Newsletter

Marudo, zejdź z murawy

Aleksandra Kaniewska, 01.03.2012
Miało być pozytywnie, wiosennie-cały-rok, z optymizmem i sarkazmem godnym brytyjskiego komika. Zamiast tego, zaraziła mnie polska przywara – malkontenctwo!

Miało być pozytywnie, wiosennie-cały-rok, z optymizmem i sarkazmem godnym brytyjskiego komika. Zamiast tego, zaraziła mnie polska przywara – malkontenctwo!

Stadion jest na ustach całego narodu. Jak sama nazwa wskazuje – w końcu to Stadion Narodowy. Zanim jeszcze stanął w całej okazałości, został obwieszczony naszą narodową klęską. A jak już stanął, klęska przybrała jeszcze bardziej realną formę.

Dlaczego? Stadion jest za drogi: Niemcy podobno mogliby za tę cenę wybudować dwa, tak samo okazałe. Jest niebezpieczny. Jest ogrodzony (pewnie dlatego, że niebezpieczny). Jest nieestetyczny (szkoda, że polska flaga musi zostać biało-czerwona). Podczas otwarcia stadionu internauci narzekali, że nie zagrały zagraniczne gwiazdy (a co z argumentem, że jest za drogi? Bono miałby zagrać charytatywnie?). Całe szczęście, że po biegu dookoła stadionu nie pojawiły się skargi, że było za zimno (ten fakt natury każdy Polak, wychowany na filmie „Miś”, zna jak pacierz: jak jest zima, to jest zimno).

Wczoraj stadion znów był na ustach wszystkich. I co człowiek, to inna opinia na jego temat. Ciekawe, że większość komentatorów, z autorką tego bloga na czele, nie miała okazji go nawet odwiedzić. Nie sprawdziła organoleptycznie, czy trawa na murawie jest aby wystarczająco bujna i zielona. Czy schody odpowiednio nachylone, niestrome i nieśliskie. Nie zmierzyła, ile centymetrów mają bramki oraz czy sygnał telefoniczny po dwóch przeciwległych stronach niecki jest aby tak samo silny. Nie zbadała, czy klimat podobny jest do atmosfery sportowej na miarę Wembley. Dlaczego więc każdy ma na temat stadionu wyrobione zdanie? Więcej, dlaczego to zdanie zawsze musi być negatywne?

Socjolożka Małgorzata Bogunia-Borowska komentowała niedawno na stronie Instytutu pewną niepokojącą tendencję współczesnych społeczeństw, która sprawia, że ludzie opierają swój pogląd na świat o wtórne teksty medialne. To z intelektualnego lenistwa nie czytamy projektu ustawy, tylko komentarz na jej temat autorstwa (i tu w zależności od sympatii politycznych): „Krytyki Politycznej”, „Gazety Wyborczej”, „Rzeczpospolitej” czy jakiegoś dużo bardziej skrajnego medium.

Krytykujemy też film, którego jeszcze nie widzieliśmy, bo na Facebooku zmieszał go z błotem znany recenzent. A do tej manii wtórności dokładamy jeszcze naszą psychologiczną cechę narodową: zbiorowe malkontenctwo. W Polsce szklanka jest zawsze do połowy pusta, a trawa (vide casus stadionu) gdzie indziej zawsze bardziej zielona. Innymi słowy: zawsze jest źle, niedobrze, mogłoby być ciut lepiej, w sumie to OK, ale jednak…

Rozmawiamy z brytyjskim przyjacielem o naszych planach na drugą połowę 2012 roku. W Londynie przygotowania do olimpiady idą pełną parą. Jedni się cieszą, inni narzekają. Tabloidy węszą spiski, jak to na Wyspach, a życie toczy się swoim torem. Kiedy przyjaciel pyta o Euro 2012: jak się miewa nasz stadion i czy warto, żeby wpadł w czerwcu na jakiś mecz, otwieram usta i ze zdumieniem mówię płynną polszczyzną (choć po angielsku): „Wiesz, co, wszystko jakoś nie tak. No bo bonus Kaplera, i bramki jakieś nie-halo, a trawa zwijana…”. Przyjaciel się dziwi. – „Ale przecież wszystko gotowe, tak? Przypomnij sobie, że kiedy byłem ostatnio w Polsce, to tam można było zjeść tanią, chińską zupkę i kupić piracką płytę. A teraz macie nowoczesny obiekt sportowy. I to przed czasem!”.

Co za odkrycie! Wszystko jest tak, jak być powinno, a ja narzekam. Przecież na moim blogu miało być pozytywnie, wiosennie-cały-rok, z optymizmem i sarkazmem godnym brytyjskiego komika. Zamiast tego, zaraziła mnie polska przywara – malkontenctwo! Ale basta. Maruda schodzi z murawy. „Always look on the bright side of life” – śpiewali chłopcy z kabaretu Monthy Python. Muszę się tego od nich na nowo nauczyć.