Newsletter

Jeśli nie reforma, to upadek systemu

Michael D. Tanner, 24.02.2012
Sytuacja, w której górnicy otrzymują świadczenia X, pracownicy biurowi Y, a nauczyciele Z jest zła. Tego typu rozwiązania znamy z Grecji i wszyscy widzieliśmy, jakie przyniosły rezultaty

Sytuacja, w której górnicy otrzymują świadczenia X, pracownicy biurowi Y, a nauczyciele Z jest zła. Tego typu rozwiązania znamy z Grecji i wszyscy widzieliśmy, jakie przyniosły rezultaty – mówi Michael D. Tanner z Cato Institute

Waszyngton, 23.02.12

Dominika Sztuka: Czy skoro żyjemy dłużej, powinniśmy też dłużej pracować?

Michael D. Tanner: Biorąc pod uwagę zachodzące zmiany demograficzne oraz wskaźnik umieralności, powinniśmy pracować dłużej, a na emeryturę przechodzić później. W dzisiejszych realiach czas, który spędzamy na emeryturze jest dłuższy niż kiedykolwiek wcześniej. W przeszłości, kiedy systemy opieki społecznej, a wśród nich systemy emerytalne zaczynały powstawać, czas, który spędzaliśmy na emeryturach był zdecydowanie krótszy.

Ponadto, dziś stan zdrowia seniorów osiągających wiek emerytalny jest zdecydowanie lepszy niż w ubiegłych latach. Oznacza to, że z punktu widzenia kondycji fizycznej jesteśmy lepiej przygotowani do tego, by pracować dłużej.

Jakie trudności wiążą się z wydłużaniem wieku emerytalnego?

Główna wada polega na tym, iż zmiana ta dotyczy rozmaitych grup społecznych i zawodów w różnym stopniu. Nie ma wątpliwości co do tego, że pracownikowi biurowemu jest łatwiej pozostać aktywnym zawodowo w wieku 67 czy 70 lat niż górnikowi. Niektóre państwa odpowiadają na tę nierówność, przyjmując różne progi wiekowe przechodzenia na emeryturę w stosunku do przedstawicieli różnych zawodów. Zazwyczaj kończy się to katastrofą: po pierwsze, powoduje to fragmentaryzację systemu.

Po drugie, prowadzi do sytuacji, w której kolejne grupy interesów zaczynają się domagać obniżania wieku emerytalnego dla swojej branży. Nie powinno się dopuszczać do sytuacji, w której górnicy otrzymują świadczenia X, pracownicy biurowi Y, nauczyciele Z itd. Tego typu rozwiązania znamy z Grecji i wszyscy widzieliśmy, jakie przyniosły rezultaty. Najważniejsze jest zatem, by ujednolicić system emerytalny.

Ile razy w ciągu życia można zmieniać pracę i się przekwalifikowywać? Czy dziś jeszcze można być „mistrzem rzemiosła”?

Wciąż jest to możliwe, i to bardzo często. W Stanach Zjednoczonych przeciętnie pracownik pozostaje na tym samym stanowisku przez ok. 3 lata. Zmiana kwalifikacji zawodowej nie jest już jednak tak częsta. Rzadko kiedy górnik zostaje rolnikiem, czy – dajmy na to – bankierem. Przechodzenie od jednego do drugiego miejsca pracy jest jednak zjawiskiem powszechnym. Należałoby popierać tego typu mobilność na rynku pracy w celu uniknięcia sytuacji, w której system niejako sztucznie utrzymuje pracownika na danym stanowisku.

Takie zjawisko jest bowiem bardzo szkodliwe: blokuje dostęp do pracy dla młodych ludzi i „zabija” konkurencję wśród osób poszukujących pracy oraz „zamraża” poziom zarobków. Skoro „świeża krew” nie ma dostępu do etatów, nie będzie podejmować większych starań w walce o pracę wiedząc z góry, iż stoi na straconej pozycji. Podobnie w kwestii zarobków – pracodawcy nie muszą oferować wyższych wynagrodzeń w obawie przed utratą pracowników czy też jako zachętę dla pozyskania nowych.

