Newsletter

Łódź: Przyjazne przejęcie

Łukasz Biskupski, 07.03.2012
Łodzianie marzą o zupełnie innym mieście niż ich urzędnicy. Jedni i drudzy wiedzą, że działać trzeba szybko, bo Łódź stoi u progu katastrofy

Strona 1

Łodzianie marzą o zupełnie innym mieście niż ich urzędnicy. Jedni i drudzy wiedzą, że działać trzeba szybko, bo Łódź stoi u progu katastrofy

Młodzi rodzice, przechadzający się z drogimi wózkami po ul. Piotrkowskiej, to nieczęsty widok w Łodzi. Nie tylko dlatego, że główny deptak miasta pozbawiony jest ławek i zieleni. Pełen samochodów ignorujących zakaz ruchu i parkowania do tego również nie zachęca. Rodziców z dziećmi nie widać, bo wyjechali do Warszawy albo Wielkiej Brytanii. Ci, co zostali, coraz rzadziej decydują się na założenie rodziny.

Wpływ na odpływ

Władze Łodzi po raz pierwszy odważyły się przyznać, że demograficzna, ekonomiczna, infrastrukturalna i społeczna kondycja miasta jest katastrofalna. Łódź znajduje się na końcu stawki dużych miast Polski, daleko za Poznaniem, Krakowem i Wrocławiem, prześcignięta przez mniejszych konkurentów ze „ściany wschodniej”: Białystok czy Rzeszów.

Wykonana przez urzędników analiza wylicza 34 słabe strony miasta i zaledwie 16 mocnych. Negatywne oddziaływanie słabości jest dużo silniejsze niż pozytywny wpływ przewag. To ostatnie chwile na podjęcie skoordynowanych działań przeciwdziałających zapaści miasta w najbliższych 10-15 latach.

Kiedyś zwykło się mówić: Łódź ma prawie milion mieszkańców. Dziś mieszka tam 737 tysięcy osób, o 12 proc. mniej niż w 1988 r. Niedawno miasto ustąpiło Krakowowi drugiego miejsca na liście największych Polskich ośrodków. Będzie gorzej.

Według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego Łódź skurczy się najszybciej ze wszystkich miast – o około 6 tys. rocznie. Coraz mniej osób się rodzi, coraz więcej wyjeżdża. W strategicznym 2020 roku naliczymy 671 tys. łodzian. Za 23 lata już tylko 577 tys. Zmniejszy się liczba osób zdolnych do pracy: w 2020 r. 1/3 mieszkańców będzie powyżej 60 roku życia. Niebawem Łódź zostanie babcią. I to babcią ubogą.

Jakby tego było mało, miasto zbliża się do krytycznego progu zadłużenia 60 proc. Ze wszystkich dużych miast, ale też Rzeszowa i Białegostoku, Łódź ma najniższy dochód i wydatki w przeliczeniu na mieszkańca. I największe bezrobocie. Łodzianie zarabiają 10-15 proc. mniej niż miejska średnia i 40 proc. mniej niż pobliscy warszawiacy. Najbardziej wyrazistym zjawiskiem w mieście jest trwająca od lat emigracja najlepiej wykształconych młodych ludzi. Łódź nie obiecuje im dobrego życia.

Miasto – teren inwestycyjny?

Jaką receptę na kryzys zaproponowały władze miasta w pierwszym projekcie strategii? „Najbardziej dynamicznie rozwijającą się metropolię w Środkowej Europie”. Takie hasło podsumowuje, zdaniem urzędników, plany strategiczne i daje mieszkańcom możliwość utożsamienia się z pozytywnym i ambitnym celem. Mieszkańcy z taką wizją identyfikować się jednak nie chcą.

Poetyka dokumentu operuje metaforami budowlanymi. Wizualizacja planu działania prezentuje budowlę złożoną z dwóch filarów wspartych na fundamencie i zwieńczonych dachem-wizją. Filar 1 to „Łódź otwarta na świat. Pełne wykorzystanie potencjału gospodarczego miasta związanego z centralnym położeniem metropolii łódzkiej na mapie Polski i Europy”. Filar 2 – „Łódź zadbana, atrakcyjna i aktywna. Poprawa jakości przestrzeni publicznej oraz wzrost poziomu kapitału społecznego i kulturowego miasta”. Jako fundament wybrano „Łódź efektywną i przyjazną: nowe standardy usług publicznych”. Na fundamencie i dwóch filarach wspiera się zaś wizja środkowoeuropejskiego tygrysa wśród miast.

Z dokumentu wyłania się wizja miasta nastawionego nie na mieszkańca, lecz na wielki biznes. Najbardziej wyeksponowano stwarzanie warunków do pozyskiwania dużych inwestycji. Władze chcą potraktować priorytetowo budowę infrastruktury i poprawę atrakcyjności miasta tak, aby potencjalny menadżer nie przestraszył się ubogich ludzi z problemami i zniszczonych budynków.

„Europejska ranga miasta” ma zostać stworzona w oparciu o budowę multimodalnego węzła transportowego (kolej i podziemny dworzec, lotnisko, autostrady), skupiającego wokół siebie największe firmy logistyczno-transportowe oraz przedsiębiorstwa z branży usług dla biznesu, na przykład call-centres (tzw. BPO) oraz montownie sprzętu AGD. Strategicznym składnikiem sukcesu będzie też budowa „Nowego Centrum Łodzi”.

W części „społecznej” dokumentu mowa jest o poszanowaniu prawa lokalnego i norm społecznych, poprawie porządku, bezpieczeństwa i czystości oraz „rewitalizacji”, czyli poprawie atrakcyjności centrum. Nieco osobno umieszczony jest program „Kapitał społeczny” i „Kultura u podstaw”, który ma z kolei rozwijać uczestnictwo w kulturze i w pełni wykorzystać zasoby symboliczne miasta, takie jak film, sztuka współczesna czy moda. Skądś pieniądze na inwestycje muszą się znaleźć, więc w strategi mowa też o „racjonalizacji” kosztów zarządzania miastem ze wskazaniem miejsc, w których można dokonać oszczędności. W mieszkaniach komunalnych (Łódź ma ich najwięcej w Polsce) długi mają zostać ściągnięte, czynsze urealnione, a część lokali sprzedana. Podobnie ze spółkami miejskimi – niektóre miasto sprywatyzuje, w reszcie poprawi zarządzanie.

Pierwszy projekt strategii wygląda tak, jakby przygotowywało go nie Biuro Strategii i Analiz, lecz Biuro Obsługi Inwestora. Jeśli zaś mowa o mieszkańcu, to jest to najczęściej osoba karana za drobne wykroczenia lub ścigana za długi. Ewentualnie postrzega się mieszkańców jako potencjalną kadrę dla pracodawców. Konieczność uchwalania planów miejscowych to z kolei jedynie likwidowanie  utrudnień w przygotowywaniu terenów inwestycyjnych.