Newsletter

Rodzina i konsumpcyjny kapitalizm

Witold Wrzesień, 09.03.2012
Dziś rodzice coraz bardziej starają się funkcjonować w tych światach, które dawniej były zarezerwowane wyłącznie dla samodzielnego funkcjonowania dzieci

Strona 1

Dziś rodzice coraz bardziej starają się funkcjonować w tych światach, które dawniej były zarezerwowane wyłącznie dla samodzielnego funkcjonowania dzieci

Kooperacja w miejsce koegzystencji

Współcześnie jesteśmy w stadium przemiany. Wcześniej dzieci tworzyły swój własny świat, ale ingerencja rodziców była znacznie większa, zarówno jeśli chodzi o kontrolę, jak i wychowanie. Obecnie relacje między młodzieżą – wkraczającą w wiek, w którym myśli się o usamodzielnieniu, tj. w okresie gimnazjum i liceum – a rodzicami, wyraźniej określa kooperacja.

Rodzice i dzieci zaczynają ze sobą współpracować. Dzieci przeważnie myślą o tym w sposób pragmatyczny. Jak, opuszczając w przyszłości rodzinne gniazdo, nie upaść i funkcjonować na zbliżonym poziomie pod względem materialnym. Tym bardziej jest to istotne w kulturze konsumpcyjnego kapitalizmu.

Rodzice natomiast zdając sobie sprawę, że niebawem nastąpi rozluźnienie wzajemnych relacji, starają się na tyle wykorzystać kooperację, by stworzyć nowy typ więzi. Typ, który dawałby poczucie bliskości. Dziś rodzicom bardzo zależy na tym, żeby mieć z dziećmi bliski kontakt. Mówiąc inaczej, rodzice się ze swoimi dziećmi zaprzyjaźniają.

Nie mam tu na myśli przyjaźni, która zawsze się pojawia w tak zwanych „normalnych” rodzinach, gdy dorastamy i zaczynamy zmieniać nasze relacje z rodzicami na bardziej partnerskie. To raczej pewne zrównanie poziomów. Rodzice zaczynają traktować swoje dzieci w taki sposób, w jaki ich rodzicom by nie przyszło do głowy. I znów, rzecz nawet nie w karykaturalnych scenach, które obserwujemy w sklepach, gdy mama z córką kupują tę samą odzież. To sygnał zmiany i znak naszych czasów.

Życie rodzinne a kult młodości

Tak naprawdę jest to proces, który istnieje już od dawna i po trosze zawdzięczamy go kultowi młodości. Kultowi, który w tym momencie dominuje w obrębie otaczającego nas świata wartości.

Młodość w pewnym stopniu uległa emancypacji. Sytuacja ta nie oznacza jeszcze, że młodzież zaczęła dominować w naszym świecie. Od lat 60-tych XX wieku młodość, jako cecha indywidualna i zbiorowa, stała się ważnym elementem preferowanych systemów wartości. W następstwie dalszego jej eksponowania w kolejnych dziesięcioleciach powstał świat zdominowany przez młodość, lecz jednak nie przez młodzież. Mimo odczuwalnej dominacji młodości, cecha ta przede wszystkim stała się istotnym regulatorem aksjologiczno-normatywnym w świecie dorosłych, „oddzielając się” od swojego macierzystego środowiska i zyskując swoistą autonomię. Natomiast jeżeli przyjrzymy się jak kult młodości wpłynął na relacje pomiędzy dzieciństwem, młodzieżowością i dorosłością, szybko dostrzeżemy, że między tymi wszystkimi, wcześniej oddzielającymi się sferami, dochodzi teraz do zatarcia granic, są one płynne i nieostre.

