Newsletter

Przeciw skrajnemu centrum

Tariq Ali, 08.08.2012
Ekstremalne centrum opanowało globalną scenę polityczną i ekonomiczną. I to przeciwko niemu – świadomie lub podświadomie – podnoszą głowy okupujący Wall Street Amerykanie

Strona 1

Ekstremalne centrum opanowało globalną scenę polityczną i ekonomiczną. I to przeciwko niemu – świadomie lub podświadomie – podnoszą głowy okupujący Wall Street Amerykanie

Aleksandra Kaniewska: „Lunatycy skrajnej lewicy” – tak Oburzonych nazywa prawicowa telewizja Fox News. Kibicuje pan ruchowi Occupy Wall Street?

Tariq Ali: To na pewno bardzo ciekawa sytuacja, która rozwija się dynamicznie na naszych oczach. A że nosi etykietkę lewicy? Z mojej perspektywy okupujący Wall Street w Nowym Jorku i inne miasta nie są ani po prawej, ani po lewej stronie sceny politycznej. Być może mają nastawienie bardziej socjalistyczne niż konserwatywne. Ale to nie jest jednolita masa. A mnie bardziej interesuje nie to, kim oni są, ale dlaczego wyszli na ulice…

A więc dlaczego?

Żyjemy dziś w świecie, gdzie – zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie – nieważne stało się, jaka partia rządzi. Wszyscy politycy myślą i zachowują się podobnie. Konsensus Waszyngtoński stworzył jeden rodzaj systemu gospodarczego dla świata, skoncentrowanego wokół wolnego rynku. Chodzi o stworzenie wrażenia, że interwencja państwa jest zła, a deregulacja i prywatyzacja służą ludziom. W efekcie, co głoszę już od jakiegoś czasu, polityka neoliberalna zabiła demokrację.

W pana życiu to słowo-klucz. Polityka neoliberalna, czyli właściwie jaka?

W naszym współczesnym świecie każda sfera życia, łącznie z bezpieczeństwem społecznym, została opanowana przez wolny rynek i walkę o zysk, a nie potrzeby ludzkie. Wszystkie społeczne przywileje człowieka: dostęp do edukacji, opieki zdrowotnej, dachu nad głową, wody, transportu publicznego – są nam zabierane albo ograniczane. Pieniądz ma produkować pieniądz. To kapitalizm w wersji zombie.

Przecież w Anglii publicznej służby zdrowia (NHS), tego państwowego molocha, nie odważył się tknąć żaden z torysów, ani premier Margaret Thatcher ani David Cameron.

Tak, ale od lat NHS jest atakowane i zagrożone, teraz bardziej niż kiedykolwiek. Politycy tworzą wewnątrz niego system wolnorynkowy. Na przykład, zgodnie z nową reformą publiczne szpitale staną się niezależnymi od NHS samofinansującymi się jednostkami i będą mogły świadczyć usługi na wolnym rynku. To prywatyzacja. Ucierpią na niej obywatele, bo szpitale będą walczyć o pacjenta prywatnego.

Wracając do kapitalizmu w wersji zombie – musi Pan przyznać, że mamy przykłady skutecznych państw opiekuńczych: Szwecja, Norwegia…

Ale wciąż rozmawiamy o wyjątkach od reguły! I jest ich w Europie coraz mniej. Szwecja, na przykład, powoli odchodzi o modelu silnego państwa. Norwedzy myślą mądrzej, ale to mały kraj z dużą ilością ropy. Szkoda, że wyjątki nie stają się wzorem dla mainstreamu…

A jest lepszy system niż kapitalizm? Bo komunizm już chyba przerobiliśmy.

Kapitalizm jest teraz w tak stagnującej fazie, jak radziecki system z czasów Breżniewa. Wszyscy są nim rozczarowani.

To mocne oskarżenia. Jaki według pana byłby więc system idealny?

Państwo powinno być właścicielem ważnych dla ludzi sektorów: edukacji, zdrowia, mieszkalnictwa komunalnego, transportu, wody, elektryczności, gazu. Tych siedmiu składników dobrego życia. I demokratycznie odpowiedzialne państwo w rozsądny sposób by nimi zarządzało. Wolny rynek powinien zaś być mocno uregulowany. Tylko z połączenia tych trzech składników: odpowiedzialnego państwa, regulowanego rynku i władzy ludzi wychodzi system, który może działać. Ale kto u diabła odważy się go przetestować? Nie mam pojęcia…

Większa partycypacja ludzi w rządzeniu? Szwajcarzy mają referenda. Opcję głosowania nad propozycją pakietu ratowania Grecji dostaną też greccy obywatele.