Również sami pracownicy w takiej sytuacji nie starają się być bardziej produktywni, nie obawiając się zwolnienia – prowadzi to zatem do zupełnej stagnacji na rynku pracy. Powinniśmy naśladować kraje takie jak Niemcy, Dania czy Szwecja, których rynki pracy charakteryzuje największa mobilność oraz unikać rozwiązań stosowanych we Francji, Włoszech czy w Grecji. Tam często pracownicy są przez system „przyklejeni” do stanowisk.

Czy pracodawcom opłaca się zatrudniać starszych pracowników?

Oczywiście, że tak. Pracodawcy najczęściej osiągają dużo większy zysk zatrudniając starszych, doświadczonych pracowników. Zazwyczaj płaci się im więcej niż osobom z krótkim stażem pracy. Gdy wkraczamy dopiero na rynek pracy, brakuje nam umiejętności, a przede wszystkim doświadczenia, czego konsekwencją jest niższe uposażenie. Ponadto, osoba nowa na danym stanowisku musi zapoznać się z miejscem pracy i jego specyfiką, co również wymaga czasu. Dlatego też powinniśmy się starać zatrzymać pracowników na rynku pracy tak długo, jak to tylko możliwe, gdyż biorąc pod uwagę produktywność, starszy pracownik generuje największe wpływy dla gospodarki.

Co dziś znaczy sprawiedliwa emerytura?

Mówiąc o sprawiedliwości, podnoszenie wieku emerytalnego jest w pewnym sensie zmianą reguł gry w trakcie meczu. Ludzie wiedzieli, że przejdą na emeryturę w wieku 60 czy 65 lat, a teraz mówi się im, że będą musieli pracować dłużej. Z drugiej strony jednak, obarczanie w coraz większym stopniu ludzi młodych obowiązkiem utrzymywania systemu świadczeń, zachowując dłuższe emerytury, jest również nie fair. Pamiętajmy, że w aktualnym systemie każe się młodym ludziom, którzy zazwyczaj zarabiają mniej niż ludzie starsi, wspierać tych ostatnich. Nie jestem pewien, czy takie rozwiązanie jest do końca sprawiedliwe.

Poza tym, pojęcie sprawiedliwej emerytury, czy też sprawiedliwego systemu emerytalnego w dużej mierze wiąże się z konstrukcją danego systemu. Jeśli pierwszy filar funkcjonuje jako uniwersalny system emerytalny, to nie da się uniknąć sytuacji, w której albo będziemy nakładać coraz wyższe obciążenia na barki osób aktywnych zawodowo, żeby być w stanie wypłacać emerytury, albo też będziemy musieli zmniejszać świadczenia emerytów. Po prostu, stosunek osób pracujących do emerytów dyktuje tutaj warunki. Nie da się utrzymać długości emerytur na obecnym poziomie, gdyż oznacza to większą liczbę emerytów, podczas gdy ilość pracowników w systemie nie wzrasta, a często nawet maleje. A to oznaczałoby tylko jedno: podnoszenie podatków.

Jeśli natomiast pierwszy filar służy w systemie jedynie jako osłona przed ubóstwem dla tych, którzy z różnych względów nie byli w stanie odłożyć na własną emeryturę, to takie podejście wydaje się być dużo bardziej sprawiedliwe. Nie należy bowiem obciążać pracowników nadmiernymi podatkami w celu finansowania emerytur, choćby przez wzgląd na sprawiedliwość społeczną, ale również dlatego, że seniorzy swoje emerytury przeznaczają głównie na konsumpcję. Tymczasem młodzi swoje dochody inwestują czy oszczędzają, co przyczynia się do wzrostu gospodarczego.

Czy w emeryturach istnieje coś takiego jak „solidarność” między pokoleniami?

Oczywiście, w odniesieniu do systemu emerytalnego, czy szerzej do systemu opieki społecznej, pewien stopień solidarności między pokoleniami na pewno istnieje. Problem polega jednak na tym, że przy emeryturach solidarność społeczna działa w dużej mierze w jedną stronę. Z demograficznego punktu widzenia, o czym już wspominałem, przybywa nam emerytów, a ubywa pracowników i ostatecznie to na barki tych drugich musi spaść ciężar utrzymania całego systemu.

