Newsletter

Wojna w rodzinie

Dominika Sztuka, 30.01.2012
Konserwatysta i zwolennik tradycyjnych wartości Newt Gingrich przyznaje, że „zdradzał żony z powodu zbyt wielkiej miłości do kraju”. I przepracowania

Strona 1

Konserwatysta i zwolennik tradycyjnych wartości Newt Gingrich przyznaje, że „zdradzał żony z powodu zbyt wielkiej miłości do kraju”. I przepracowania

Wydawałoby się, iż w dziedzinie wartości rodzinnych i moralności Mittowi Romney’owi – pretendentowi do uzyskania nominacji prezydenckiej z ramienia Partii Republikańskiej w USA, a prywatnie od ponad 40 lat wzorowemu mężowi oraz ojcu piątki synów – niewiele można zarzucić. A jednak: „Mitt nie jest prawdziwym konserwatystą”. Tak oskarża go w jednym ze swoich spotów telewizyjnych jego główny konkurent, były spiker Izby Reprezentantów Newt Gingrich.

Mało: wtóruje mu pewna część prawicowego środowiska w USA. „Romney to RINO: „Republican in Name Only” („republikanin tylko z nazwy”), można przeczytać na jednym z prawicowych forów internetowych. Były gubernator Massachusetts nie pozostaje dłużny swojemu przeciwnikowi zarzucając mu nieetyczne postępowanie w czasach, kiedy był spikerem niższej izby Kongresu.

Trzeci w kolejce do nominacji, były senator z Pensylwanii Rick Santorum, krytykuje obu kontrkandydatów mówiąc: „to ja jestem jedynym konserwatystą w tym gronie”.

Wzajemnym oskarżeniom nie widać końca. Skąd się biorą? Czy są prawdziwe? Oraz wreszcie – któremu z republikańskich kandydatów na prezydenta ta „wojna w rodzinie” przyniesie polityczne łupy?

Fot. Republikańscy kandydaci do prezydenckiej nominacji podczas zeszłotygodniowej debaty na Florydzie – od lewej Mitt Romney i Newt Gingrich. Zdj. Paul Sancya, AP.

Najlepiej ocenić prawdziwość oskarżeń poprzez fakty. Przyjrzyjmy się zatem, jakie stanowisko w odniesieniu do „flagowych” zagadnień z zakresu polityki społecznej oraz szerzej, moralności czy wartości rodzinnych, reprezentują republikanie biorący udział w prezydenckich prawyborach. I zobaczmy, jak duży wpływ na ich życie osobiste mają konserwatywne wartości.

Aborcja. To słowo dla Partii Republikańskiej jest – dosłownie – kwestią życia lub śmierci. Choć przerywanie ciąży stało się legalne we wszystkich stanach w 1973 roku w związku ze słynną decyzją Sądu Najwyższego w sprawie Roe vs. Wade, to do dziś pozostaje kwestią budzącą wiele kontrowersji.

Każdy kto marzy o karierze politycznej z ramienia Grand Old Party doskonale wie, iż w tej sprawie wyborcy zaakceptują tylko jedno stanowisko – zdecydowane „nie” dla aborcji, bez względu na okoliczności. Być może z tego powodu główny pretendent do republikańskiej nominacji, Mitt Romney, miał w tej kwestii zmienić na przestrzeni lat stanowisko.

„Romney jest za aborcją” – dowiadujemy się z jednego ze spotów wyborczych Gingricha. Istotnie, zarówno w 1994 roku startując w wyborach do Senatu, jak i w 2002 roku, kiedy z powodzeniem ubiegał się o fotel gubernatora Massachusetts, Romney występował jako obrońca prawa kobiety do podjęcia wyboru w kwestii przerywania ciąży. Ponadto, jako gubernator miał ułatwić dostęp do pigułek wywołujących aborcję, a przedstawiciele największego w Stanach dostawcy usług aborcyjnych „Planned Parenthood” znaleźli się w gronie jego doradców podczas reformy systemu opieki zdrowotnej w Massachusetts.

W 2004 roku jednak Romney radykalnie zmienił zdanie w tej kwestii, do czego miał go przekonać naukowiec Uniwersytetu Harvarda badający komórki macierzyste, z którym odbył spotkanie. Zaowocowało to m.in. zawetowaniem przez Romney’a ustawy rozpowszechniającej użycie środków wczesnoporonnych w swoim stanie. Od tamtej pory mówi o sobie: „Jestem za życiem. Jako prezydent USA obiecuję walczyć o prawa nienarodzonych w kraju i za granicą”. Dla wielu te deklaracje nie mają jednak żadnego znaczenia. „Romney jest zupełnie niewiarygodny, zbyt wiele razy zmieniał stanowisko w tej kwestii” – odpowiada Gingrich.

Były spiker Izby Reprezentantów oskarża kontrkandydata również o popieranie małżeństw homoseksualnych, które co prawda nie są w USA uznawane przez prawo federalne, aczkolwiek są dopuszczane przez poszczególnie prawa stanowe. Gingrich opiera oskarżenia wobec swojego przeciwnika na fakcie, iż stan Massachusetts zalegalizował związki małżeńskie osób tej samej płci w czasie, gdy Romney był jego gubernatorem.

„To była decyzja sądu, a nie moja” – broni się najsilniejszy konkurent Gingricha. I wygląda na to, że ma rację, wziąwszy pod uwagę kampanię, którą zainicjował, a która miała na celu powstrzymać sąd przed wydaniem decyzji legalizującej małżeństwa homoseksualne w związku z – jak twierdził – „trzema tysiącami lat historii, z którymi nowe prawo miało stać w sprzeczności”.

Kiedy jednak okazało się to niemożliwe, zakazał urzędnikom stanu cywilnego udzielania ślubów parom tej samej płci spoza stanu. Co warte podkreślenia, negatywny stosunek Romney’a do małżeństw homoseksualnych nie oznacza jednak wcale dyskryminacji gejów i lesbijek na rynku pracy czy w innych dziedzinach życia, co pozwoliło mu zyskać znaczne poparcie republikanów o odmiennej orientacji seksualnej. Zasada równości osób odmiennej orientacji nie powinna według Romney’a obowiązywać w wojsku. Sprzeciwił się uchyleniu przez prezydenta Obamę tzw. zasady „don’t ask, don’t tell”, która zakazywała odbywania służby w armii USA każdemu, kto „demonstruje skłonność lub zamiar zaangażowania się w aktywność homoseksualną”.

Przed prawyborami w Karolinie Południowej, które odbyły się w zeszłym tygodniu, można było usłyszeć od wyborców, iż „Newt wydaje się bardziej prawdziwy”. Nie bez wpływu na opinię publiczną w tym południowym stanie o wyjątkowo tradycjonalistyczno-konserwatywnym elektoracie miała negatywna kampania prowadzona przez Gingricha: „Mitt to groteskowy hipokryta oraz liberał” – przekonywał wyborców.

Rezonans jego słów był tym silniejszy, iż pochodzi z sąsiedniej Georgii. Jak się miało okazać, ta taktyka przyniosła Gingrichowi w Południowej Karolinie zwycięstwo. Czy jednak faktycznie jest on tak autentyczny i „kryształowy” w kwestiach społecznych, jak siebie przedstawia?