Newsletter

Cameron w tabloidowym matrixie

Aleksandra Kaniewska, 16.12.2011
Neurolingwiści twierdzą, że przeładowany informacjami mózg współczesnego człowieka potrafi „zawiesić się” jak przegrzany komputer

Po unijnym szczycie 8-9 grudnia, premier David Cameron wyjechał z Brukseli okrzyknięty „brytyjską psują”, która zaprzepaściła szanse na europejski konsensus. A światowe media zajęły się diagnostyką jego trudnych relacji interpersonalnych z resztą unijnych przywódców. Świat obiegły zdjęcia ze sceny, w której Nicolas Sarkozy ostentacyjnie unika wyciągniętej ręki Camerona, a ten – zaczerwieniony i nieswojo uśmiechnięty – pragnąc zachować twarz, klepie go po ramieniu. „Nicolas Sarkozy zlekceważył Davida Camerona, nie podał mu ręki!” – krzyczały nagłówki brytyjskiej prasy tabloidowej. „Le snub” – nazwała prezydenta Francji bulwarówka „Daily Mail”. W BBC, „The Guardian”, „Financial Times” czy „The Huffington Post” premiera Wielkiej Brytanii przedstawiano jako poniżonego, odizolowanego, przegranego, smutnego przywódcę dziwnego kraju.

Czy Nicolas Sarkozy obraził i zlekceważył pokonanego Davida Camerona? Tak, ale tylko w pewnej paralelnej rzeczywistości, w tabloidowym matrixie. Jak pokazuje ciekawy materiał filmowy anglojęzycznego wydania France24, spotkanie brytyjskiego premiera z francuskim prezydentem można zrozumieć zupełnie inaczej. Na krótkim filmie widać, jak mijający Sarkozy’ego Cameron niepewnie (i jakby koncyliacyjnie) klepie go w ramię, a ten, zaaferowany, nie zauważa, bo kieruje się w stronę prezydenta Cypru. Sekundę przed pojawieniem się w kadrze Camerona widać, jak roześmiany Sarkozy całuje w rękę jakąś kobietę. Stąd na części zdjęć jego wyciągnięta ręka, którą – rzekomo – schował na widok brytyjskiego premiera. Tabloidy pominęły też inny, ciekawy fragment tej dyplomatycznej układanki. Trzy minuty przed słynną już dziś „mijanką” obydwaj przywódcy wymienili chłodny, acz profesjonalny uścisk dłoni w świetle fleszy. To zdjęcie nie było masowo publikowane.

Czy Sarkozy rzeczywiście złośliwie zignorował Camerona? Czy Brytyjczyk niezdarnie poklepał go po ramieniu, bo wiedział, że sytuacja jest niekomfortowa? Nigdy się tego nie dowiemy.

Żyjemy dziś w świecie informacji: tych wystrzeliwanych jak z karabinu podczas spotkań, lanczy, konferencji, przesuwających się przed nami pasków z newsami TVN, BBC czy CNN. A także – a może głównie – tych „wygooglowanych” i napotkanych w wirtualnej przestrzeni. Neurolingwiści twierdzą, że przeładowany informacjami mózg współczesnego człowieka potrafi „zawiesić się” jak przegrzany komputer. Nie przyjmujemy wtedy żadnych wiadomości, nie potrafimy podjąć mądrej decyzji, nie chcemy więcej słuchać, czytać i oglądać przefiltrowanego przez media świata. Nic dziwnego, że w 2009 roku Oxford English Dictionary dodał do listy słów sformułowanie: „zmęczenie informacyjne” („information fatigue”).

Na szczęście, na część informacyjnego bełkotu stajemy się nieczuli. Wpuszczamy go w przestrzeń ucha i sekundę później wypuszczamy. Dokonujemy selekcji tego, co dla nas ciekawe i pożyteczne. To reakcja obronna naszego organizmu. I to z tą autofunkcjonalnością próbują walczyć tabloidy, serwujące najnudniejsze nawet newsy w sensacyjnym sosie. „Strauss-Kahn w kajdankach”, „Sikorski zdrajcą narodu”, a „na polskich ulicach rządzą niemieccy naziści”. Im więcej chilli w tym tabloidowym matrixie, tym wyższa konsumpcja, sprzedaż, oglądalność.

Trzy zdjęcia rzekomo obrazujące dyplomatyczną porażkę Camerona to wycinek rzeczywistości podany w mediach. Interpretacyjna rama, która narzuca nam rozumienie świata. Ile w niej prawdy? Zapewne tyle, ile każdy z nas będzie chciał lub umiał zobaczyć. Neil Postman, amerykański filozof i medioznawca, ostrzegał jeszcze w latach 80-tych, że media kreują rzeczywistość „z drugiej ręki”. Zamiast informować, dezinformują. „Zabawicie się kiedyś na śmierć” – mówił o zalewie rozrywki w telewizji. Dziś pewnie powiedziałby: umrzecie w zalewie informacji… Tylko czy da się wyjść z martixa?