Newsletter

Powstrzymać falę

Marzena Haponiuk, 16.02.2012
W Polsce brak pracy wciąż dotyka zbyt wielu młodych. Jak walczyć z tym zjawiskiem?

W Polsce brak pracy wciąż dotyka zbyt wielu młodych. Jak walczyć z tym zjawiskiem?

W Europie bezrobotnych do 25 roku życia jest już ponad 5 mln (wg grudniowych danych Eurostatu). W Polsce, jak podają szacunki GUS, bez pracy pozostaje ok. 400 tys. młodych ludzi. Jak walczyć z tym zjawiskiem?

Minister pracy przygotował założenia programu „Twoja kariera – Twój wybór”. Proponuje m.in. bony na szkolenia, rekompensaty kosztów dojazdu do pracy, bądź premie wypłacane pracodawcom zatrudniającym młodych. Rząd planuje przeznaczyć na to 120 mln złotych.

Zaproponowane rozwiązania są w tym momencie czymś niezbędnym, nie można bowiem dopuścić do dalszego wzrostu liczby osób pozostających bez pracy. Okres pozostawania bez pracy wpływa bardzo niekorzystnie na postawy bezrobotnych. Zarazem posunięcie ministerstwa jest jedynie tymczasowe. Nie ma co się łudzić: młodzi, skorzy do zmiany miejsca zamieszkania, już dawno wyjechali – za granicę bądź do większego miasta. W jaki sposób należy wspierać tych, którzy pozostali i pracy nie mają?

Przede wszystkim wspierać należy ich aktywne starania o pracę, wykorzystując dostępne narzędzia (dotacje na założenie firmy, bony szkoleniowe). Równolegle trzeba dążyć do zmiany w obszarze szeroko pojętego kształcenia, w szczególności zaś działań poprawiających jakość relacji na linii pracownik – pracodawca, kładąc akcent na wsparcie dla pracodawców.

Media informując o bezrobociu młodych, skupiają się przede wszystkim na ich sytuacji. Młodzi w odbiorze społecznym są ambitni, po studiach, znający języki. Ci, którzy pracują, zatrudniani są najczęściej na tzw. „umowy śmieciowe”. W Polsce na rynek pracy wchodzi właśnie pokolenie tzw. „drugiego wyżu”. Liczba osób aktywnych zawodowo z każdym rokiem będzie jednak malała. Wg prognoz Eurostatu w latach 2010-20 liczba osób w wieku 20-34 spadnie o 1,8 mln. Sytuacja, gdy mamy nadpodaż poszukujących pracy powoli ulegnie więc zmianie.

W pojawiających się analizach dotyczących młodych poszukujących pracy brakuje często perspektywy pracodawców. A to przecież ci ostatni tworzą miejsca pracy. Przedsiębiorcy w swoich działaniach kierują się zasadą korzyści. Skoro nie decydują się na zatrudnianie młodych, muszą mieć ku temu istotne powody. Tu należałoby poszukać inspiracji do zmian. Co można by zrobić?

Po pierwsze, na bieżąco analizować sytuację na rynku pracy. Pomoże to odpowiedzieć na pytania: czy praca jest, ale nie ma odpowiednich kandydatów? Jakich specjalistów brakuje? Czy stosowane w tej chwili instrumenty wsparcia pracodawcy, takie jak dotowanie tworzenia miejsc pracy czy staże, faktycznie zwiększają liczbę miejsc pracy?

Po drugie, warto zastanowić się nad zmianą podejścia do polityki społecznej oraz promować działania dające efekt długofalowy. Na krótką metę dofinansowanie kilkumiesięcznego stażu czy przygotowania zawodowego nie przyczyni się do zatrudnienia danej osoby. Skończy się przyjęciem kolejnego kandydata na staż.

Przyjrzyjmy się teraz relacjom na linii pracownik – pracodawca. Pracownik to jeden z zasobów firmy i należy w niego inwestować: czas, wiedzę, pieniądze. Pracodawca musi to zrozumieć, a pracownik ze swojej strony powinien gwarantować przewidywalność i zaangażowanie. Tymczasem pokolenie, które wchodzi właśnie na rynek, nie przywiązuje się już tak bardzo do miejsca pracy. Dlatego trudno się dziwić pracodawcom, że mają opory przed inwestowaniem w kompetencje młodych.

Z drugiej strony badania dowodzą, że im większa elastyczność na rynku pracy, tym łagodniej odczuwa się skutki kryzysu. Im łatwiej rozstać się z pracownikiem, tym prościej jest pozyskać kolejnego. W tym kontekście przepis o tzw. okresie ochronnym, niestety, bywa przeciwskuteczny. Poza tym należy pamiętać i o tym, że pracę generuje gospodarka. Jeżeli ta ma się dobrze, niezależnie od wszystkiego powstają nowe miejsca pracy, rośnie także skłonność firm do ponoszenia ryzyka inwestycyjnego.

