadziły się w odległe strony, a ona, by nie odczuwać samotności, zamieszkała z rodziną siostry.

Każda fotografia opatrzona krótkim opisem ukazuje całościowo przedstawioną sytuację na zdjęciu. Nic tylko otoczyć płaszczem opieki kobiety i powiedzieć, że mogą działać, zmieniać świat, ale ta zasadnicza zmiana zależy tylko od ich wspólnej siły. Od powiedzenia sobie: tak.

Kobiecy gwar debaty przenosi się na obszar domów rodzinnych, zakładów pracy, mediów, salonów politycznych. Na pytanie, z czym ci się kojarzy obraz kobiety w polityce, z jakim słowem, obrazem, Jolanta Kwaśniewska odpowiada: z kompetencją. Róża Thun wymienia kolejno: dobry styl, merytoryczność, fachową dyskusję.

Uczmy się od siebie wzajemnie. Uczmy się kultury równości, bo tak naprawdę to, jaką pozycję będziemy zajmować, zależy tylko od nas samych. Potrzeba zarówno zgody i zmiany społecznej po obu stronach: kobiet i mężczyzn.

*Joanna Zarywska – studentka politologii na Uniwersytecie Pedagogicznym im. KEN w Krakowie. Uczestniczyła w I Szkole Myślenia Instytutu Obywatelskiego.

Czytaj też: Cykl: „Matki, żony, gospodynie”.