Newsletter

Wszystko zaczyna się przy stole

Dominika Sztuka, 13.02.2012
Wydarzenia, którymi żyła Ameryka w ostatnich dwóch tygodniach pokazały, jak wielkie znaczenie mają nadal w USA kwestie społeczne, wartości moralne czy religia

Strona 1

Wydarzenia, którymi żyła Ameryka w ostatnich dwóch tygodniach pokazały, jak wielkie znaczenie mają nadal w USA kwestie społeczne, wartości moralne czy religia

Kwestie gospodarcze miały według większości analityków zdominować tegoroczne wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Sposoby na wyjście z recesji, tworzenie nowych miejsc pracy, walka z deficytem budżetowym − to miały być główne tematy kampanii wyborczej za oceanem. I choć można by sądzić, iż w dobie kryzysu gospodarczego o sympatiach i wyborach politycznych decyduje jedynie „portfel”, to wydarzenia, którymi żyła Ameryka w ostatnich dwóch tygodniach pokazały, jak wielkie znaczenie mają nadal w USA kwestie społeczne, wartości moralne czy religia. Słynne zdanie wypowiedziane przed laty przez prezydenta Reagana jest nadal aktualne i faktycznie „wszystkie wielkie zmiany w Ameryce zaczynają się przy stole”.

Kiedy niecałe dwa tygodnie temu największa amerykańska organizacja promująca walkę z rakiem piersi Susan G. Komen ogłosiła, iż rezygnuje z dalszego finansowania m.in. badań mammograficznych w ośrodkach Planned Parenthood, nikt nie spodziewał się, iż będzie to jedynie zwiastun całej sekwencji wydarzeń. Decyzja fundacji miała być spowodowana naciskiem środowisk antyaborcyjnych, zdeterminowanych by pozbawić głównego wykonawcę aborcji w USA środków, a następnie uniemożliwić mu funkcjonowanie. Wobec protestów środowisk lewicowych i organizacji kobiecych, Susan G. Komen wycofało się jednak z podjętej wcześniej decyzji i przywróciło odebrane wcześniej fundusze.

Tydzień później skrajnie prawicowy polityk z Pensylwanii Rick Santorum niespodziewanie wygrał prawybory Partii Republikańskiej w Missouri, Minnesocie i Kolorado. Hat-trick byłego senatora z Pensylwanii zadziwił wszystkich. Nikt nie spodziewał się, że kandydat, który tematom ekonomicznym poświęca zdecydowanie najmniej czasu w swojej kampanii wyborczej, będzie w stanie przekonać do siebie wyborców w aż trzech stanach.

To przecież gospodarka miała być tematem numer jeden tegorocznej kampanii wyborczej, a nawet zadecydować o wyniku wyborów w listopadzie. Teorię tę od miesięcy zresztą potwierdzały nastroje społeczne − zdecydowana większość Amerykanów wskazywała konieczność ratowania gospodarki jako główne wyzwanie stojące przed kolejnym prezydentem USA. Polityka zagraniczna, terroryzm czy kwestie obyczajowe po raz pierwszy od lat bardzo wyraźnie zeszły na dalszy plan.

Co zatem wpłynęło na wynik wtorkowych głosowań? Jedna z teorii nauk politycznych mówi, iż o wyniku wyborów nie decydują stałe dane ekonomiczne, ale zmieniające się trendy w gospodarce. Oznacza to, że przy urnach wyborczych nie ma znaczenia faktyczna stopa bezrobocia czy poziom PKB, ale odczuwalny trend zmian, które zachodzą w tych wielkościach.

Trzy dni przed prawyborami Departament Pracy ogłosił spadek bezrobocia w USA o 0,2 proc. Stopa bezrobocia wynosząc aktualnie 8,3 proc. osiągnęła tym samym najniższy od trzech lat poziom. I chociaż tak nieznaczne obniżenie się wskaźnika bezrobocia nie mogło ani natychmiastowo, ani znacząco wpłynąć na poprawę sytuacji materialnej Amerykanów, to sama informacja wystarczyła by wpłynąć na głosy wyborców z konserwatywnego MidWestu. Uznawszy, że sytuacja ekonomiczna w kraju ulega poprawie, zamiast na kandydata, który proponuje najlepszy program gospodarczy, zagłosowali na tego, który najbardziej odpowiadał im pod względem reprezentowanych wartości.

Wyniki wtorkowych prawyborów były dla Mitta Romney’a szokiem. Po zwycięstwach na Florydzie i w Nevadzie pod koniec stycznia, wydawało się, iż żaden z kontrkandydatów nie będzie już w stanie na serio zagrozić byłemu gubernatorowi Massachusetts. I choć najsłynniejszy mormon Ameryki nadal jest faworytem republikańskiej batalii, to ta potrójna porażka pokazała, iż taktyka wypracowana przez sztab milionera nie jest do końca trafiona.

Przede wszystkim wtorkowa porażka po raz kolejny obnażyła jego największą słabość: jest on zbyt liberalny  dla najbardziej prawicowego elektoratu Partii Republikańskiej. Co więcej wydaje się, że oparcie kampanii wyborczej na wytykaniu gospodarczych potknięć Obamy oraz jednoczesne przedstawianie Romney’a, jako „przyszłego CEO Ameryki”, który jako spełniony biznesmen zaradzi wszystkim ekonomicznym bolączkom, jest co najmniej ryzykowne. Co jeśli dobra passa gospodarki USA się utrzyma? Eksperci są zgodni – w takiej sytuacji kwestie społeczne i obyczajowe staną się na powrót głównym kryterium wyboru prezydenta.