To czego brakuje polskim firmom, to innowacyjność. Pod tym względem jesteśmy na szarym końcu Europy. Państwo powinno być inicjatorem powiązań kapitału z nauką. Wsparcie powinni uzyskiwać pracodawcy, którzy inwestują w badania i rozwój (B+R) oraz w podnoszenie kwalifikacji swoich pracowników. Przykładem są rozwiązania zastosowane w amerykańskim przemyśle motoryzacyjnym. Producenci aut stosujących ekologiczne rozwiązania, przy osiągnięciu wskazanego pułapu sprzedaży otrzymują od państwa dotacje z przeznaczeniem na rozwój i kolejne badania. Zyskuje firma – ma produkt, który świetne się sprzedaje – i gospodarka, która intensywnie się rozwija.

Młodzi radzą sobie z nowinkami technologicznymi, fakt. Tymczasem kompetencje tego typu to nie wszystko. Nikt rozsądny nie jest w stanie przewidzieć, jakie będą zawody przyszłości. Jedyne, co jest pewne to to, że będzie zapotrzebowanie na specjalistów. Jednak nie każdy musi być od razu inżynierem czy informatykiem. Każdy powinien natomiast dążyć do systematycznego doszkalania się.

Pomocne w dostosowywaniu się do potrzeb rynku pracy są umiejętności miękkie, odwaga wzięcia odpowiedzialności za swoje projekty, ale i za firmę, czy umiejętność pracy zespołowej lub pracy w kilku grupach. W polskiej szkole uczniowie nadal motywowani są raczej do osiągania jak najlepszych, indywidualnych wyników. Starsi, doświadczeni współpracować z innymi już umieją, choć z drugiej strony mają bardziej „konserwatywne” podejście do czasu pracy, które zresztą betonuje obowiązujący kodeks pracy.

Polski model edukacyjny jak dotąd nie był w stanie w krótkim czasie dostosować się do sygnałów płynących od pracodawców. Świadomość o zapotrzebowaniu na niektóre profesje, na przykład na elektryków czy tokarzy, na nic się zda, gdy brakuje zaplecza i odpowiednio wyszkolonej kadry. Dr Hilmar Schneider, dyrektor polityki rynku pracy w niemieckim Instytucie Badań nad Pracą (IZA) winą za taką sytuację obarcza czysto akademickie podejście do kształcenia.

W Polsce nadal obowiązującym trendem na ścieżce kariery jest wybór studiów wyższych, często są to kierunki humanistyczne. Zdarza się, że młodzi studiują na kilku równocześnie, zamiast specjalizować się w jednej dziedzinie. Warto tu przypomnieć głosy podnoszone przeciwko odpłatności za drugi kierunek w przypadku zbyt słabych wyników w nauce. Tymczasem każdy dodatkowy, nieodpłatny kierunek, to pieniądze „wyciekające” z budżetu. Czy nie lepiej wydać je sensowniej, na przykład na dotacje na rozpoczęcie własnej działalności albo sfinansowanie stypendiów tym, którzy chcą się szkolić, a nie mają za co?

Szkolnictwo zawodowe nie cieszy się w Polsce zbyt dużym zainteresowaniem. Tymczasem popyt na niektóre profesje techniczne rośnie. Pierwszym i przynoszącym już korzyści działaniem były tzw. kierunki zamawiane. Efekty – pojawiło się więcej chętnych na studia na kierunkach budownictwo czy inżynieria środowiska. Zmianie uległa także struktura płciowa: coraz więcej kobiet studiuje na politechnikach. Planowane są też kolejne zmiany w edukacji zawodowej, dotyczą one ram programowych na etapie szkół ponadgimnazjalnych.

Gospodarka niemiecka to świetny przykład powiązania kształcenia zawodowego z rynkiem pracy. W Niemczech notuje się najniższy w Europie poziom bezrobocia wśród młodych (ok. 8 proc.). Młodzi są tam kształceni przez samych przedsiębiorców i na ich potrzeby. Już w trakcie nauki otrzymują wynagrodzenie, a pracodawcy wiedzę o przyszłych lub potencjalnych pracownikach. Rozwiązania podobne do niemieckich funkcjonują także w Austrii i Szwajcarii.

W Polsce najczęściej powstające dziś firmy to przedsiębiorstwa usługowe: zakłady fryzjerskie, gabinety: kosmetyczne, szewskie; pracownie: krawieckie, architektoniczne; sklepy czy obiekty rekreacyjne. Często są to przedsiębiorstwa rodzinne. Zdaniem ekonomistów większość dochodów w krajach europejskich jest generowana właśnie przez firmy prowadzone przez członków rodziny. To podmioty o dość specyficznej kulturze organizacyjnej, są one bardziej elastyczne – szczególnie w sytuacjach kryzysu. Znając często lokalne uwarunkowania rynku, w tym rynku pracy, są w stanie sensownie je wykorzystać.

Dziś ci, którzy pozostają bez pracy, baczniej powinni obserwować sygnały wysyłane przez pracodawców. Czas, gdy wykonywaliśmy jeden zawód w ciągu całego życia odszedł bezpowrotnie do lamusa. Edukacja przez całe życie i dynamiczny rozwój wymagają zmiany postawy: pracodawców i pracowników. Tych młodszych i tych starszych.

Współpraca: Tomasz Mincer