W ostatnich latach można zaobserwować zmianę „klasycznych” sposobów postrzegania ról społecznych w rodzinie. Oczywiście, nie myślę tu o rodzinach „tradycyjnych”, kultywujących swoistą polską rodzinność czy religijność, co wcale nie musi od razu oznaczać rodziny patriarchalnej. Są to po prostu rodziny w których przestrzega się pewnych zasad, we współczesnym świecie należących do rzadkości. Natomiast w świecie rodziny nowoczesnej, partnerskiej obserwujemy, jak rodzice w sposób dynamiczny modyfikują swoje odgrywanie ról rodzicielskich. W Polsce swój początek biorą one w latach 80-tych minionego wieku.

Dekada aktywnego rodzica

Przełom lat 80-tych i 90-tych XX wieku na świecie traktuje się już jako dekadę aktywnego rodzica. Wtedy to właśnie rodzice na Zachodzie, ale też i w Polsce, zaczęli zmieniać swoje nastawienie do dzieci i w większym stopniu uczestniczyć w ich życiu. Czym było to spowodowane?

Pokolenie baby boomer‚s – pokolenie powojennego wyżu demograficznego w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, było nastawione przede wszystkim na osiąganie sukcesów w sensie indywidualnym. Bardzo wcześnie zawierało też związki małżeńskie i miało dzieci. Powstawały rodziny, jednak rodziny te nie były trwałe, ze względu na priorytetowe traktowanie kariery, a nie wspólnego życia. Po upływie kilku lub kilkunastu lat rozpadały się. Starając się przeciwdziałać wysokiej skali rozwodów oraz próbując redukować ich negatywne następstwa, w konsekwencji realizowanych licznych badań w naukach społecznych, wypromowano nowy wzorzec relacji rodzice-dzieci. Mówiąc wprost: uznano, że dzieciom trzeba zagwarantować „ciepło” domu rodzinnego, gdyż do tej pory praktycznie rzecz biorąc te kwestie były zaniedbywane. W efekcie zarówno nowi, młodzi rodzice, jak i osoby po rozwodzie zaczynały spędzać z dziećmi coraz więcej czasu.

W Polsce było podobnie. Młodzi małżonkowie również próbowali robić kariery, rodzice byli zapracowani. Nie było natomiast takiej skali rozwodów. Młodzi ludzie przejmowali wzory z Zachodu między innymi za sprawą pojawiania się licznych, tłumaczonych na język polski „poradników” w stylu „jak być dobrym rodzicem” czy „co zrobić, by nasze dziecko nas kochało”, które równolegle z raportami naukowymi podpowiadały, że dzieci powinny spędzać z rodzicami więcej czasu, większą jego ilość poświęcać na aktywność pozaszkolną oraz uczestniczyć w życiu szkoły.

Dzisiejsi rodzice coraz silniej ingerują w świat życia szkół, w których uczą się ich dzieci, choćby poprzez aktywność w komitetach rodzicielskich. Wcześniej przyjmowali postawę, że dziecko wychowuje się, kształtuje swoją tożsamość w procesie socjalizacji, który przebiega w dwóch względnie oddzielnych rzeczywistościach: domu rodzinnym i szkole. Ta druga była światem stricte instytucjonalnym, gdzie dziecko powinno nauczyć się samodzielnego wchodzenia do społeczeństwa i z czasem podejmowania pełni odpowiedzialności za własne działania. „Nowi” rodzice przenoszą rodzinny „parasol ochronny” do szkół, zaburzając proces socjalizacji wtórnej.Pierwsze symptomy tej zmiany zaobserwowałem w latach 90-tych.

Kiedyś rodzice stali murem za nauczycielami. Rolą szkoły było wychowanie, nauczenie dzieci, że pewnych norm nie należy przekraczać. Obecnie rodzice stają po stronie dzieci, niekiedy bagatelizując nieprzestrzeganie norm, niekiedy próbując wywierać presje na nauczycieli tak, by szkoła poszła na ustępstwa, byle tylko dziecku nie przeszkodzić w rozwoju ścieżki kariery. To pewnego rodzaju niebezpieczeństwo i zmiana, którą już od dawna widzimy w relacjach między rodzicami a dziećmi.