Przyczajony tygrys, ukryty smok

Tomasz Mincer01/02/2012

Obecny kryzys polityczny i ekonomiczny Wspólnoty to początek Unii Europejskiej, jakiej nie znamy. I początek Unii, której będziemy istotną częścią

Opozycja bije w rząd, który nie osiągnął maksimum tego, co zakładał, jadąc na euroszczyt. Politolodzy i niektórzy publicyści piszą o podwalinach Unii kilku prędkości. Zastanawiają się przy tym, czy można było w Brukseli osiągnąć więcej i, choć niektórym to nie w smak, odpowiadają, że niestety nie. Zagraniczne gazety doceniają polski rząd za obraną strategię negocjacyjną.

Mniejsza o to, czy rządowi od tych dywagacji zrobi się przyjemniej, czy będzie to kolejny powód do stresu dla premiera Donalda Tuska. Znacznie ciekawsze jest to, w jakiej sytuacji znajdujemy się dziś. I co nas czeka w przyszłości.

Zarówno Francja, jak i Niemcy nie rezygnują ze swych przywódczych aspiracji w UE. To dobrze, bo z punktu widzenia Polski dominacja „jednego obozu” nigdy pozytywnie nie wpływała na nasz psychiczny komfort. To, że nad Sekwaną poważnie myśli się o budowaniu kolejnych struktur wewnątrz Unii nie musi stać jednak w sprzeczności z niemiecką dyscypliną, chcącą rozlać się daleko poza dorzecze Renu.

Dlatego w naszym dobrze pojętym interesie konieczne jest spełnienie wszelkich kryteriów i obostrzeń, uprawniających nas do członkostwa we wspólnej walucie, nawet jeśli euro miałoby upaść. Jeśli upadnie, pozostaniemy przy złotówce i tyle. Jeśli natomiast euro odzyska na konkurencyjności i stabilności, z przyjemnością dołączymy do tego klubu, czy – kto wie – okrzepłej już wtedy instytucji wewnątrzunijnej. Instytucji, która zgrupuje kraje zdolne do dalszej polityczno-ekonomicznej integracji.

Obecny kryzys polityczny i ekonomiczny Wspólnoty to początek Unii Europejskiej, jakiej nie znamy. I początek Unii, której będziemy istotną częścią. Świadczyć o tym będzie przede wszystkim siła naszej gospodarki.

Teraz, siedząc przy stole, „stoliku obok”, czy czekając na przystawki, słyszymy od wieczerzających, co jest głównym daniem. Mało? Wystarczy, żeby przygotować się do wielkiej uczty, gdy z euro się upiecze. Albo do stypy, jeśli wspólna waluta nie przetrwa.

ZOBACZ TAKŻE: „Wojna polsko-francuska pod flagą unijną”