Newsletter

Grajmy w zespole, ale nie w piłkę

Cezary Kościelniak, 15.02.2012
Nie przekonują mnie argumenty, że fankluby tworzą tkankę miast i organizują dobroczynne akcje

Nie przekonują mnie argumenty, że fankluby tworzą tkankę miast i organizują dobroczynne akcje

Na Pomorzu mieliśmy do czynienia z wydarzeniem bez precedensu. Kibice Arki Gdynia pobili piłkarzy z drużyny przeciwnej. Nie zwróciłoby to szczególnej uwagi, gdyby nie fakt, że piłkarzami były siedmioletnie dzieci, biorące udział w turnieju piłkarskim dla maluchów. W chwili gdy mój wpis zostaje opublikowany, napastnicy zostali już pewnie zidentyfikowani i złapani.

Napad na dzieci budzi emocje, jednakże nie mniejsze budzi informacja podana przez „Gazetę Wyborczą”. Po tym zdarzeniu na miejscu pojawili się „porządni” kibice Arki, którzy przeprosili za zajście oraz… obiecali złapać sprawców. Tutaj rodzi się poważna wątpliwość: co to znaczy, że fanklub drużyny piłkarskiej, czyli młodzieńcy fascynujący się swymi idolami sportowymi i starsi, opowiadający historie tychże idoli, ni stąd, ni zowąd, niczym jakaś quasi-policja wyłapują sprawców przestępstw?

Niestety tych wątpliwości mamy coraz więcej: w niemal każdym mieście w tzw. „fanklubach” piłkarskich regularnie dochodzi do przypadków łamania (co najmniej) reguł społecznych. A to ustawione walki w Krakowie, a to pobicia na stadionach w Poznaniu. Jak widać, sprawy rozwijają się, skoro bije się już dzieci na Pomorzu.

Nie przekonują mnie argumenty, że te fankluby tworzą tkankę miast i organizują dobroczynne akcje. Chyba nie od tego są fankluby piłkarskie, a jeśli tak się dzieje, to należy zapytać, skąd nagle taki przypływ miłości do społeczeństwa od grup zajmujących się kibicowaniem?

Wracając do dzieci-piłkarzy, czy poprzez wczesnodziecięce uczenie kibicowania i wdrażania ich w „kulturę” piłkarską, wychowujemy społeczeństwo do życia we wspólnocie? Nie ukrywajmy, piłka to brutalny sport, fauluje się, czasem oszukuje, a na pierwszym planie jest gwiazdorstwo. I nie ma w tym nic złego, lubię czasem popatrzeć jak grają najlepsze światowe kluby, to zawsze jest efektowny show. Czy jednak to, co lubią dorośli, powinno być tak bezpośrednio adresowane do dzieci?

I znów mam wątpliwości, czy poza rozrywką płyną z piłki jakieś większe wartości. Czy możemy uczyć dzieci za pomocą tego sportu szacunku i kooperacji? Czy uczymy ich tym dobrego życia w społeczeństwie? Innymi słowy, czy rozgrywki piłkarskie dla siedmiolatków rzeczywiście budują ich lepszą przyszłość? Adwersarze powiedzą, że piłka to gra zespołowa, ale zaznaczmy, nastawiona na pokonanie kogoś, innego zespołu, innych ludzi. Uczy kooperacji, ale jednocześnie uczy, że innych trzeba pokonać, wszak to jest celem tej gry. Chyba nie chcielibyśmy, aby nasz świat wyglądał niczym piłkarskie rozgrywki?

Znajomy (nomen omen facet z wyższych sfer) chodzi na mecze z dzieckiem i – jak mi powiedział – „uczy kulturalnego kibicowania”. Już takie postawienie sprawy pokazuje, że coś jest nie tak, że przy tym wyłaniają się niekoniecznie zdrowe emocje. Na szczęście, nie uczymy „kulturalnego studiowania” czy „kulturalnego robienia zakupów”, gdyż pewne aktywności społeczne są po prostu w normie. Znajomy tłumaczył mi jeszcze, że stadion to nie teatr. Proszę bardzo, ale skoro tak stawiamy sprawę, to czy nie powinniśmy bać się pozastadionowej „kulturalnej” aktywności fanklubów piłkarskich? Czy chcemy, aby ten „anty-teatr” porządkował nam ulice i dbał o nasze święta narodowe?

Wygląda na to, że politycy, z kolejnymi ministrami sportu na czele, nie potrafią rozwiązać tego problemu. Wydaje się, że „sprawa pomorska” albo doprowadzi do przełomu, albo będzie tylko gorzej.