Łotwa a sprawa polska

Cezary Kościelniak21/12/2011

Na Łotwie toczy się dyskusja o celach narodowych dekady. Pierwszoplanowe: zdobyta w latach 90-tych niepodległość oraz udział w strukturach europejskich i międzynarodowych, zostały osiągnięte. To wiele, jak na ponadmilionowy naród znajdujący się przez prawie 70 lat pod sowiecką okupacją.

Obecnie proponuje się budowanie marki Łotwy poprzez „strategię doskonałości”: jest nas mało, więc wszystko co robimy, róbmy doskonale. To cel zarówno instytucji rządowych, jak biznesowych. Dlatego właśnie jeden z największych banków tego regionu, Swedbank, realizuje program edukacyjny „Mission Possible”, ułatwiając dostęp do edukacji najlepszym Łotyszom. Rozumowanie jest oczywiste: jeśli chcemy być doskonali, musimy mieć świetnie wyedukowane społeczeństwo.

Zazdroszczę Łotyszom wyrazistości ich celów. Oczywiście małe narody mają mniejsze problemy, ponadto takimi krajami łatwiej zarządzać. Jednakże mam wrażenie, że u nas, pomimo, że wszyscy podpisaliby się pod hasłem „edukacja dla doskonałości społeczeństwa”, ze świecą przyjdzie szukać tych, co wzięliby je na poważnie.

Widzę to na uczelniach, gdzie sponsorowanie wydziałów, kierunków i projektów edukacyjnych jest niemal zerowe. Gdzie przedsiębiorstwa i zarządcy regionów nie rozmawiają z dziekanami wydziałów o tym, jakich chcieliby absolwentów w przyszłości i co mogliby wspólnie zrobić. Firmy może jeszcze zaangażują się czasem w badania przynoszące w niedalekiej przyszłości zysk, ale i takich nie ma za wiele.

Wielkie korporacje nie sponsorują stanowisk profesorskich w konkretnych dziedzinach, co jest dość powszechne np. w USA. Rzecz jasna tego również nie ma na Łotwie, ale dyskusja o doskonałości narodowej i udział sektora biznesowego jest już pierwszym krokiem do budowania wspomnianych narzędzi. Nie chodzi tu o tzw. stypendia dla najbiedniejszych czy inne doraźne akcje, których wartości nie pomniejszam. Chodzi mianowicie o długofalową strategię, w której edukacja i badania będą trzonem inteligentnego społeczeństwa w kolejnej dekadzie.

W Polsce brakuje wizjonerskiego spojrzenia na edukację jako procesu, za który odpowiedzialność bierze nie tylko rząd, ale i instytucje biznesowe. Pomimo licznych debat, z większości których nic nie wynika, „interesariusze regionalni” – firmy, korporacje, urzędy marszałkowskie i rady miejskie –  najwyraźniej nie wierzą w rolę instytucji wiedzy, ciągle traktując ją czysto estetycznie. Co musiałoby się stać, żeby sprawa przyjęła inny obrót?

Z pewnością należy rozpocząć od uświadomienia sobie wagi tego problemu i pytań o naszą przyszłość oraz kształt instytucji wiedzy. Jednakże poważnym potraktowaniem sprawy będzie nie kolejna debata, ale projekty i działania. Praktyka pokaże, czy chcemy być społeczeństwem średniej klasy konsumentów towarów importowanych, także tych ideowych, z niewielką elitą, czy też społeczeństwem z silną klasą średnią, inteligentnym, tworzącym i projektującym długofalowo swoją przyszłość? W przeciwieństwie do Łotyszy, na razie odpowiedzi na te pytania w Polsce nie znamy.

Komentarze