Taka sytuacja z czasem staje się nie do zniesienia, gdyż ludzie młodzi nie są w stanie utrzymać samych siebie czy swoich rodzin. Wówczas solidarność międzypokoleniowa zanika, a w jej miejsce tworzą się antagonizmy między pracownikami i emerytami.

Z drugiej strony mamy tutaj do czynienia z problemem natury politycznej. Kiedy pierwszy filar służy jako podstawowy, uniwersalny system emerytalny, świadczenia nie są finansowane z faktycznych składek odprowadzonych do systemu, ale są wypłacane z podatków płaconych przez innych. To niejako zachęca osoby w wieku emerytalnym czy przedemerytalnym, żeby domagały się większych świadczeń, gdyż nie pochodzą one z ich własnych kieszeni. Politycy natomiast są skłonni przystać na takie żądania, ponieważ to właśnie emeryci stanowią grupę, która stosunkowo najczęściej uczestniczy w wyborach.

Kilka lat temu, podczas konferencji ministrów finansów na Bałkanach dowiedziałem się, że tamtejsza stopa zastąpienia – czyli relacja między wysokością wynagrodzenia otrzymywanego w okresie aktywności zawodowej a wysokością świadczenia emerytalnego – wynosiła 120 proc. Zapytałem, jak to możliwe, żeby emeryt otrzymywał większe uposażenie od pracownika?
Odpowiedź, którą usłyszałem, była krótka: „wybory”. Dlatego też przeważnie partie polityczne ustępują emerytom, nie bacząc na realia ekonomiczne. Jest to czysty populizm, gdyż w końcu dochodzi do sytuacji, w której nakładane podatki stają się tak wysokie, że ludzie zaczynają pracować „na czarno”, a cały system w konsekwencji i tak musi upaść. Na tym tle reforma planowana aktualnie w Polsce jawi się jako odważny, nieczęsto spotykany, ale też niezbędny krok.

Jak Amerykanie patrzą na pracę kobiet? Czy one też powinny pracować tak długo, jak mężczyźni?

Zdecydowanie! Po pierwsze dlatego, że kobiety żyją dłużej. Poza tym, nawet jeśli wiek emerytalny kobiet ulega wydłużeniu, to biorąc pod uwagę ilość przepracowanych lat i tak zazwyczaj są one aktywne na rynku pracy krócej niż mężczyźni. Kobiety często rezygnują z pracy na jakiś czas rodząc dzieci, następnie poświęcając się ich wychowaniu. Takie „luki” w zatrudnieniu zdarzają się w ich przypadku częściej niż u mężczyzn.

Dlatego też zrównanie wieku emerytalnego dla przedstawicieli obu płci najczęściej i tak oznacza dla samych kobiet mniej przepracowanych lat w zawodzie. Z kolei, zachowanie niższego progu wieku emerytalnego dla kobiet w praktyce powoduje, iż składki emerytalne są przez nie odprowadzane do systemu o kilka lat krócej. To zaś pociąga za sobą dodatkową redystrybucję środków od mężczyzn do kobiet. Redystrybucję, która przecież i tak już istnieje, biorąc pod uwagę fakt, iż kobiety żyją dłużej, czyli dłużej pobierają świadczenia.

Mówiąc krótko, nie zrównując wieku emerytalnego, kobiety wpłacą do systemu mniej i otrzymają z niego więcej. Przez wiele lat często niższe wynagrodzenia kobiet od wynagrodzeń mężczyzn niejako bilansowały tę sytuację. Dzisiaj jednak stopniowo wyrównuje się poziom zarobków. Tym bardziej więc nie należy mieć wątpliwości, czy kobiety powinny pracować tak samo długo, jak mężczyźni.

Michael D. Tanner – ekspert ds. polityki społecznej, systemu opieki socjalnej, zdrowotnej i emerytalnej. Dyrektor projektu „Social Security Choice” w Cato Institute z siedzibą w Waszyngtonie, jednego z największych think tanków zajmujących się polityką gospodarczą na całym świecie.