Newsletter

Kultura w mieście

Bożena Gierat-Bieroń, 13.01.2012
Dziś kultury nie tworzy elita. Wartością kultury staje się fakt, że ma ona charakter egalitarny i partycypacyjny

Kultura we współczesnym mieście ma charakter społeczny, kompleksowy i partycypacyjny. Dostrzec to można w miastach zachodnich. W Polsce w dalszym ciągu obowiązuje model tradycyjnej hierarchii historycznej, opartej na ekspozycji zabytków, co w połączeniu z szacunkiem dla roli i funkcji Kościoła w rozwoju urbanistycznym (w tym sztuki sakralnej) oraz koniecznością zaspokojenia podstawowych potrzeb kulturalnych obywateli, tworzy miasta statyczne ze sztampowymi ofertami.

Niemal w każdym ośrodku miejskim w Polsce jest teatr, filharmonia lub opera, muzeum miejskie lub regionalne i publiczna galeria sztuki, a więc instytucje oferujące kulturę. Aspiracje kulturalne radnych lub prezydentów polskich miast często kończą się na opiece nad tymi instytucjami. Tymczasem współczesna kultura już dawno „przekroczyła” mury szacownego gmachu muzealnego, prestiżowego teatru czy sali koncertowej. Jak dobitnie wskazują badania z pogranicza kulturoznawstwa i ekonomiki kultury, wychodzi ona poza ramy ustanowione tradycją, dogmatami i przywiązaniem na rzecz poszukiwań alternatywnych, offowych, stwarzając chociażby sztukę graffiti czy festiwale teatrów ulicznych.

Kultura z jednej strony znalazła się „na ulicy”, a z drugiej – i to może ważniejsze – zagnieździła się w obszarze ambicji obywatelskich czy w sferze społecznego zaangażowania. Dziś wielu mieszkańców miast nie czuje się biernymi obserwatorami życia kulturalnego, ale poprzez partycypację w bogactwie ofert, wydarzeniach, imprezach i spektaklach widzi się w roli uczestników współtworzących kulturę. Więcej, w roli kreatorów nowej rzeczywistości duchowo-estetycznej.

W kulturze, jeśli chodzi o proces transmisji dóbr artystycznych, mamy do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym – między ofertą a jej konsumpcją. Oba pola wzajemnie się warunkują. Należy prezentować to, czym ludzie są zainteresowani, z drugiej strony gust odbiorców wyznacza pułap propozycji artystycznej. Jeśli mieszkańcy są wyrobieni i posiadają wyższe kompetencje kulturowe, poziom oferowanego im produktu powinien być wyższy. Mechanizm ten zachodził i zachodzi nadal, ma charakter jakościowy, ale trzeba zwrócić uwagę, że pojawił się imperatyw jakościowo-ilościowy. Rozwinęła się na wielką skalę oferta uczestnictwa mieszkańców w plenerowych wydarzeniach miejskich, fetach i happeningach, wydarzeniach niejako uzupełniających do tych, które oferują instytucje miejskie.

Aktywne organizacje pozarządowe kipią propozycjami, siejąc ferment artystyczny i dynamizując życie miast. Ludzie przyzwyczaili się, że kultura jest na wyciągnięcie ręki, że tworzy ją nie tylko filharmonia, do której trzeba kupić bilet, ale także plac miejski, na którym staje rzeźba Igora Mitoraja czy sztuczna palma Joanny Rajkowskiej. Kultury już nie tworzy elita. Wartością staje się fakt, że ma ona charakter egalitarny i partycypacyjny. Pojawia się współodpowiedzialność za kulturę, podobnie jak rosną aspiracje współzarządzania kulturą w mieście. Ludzie rozumieją, że kultura nie jest dla rady miasta i urzędników, ale dla mieszkańców, dlatego ważny jest głos każdego obywatela w tej sprawie. Dziś odchodzi w niepamięć strategia „onych”, czyli tych, którzy za nas decydują i za nas kształtują nasze oczekiwania. Czujemy, że decydenci od spraw kultury muszą liczyć się z głosem obywatelskim, bo współtworzenie staje się platformą programowania kreatywnych miast.

Kultura w mieście to oczywiście tradycja: zabytki, pomniki kultury, gmachy o szczególnym znaczeniu, ich rola edukacyjna i patriotyczna. Nie należy jednak zapominać, że kultura w mieście to w równym stopniu nowość i kreatywność. Ten drugi komponent bywa w Polsce ignorowany, gdyż wiele czasu zajęło nam przywrócenie właściwych proporcji historycznych i właściwej interpretacji naszej tradycji. Czas pomyśleć o innowacji, gdyż ona jest czynnikiem rozwojowym współczesnych miast. Miasta żyjące kulturą to miasta żyjące w takim samym stopniu historią, jak i współczesnymi wydarzeniami. To miasta, w których historia nie odwraca się plecami do współczesności. Wręcz przeciwnie, uzupełnia ją. Takimi ośrodkami są z całą pewnością Paryż, Londyn, Barcelona, Edynburg czy Berlin.

