Newsletter

Upadek nieszlachetnego bankiera

Aleksandra Kaniewska, 01.02.2012
Żeby zrozumieć, jak ogromnym poniżeniem czy wręcz społeczną śmiercią jest w Wielkiej Brytanii odebranie komuś przedrostka „sir”, należy przyjrzeć się brytyjskiemu systemowi klasowemu

Żeby zrozumieć, jak ogromnym poniżeniem czy wręcz społeczną śmiercią jest w Wielkiej Brytanii odebranie komuś przedrostka „sir”, należy przyjrzeć się brytyjskiemu systemowi klasowemu

Co można zrobić obłędnie bogatemu szefowi banku, który swoim ryzykanctwem i arogancją doprowadził firmę do bankructwa, czym naraził podatników na koszt 45 miliardów funtów, a sobie w międzyczasie wypłacał sześciocyfrowe premie i słoną emeryturę? Zabrać mu ten ostatni milion funtów? Przeżyje, a jego bogactwa znacząco to nie uszczupli. Nałożyć większy podatek? Zapłaci i zapomni. Obrzucić kalumniami w tabloidach? Z pewnością jest tak teflonowy, na jakiego wygląda.

Co więc uderzy możnego finansistę prosto w serce? Zejście z piedestału społecznej nobilitacji. Innymi słowy: zabranie mu tytułu szlacheckiego, który posiadał z nadania Królowej Brytyjskiej, Elżbiety II.

To wcale nie teoretyczne przemyślenia. Były szef banku Royal Bank of Scotland, Sir Frederick Anderson Goodwin, czy – jak od dziś można się do niego zwracać – zwyczajny Mr Fred Goodwin, został dziś w nocy pozbawiony przywileju posługiwania się tytułem szlacheckim „sir”.

Dołączył tym samym do wąskiego i niechlubnego grona osób, którym odebrano wcześniej nadane szlachectwo: historyka i sowieckiego szpiega z Cambridge, Anthony’ego Blunta, rumuńskiego dyktatora, Nicolae Ceausescu (który został odznaczony za swoją „przyjaźń z zachodnią demokracją”) czy splamionego krwią prezydenta Zimbabwe, Roberta Mugabego. Oficjalny powód? „Okrycie hańbą królewskiego systemu wyróżnień” – To właściwa decyzja – stwierdził premier Cameron. Wtórowała mu, rzecz jasna, opozycja.

Fred Goodwin swój tytuł szlachecki otrzymał w 2004 roku. Uznano wówczas, że to dzięki niemu RBS stał się jednym z najważniejszych banków świata. Jednak cztery lata później, na fali wielu innych niewłaściwych decyzji, fuzji i przejęć (m.in. po kosztownym zakupie holenderskiego banku ABN Amro za 71,9 mld euro, przy którym doradzał inny bank inwestycyjny, Merrill Lynch), RBS zaczął chwiać się w posadach. Do tego dołączył postępujący kryzys na światowych rynkach finansowych.

Goodwin opuścił bank w 2008 roku, kiedy RBS był już na skraju bankructwa i utrzymał się na rynku tylko dzięki zastrzykowi z 45 miliardów funtów rządowych (czyt. publicznych) pieniędzy. Opinię publiczną dodatkowo wzburzył fakt, że zaledwie 50-letni bankier dostał wówczas od banku słony pakiet emerytalny – z gwarantowanym wynagrodzeniem rzędu 703 tys. funtów rocznie! A potem pojawiła się informacja o milionie funtów z akcji, które Goodwin miał sobie wypłacić na początku 2012 roku. Przelała się czara goryczy.

Tytuł to tylko tytuł, ktoś mógłby powiedzieć. Żeby zrozumieć, jak ogromnym poniżeniem czy wręcz społeczną śmiercią jest w Wielkiej Brytanii odebranie komuś przedrostka „sir”, należy przyjrzeć się brytyjskiemu systemowi klasowemu. Całe Wyspy rozpięte są wokół dwóch skrajności – arystokracji (i idealistycznych wyobrażeniach, jakie cała klasa uprzywilejowana, tzw. upper class budzi) oraz klasy robotniczej.

Wśród Brytyjczyków odnajdziemy więc silną identyfikację z jedną z klas (oprócz upper i working class są jeszcze różne gradacje klasy średniej), a jednocześnie wielki strach przez zdeklasowaniem i marzenia o społecznym awansie. Przypomina mi się kuriozalne porównanie akcentów, pochodzenia, edukacji i nawyków dwójki brytyjskich liderów obecnej koalicji – torysa Davida Camerona i liberalnego demokraty Nicka Clegga, które opublikował kiedyś lewicowy dziennik „The Guardian”.

Nic dziwnego, że w kraju tak ekscytującym się kwestią przynależności klasowej, decyzja królowej Elżbiety a tak naprawdę specjalnej komisji ds. konfiskaty odznaczeń i honorów) odbiła się  szerokim echem w mediach. I to zarówno tych poważnych i mniej poważnych, tych na prawo i na lewo. „Fred the Pleb” („Fred Plebejusz”) – krzyczało poranne wydanie bezpłatnej gazety „Metro”. „Poniżenie Pana Goodwina” – obwieściła z kolei bulwarówka „Daily Mail”. „The Times” postawił na jasność komunikatu: „Zhańbiony: Goodwin pozbawiony szlachectwa”, a „The Guardian” i „Financial Times” dołączyły do argumentu kwestię honoru i reputacji („Reputacja w strzępach: Sir Fred Goodwin traci tytuł szlachecki”). Jestem przekonana, że dzisiaj o tym właśnie rozprawiać się będzie w londyńskich pubach i warzywniakach.

Przyjaciele Goodwina zwierzali się w mediach, że były bankier bardzo przeżywa tę decyzję, bo kochał swój „arystokratyczny” tytuł i związany z nim status społeczny. Pytanie, czy bardziej niż własne konto bankowe? Na szczęście, ono jedno mu jeszcze zostało.