Głosowanie w referendum to jedna z form demokracji uczestniczącej. Ale czy zawsze skuteczna? Francuzi odrzucili w 2005 Traktat Konstytucyjny UE, a trzy lata później Irlandczycy Traktat Lizboński. I co? Nic. A ja myślę o długofalowych zmianach. Potrzeba nowych partii politycznych i ruchów społecznych, które zmienią stary, zastany sposób prowadzenia polityki. Co z Grekami? Nie wiadomo. Ich negatywne nastawienie do własnego państwa i Unii Europejskiej pokazuje głównie, że obecny system polityczny nie sprawuje się dobrze.

Grecy od dawna są przeciw własnemu państwu – m.in. nie płacąc podatków…

Zarówno UE, jak i klasa rządząca, uważane są w Grecji za elitę bogaczy. Nic dziwnego, że ludzie nie chcieli brać w tym udziału.

Historia polityczna pokazuje, że władza uzależnia i korumpuje. Jeśli oddamy dzisiejszym protestującym władzę, sami mogą stworzyć uprzywilejowaną elitę rządzących. I nic się nie zmieni.

Nie jestem aż takim pesymistą. Ja wierzę w dobro w ludziach. Poza tym, wszyscy odrobiliśmy swoją lekcję z demokracji. Systemy, które się nie sprawdzały, upadały.

Wielu analityków twierdzi, że to, co dzieje się teraz na Wall Street swój początek miało w wydarzeniach Arabskiej Wiosny. Jako baczny obserwator tej części świata, zgodzi się pan z tą tezą?

Z pewnością tamte protesty były inspirujące dla ludzi z całego globu. Wielu z nich było zresztą przekonanych, że obywatele państw arabskich nie są zainteresowani demokracją, lubią być rządzeni przez despotów, a islam jest w założeniu antydemokratyczny. Tak mówiły im mainstreamowe media, zwłaszcza po atakach terrorystycznych 9/11. To musiał być ogromny szok, kiedy telewizje pokazały, jak młodzi ludzie z Tunezji i Egiptu obalają tyranów. I mam nadzieję, że to, co właśnie zaczęło się w Stanach Zjednoczonych, jest początkiem jakichś zmian. Zwłaszcza, że klimat obywatelskiej „wiosny” opuścił Amerykę wieki temu. Lody z czasów Reagana i Busha nie stopiły się wraz z nastaniem Clintona, a tym bardziej Obamy. Dlaczego? Bo demokraci to tacy sami pozoranci jak reszta polityków. Chętnie panują nad bezwartościowym systemem, w którym pieniądz włada wszystkim, a wrogie ludziom państwo działa jedynie po to, żeby utrzymać istniejący status quo. Ci politycy siedzą przecież w kieszeniach wielkiego biznesu!

To brzmi jak standardowe utyskiwanie lewaka.

Prawica i lewica przestały mieć znaczenie. Dlaczego? Bo skrajna prawica jest szczątkowa, lewicy właściwie nie ma. W dyskursie publicznym nie ma opozycji. A co jest? Twór, a właściwie potwór, którego ja nazywam: ekstremalnym centrum.

Jeśli centrum, to chyba nie ekstremalne? To przecież oksymoron.

Ale taka jest rzeczywistość. Ekstremalne centrum opanowało globalną scenę polityczną i ekonomiczną. I to przeciwko niemu – świadomie lub podświadomie – podnoszą głowy okupujący Wall Street Amerykanie. Protestują przeciw systemowi despotycznego kapitału, tego nienasyconego wampira, który żywi się głównie krwią biednych. Pokazują pogardę dla bankierów, finansowych spekulantów i chodzących na ich paskach mediów, które twierdzą, że nie ma alternatywy. Ale proszę mi uwierzyć, ona istnieje!

Wolnorynkowcy twierdzą zaś, że bez kapitalizmu nie byłoby iPhone’ów, komputerów i innych wynalazków technologicznych, nowoczesnej medycyny i szpitali.

Odpowiem słowami Obamy: „Yes, we can!”. Możemy to mieć. A te nowoczesne szpitale mogą, a wręcz powinny, być zarządzane przez państwo. Do tego nie potrzeba prywatnego kapitału. Przykładowo, świetnie prosperujący przemysł zbrojeniowy jest w Ameryce w dużym stopniu kontrolowany przez Ministerstwo Obrony, które wydaje miliardy dolarów na badania. Dlaczego więc firmy farmaceutyczne mają trzymać w rękach tak ogromną władzę nad rynkiem? Państwo również jest w stanie wytwarzać leki najnowszej generacji. I zaręczam pani, że byłyby one o niebo tańsze niż te, za które obywatele i szpitale są zmuszeni płacić obecnie. System kapitalistyczny jest po prostu nieracjonalny.