Współczesna kultura (spektakle, koncerty, plenery, wystawy) staje się integralnym elementem miejskiego dobrobytu. Ludzie osiadają w poszukiwaniu pracy chętniej w tych miastach, które są ciekawsze kulturowo. Po pracy można się w nich rozwijać artystycznie – jako twórca i jako odtwórca; są bogate w historię i jednocześnie dynamiczne kulturowo: tradycja ściera się z awangardą.

Miasta współczesne to miasta działalności kreatywnej, ośrodki dobrze rozumianego biznesu kulturowego. Glasgow, kiedyś zaniedbane miasto przemysłowe, przekształciło w latach 80. XX w. swój image na centrum przemysłu kreatywnego z silnym ośrodkiem telewizji szkockiej BBC. Francuskie Lille kształtowało swój nowy wizerunek w oparciu o kulturę. Podobnie Zagłębie Ruhry z miastem Essen; portowe czy rybackie miasta Europy widziały swoją przyszłość we wzmacnianiu pierwiastka kulturowego z elementem marynistycznym i handlowym.

Nie można dziś oddzielić kultury od innych sfer życia społecznego. Kultura napędza koniunkturę ekonomiczną, idzie w parze z rozwojem urbanistyczno-planistycznym, z kształtowaniem mapy społecznej. Warunkuje rozwój dzielnic i infrastruktury, rozwój komunikacyjny i turystyczny. Jest koniecznym elementem strategii promocyjno-marketingowych. Wielką rolę odgrywają dziś przemysły kultury – nowa gałąź i zarazem koło zamachowe kultury na świecie. Studia nagrań, studia filmowe, magazyny i rekwizytornie, agencje reklamowe i fotograficzne, prywatne stacje telewizyjne, firmy internetowe – wszystko to staje się integralnym elementem krajobrazu kulturowego. Skupiska tego typu instytucji to motor rozwoju dzielnic, które urastają do rangi zamożnych i trendy. Dzielnica otrzymuje nowy wyznacznik identyfikacyjny, przyciąga pracodawców i firmy. Może stać się „miasteczkiem filmowym”, parkiem sztuki komercyjnej czy krajobrazem technologicznym, miasto natomiast zyskuje zupełnie nowy pejzaż artystyczny.

W nowocześnie racjonalizowanym mieście niweluje się stopniowo podział na centrum i peryferia. Peryferia mogą znakomicie uzupełniać ofertę centrum, bądź stawać się dla niego odskocznią. Artyści chętnie lokują swoje pracownie na obrzeżach miasta w poszukiwaniu plenerów i fotogenicznych miejsc. Mogą naturalnie stabilizować alternatywne centra twórcze. Dziś miasta polskie są na etapie rozbudowy willowych przedmieść. Warto zwrócić uwagę na ich skomunikowanie mentalne z metropolią.

Kultura miasta to również estetyka – czyste chodniki i ulice, trakty spacerowe, ścieżki rowerowe, trasy do biegania, oświetlenie, iluminacje, kolorystyka elewacji – całokształt myślenia o mieście w kategoriach piękna. To również odpowiednio projektowane broszury, informacja kulturalna, plakaty itp. Miasto powinno zrastać się ze sztuką poprzez rzeźby i instalacje publiczne, akcje i happeningi przeprowadzane na ulicach w interakcji z mieszkańcami czy poprzez koncerty plenerowe. Miasto współczesne musi żyć sztuką. W takim mieście nie ma już podziału na układnych mieszczuchów i wywrotowych artystów. W kreatywnym mieście każdy wie, że sztuka jest integralną częścią rozwoju indywidualnego, a nie kategorią „ę-ą”; ludzie współczesnego miasta szukają specyficznych doznań, takich jak otwartość, odmienność, tolerancja, pluralizm. Kultura niesie w swym komunikacie te właśnie wartości, dlatego staje się nieodzownym elementem kształtowania tożsamości miejskiej XXI wieku.

Nowocześni obywatele oczekują też od swojego miasta, by stało się drogowskazem nowych trendów, by było promotorem nowej sztuki, nowej literatury, nowej muzyki. Czują głód partycypacji w zjawiskach przełomowych, oczekują i inicjują centra life-stylowe, skupiska high tech, kultury klubowej, cool kultury. Oczywiście mowa tu raczej o miastach stołecznych czy centrach regionów. Stają się one symbolem udziału w globalnych przemianach kulturowych i tego oczekują od nich ościenni obserwatorzy. Ci ostatni liczą, że przyjeżdżając do takiego miasta spotkają tam namiastkę wielkiego świata. Miejskie ośrodki ma cechować dynamika młodości, pęd do inicjowania nowych możliwości, zwrot ku niezależności i wolności. Miasta te, często uniwersyteckie, przyciągają ludzi utalentowanych, młodych-zdolnych, którzy chcą w takim mieście pozostać – nie tylko dlatego, że znajdą w nim pracę, ale dlatego, że tu właśnie jest życie (w tym życie nocne).

Stara zasada genius loci obowiązuje w dalszym ciągu. Miasto musi mieć w sobie „to coś”. Musi być oryginalne i posiadać cechy autentyczności.

*dr Bożena Gierat-Bieroń – adiunkt w Instytucie Europeistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, teatrolog, polonista; zajmuje się polityką kulturalną oraz europejskimi modelami rozwiązań systemowych w kulturze, jak i kulturą europejską w kontekście historycznym