Newsletter

Wielość, tłum, opinia

Edwin Bendyk, 09.02.2012
Oficjalnie protestują pod hasłem „Stop ACTA”, wiadomo jednak, że międzynarodowa umowa antypiracka to tylko pretekst. W istocie stawką jest autonomia i wolność w świecie, w którym sfera publiczna została sprywatyzowana

Oficjalnie protestują pod hasłem „Stop ACTA”, wiadomo jednak, że międzynarodowa umowa antypiracka to tylko pretekst. W istocie stawką jest autonomia i wolność w świecie, w którym sfera publiczna została sprywatyzowana

Wielość, multitudo to ulubiona forma zbiorowej podmiotowości współczesnych radykalnych filozofów politycznych. Zbiór pojedynczych, autonomicznych osób staje razem, bo odkrywają wspólny cel. Molekuł multitudo nie łączą więzy solidarności klasowej, nie mają charyzmatycznego przywódcy, nie kierują nimi struktury organizacji partyjnych i związkowych. Pojęcie wielości od razu przychodzi na myśl na widok tysięcznych tłumów w Bydgoszczy, Olsztynie, Warszawie i dziesiątkach innych polskich miast, które zbierają się od końca stycznia, by dać wyraz swemu oburzeniu.

Oficjalnie protestują pod hasłem „Stop ACTA”, wiadomo jednak, że międzynarodowa umowa antypiracka to tylko pretekst. W istocie stawką jest autonomia i wolność w świecie, w którym sfera publiczna została sprywatyzowana, a obywatelską podmiotowość zastąpiła aktywność konsumencka. Wielość z ulic polskich miast zachowuje się niezwykle łagodnie, grzecznie – nie pali samochodów, nie grabi sklepów. Mimo spotkania w jednym miejscu różnych tożsamości kulturowych i ideowych, nie dochodzi do awantur, choć jak pokazał 11 listopada zeszłego roku, niewiele trzeba, by poleciały kamienie. Jeśli dochodzi do rywalizacji, to raczej o to, kto pierwszy, „narodowcy” czy „lewacy”, zgłosi demonstrację w odpowiednim urzędzie, by dopełnić wymaganych prawem formalności.

Więcej takich rewolucji, chciałoby się powiedzieć, gdyby nie to, że jednocześnie ta grzeczna rodzima wielość budzi lęk. Jak z nią rozmawiać, skoro nie ma formalnej reprezentacji? Jak ją opanować, skoro umiejętnie broni się przed próbami manipulacji? Politycy, którzy próbowali podłączyć się do demonstracji zostali wygwizdani. „Oddolna” debata publiczna na temat ACTA zorganizowana przez władze Gdańska w historycznej sali BHP w Stoczni Gdańskiej zderzyć się musiała z Improwizowanym Kongresem Wolnego Internetu zwołanym w Warszawie. I to uczestnicy tego właśnie Kongresu przyjęli uchwałę, że nie wezmą udziału w spotkaniu z premierem.

Media są równie bezradne, jak politycy. Wielość nie jest przecież tematem, potrzebni są bohaterowie. Ci jednak chronią się, jak mogą przed fleszami, odżegnując od jakiegokolwiek przywództwa. Pewno większość sama jest zdziwiona, tym co się dzieje, tym że niewinne dotychczas zabawy w internecie przełożyły się na rzeczywiste działanie. Sieć doskonale nadaje się, żeby ratować w niej maluchy (mowa o kampanii protestu przeciwko obowiązkowi szkolnemu dla sześciolatków), bronić Wawelu przed niechcianym pochówkiem (a także by popierać ideę tego pochówku) czy też walczyć o prawa konsumenckie naruszane przez chciwe banki i biura podróży.

Malcolm Gladwell, publicysta „New Yorkera” takie formy aktywizmu pogardliwie nazwał „slacktywizmem”: kliknięcie na „lubię to!” na Facebooku, czy nawet podpisanie jednej z wielu tysięcy petycji na stronie www.petycje.pl kosztuje niewiele, znakomicie jednak poprawia samopoczucie. Czy zmienia rzeczywistość?

Czasem tak, częściej nie. Zwłaszcza, że jak dowodzi Evgeniy Morozov, inny krytyczny badacz procesów politycznych w sieci, nigdy nie wiadomo, czy łańcuszek wirtualnego buntu nie jest prowokacją służb specjalnych zastawiających, jak w Iranie, sidła na aktywistów; aktem czarnego PR-u lub też, co się zdarza – wyrazem czystej i autentycznej energii protestu.

Czasem jednak zdarza się, że sygnał wysłany w sieci społecznościowej porusza wolę, która uruchamia aparat mięśniowy i podrywa do działania. Nie sposób zapomnieć, jak wieść o śmierci Marka Duggana zastrzelonego przez policję wypchnęła na ulice tłumy londyńczyków. Zmobilizowana tragiczną śmiercią wielość ujawniła najczarniejsze oblicze niszczącej masy. Badania nad strukturą letnich buntów w Anglii trwają, kolejne warstwy informacji odsłaniają rzeczywistość, która w dużej mierze potwierdza obserwacje Michela Wieviorki. Francuski socjolog w książce „La violence” pisze m.in. o przemocy ekspresywnej – do jej eksplozji dochodzi wówczas, gdy zablokowane zostają inne kanały społecznego komunikowania. Gdy warstwy zmarginalizowane pozbawione są możliwości legalnego i zalegitymizowanego w dyskursie publicznym wyrażania swoich roszczeń, sięgają po medium radykalne, przemoc.

Polska wielość nie uległa pokusie przemocy, co chyba jeszcze bardziej przeraża polityczny establishment. Dlaczego? Bo zgromadzony na ulicach tłum pokazał, że nie jest motłochem, lecz tworzy opinię – zbiorowe ciało wyrażające wspólnie i konsekwentnie przekonanie o wymiarze roszczenia, którego przedmiotem jest interes ogólny. Jak pisał Gabriel Tarde, opinia tym rożni się od tłumu, że jest odporna na złą pogodę. Próba mrozu pokazała, że wielość z polskich ulic jest opinią par excellence.

To silne i nieoczekiwane w swej formie objawienie się autentycznej opinii poza dotychczasowymi kanałami komunikowania jest symptomem głębokiego kryzysu sfery publicznej. Sfery, która polega na tym, przypomnijmy Kanta, że osoby prywatne w swej prywatności występują w przestrzeni publicznej, by zabrać głos o sprawach publicznych. Dziś sfera publiczna uległa komercjalizacji, główną i oczekiwaną formą uczestnictwa osób prywatnych w życiu publicznym stała się konsumpcja.

Ten model skomercjalizowanej sfery publicznej wielość z polskich ulic odrzuciła. Czy z protestu wyłoni się nowy model? Odpowiedź na to pytanie wymaga wielkiej wyobraźni od wszystkich uczestników życia publicznego, zarówno establishmentu, jak i nowych aktorów odkrywających swą obywatelską podmiotowość. Twórcza wyobraźnia jest potrzebna, by uruchomić cykl innowacji politycznych. Innowacji niezbędnych, by włączyć w główny nurt życia publicznego te nowe formy podmiotowości. Próby obrony status quo doprowadzić mogą jedynie do uruchomienia medium przemocy.

*Edwin Bendyk – szef Ośrodka Badań nad Przyszłością Collegium Civitas, publicysta tygodnika „Polityka”, członek rady Fundacji Nowoczesna Polska. Autor bloga „Antymatrix”.