Prasy zła prasa

Marzena Haponiuk06/12/2011
Czytam, więc jestem!

Jaka jest przyszłość informacji? Czy prawdziwe są pogłoski o rychłej śmierci gazet? Czy poziom czytelnictwa maleje? Czy czytanie kiedyś i czytanie dziś to wciąż ten sam proces? W końcu, czy śmierć gazet może zagrozić funkcjonowaniu demokracji?

Francuski dziennikarz i wykładowca socjologii, Bernard Poulet, postanowił z ogromną dokładnością przyjrzeć się tym zagadnieniom. Jako punkt wyjścia przyjął analizę sytuacji prasy drukowanej, jednego z podstawowych kreatorów informacji wysokiej jakości. Swoje badania oparł przede wszystkim na obserwacji mediów tradycyjnych od roku 2008 – jeszcze przed wybuchem światowego kryzysu gospodarczego.

Już wtedy sytuacja finansowa mediów tradycyjnych znacznie się pogorszyła. Powodów do obaw nie miały koncerny medialne specjalizujące się w dostarczaniu rozrywki. Ogromne niebezpieczeństwo, zauważa Poulet, ma miejsce wszędzie tam, gdzie mowa jest o prasie i mediach informacyjnych. Dalej stwierdza, że moda na „nową gospodarkę” (new economy) jest wszechobecna.

Jakie wnioski wypływają z analizy Pouleta? Na kryzys w mediach informacyjnych składa się wiele elementów, począwszy od tak „błahych”, jak utrata zainteresowania reklamodawców oraz ekspansja Internetu. Także: zachodzące nieustająco zmiany w strukturze społecznej. Tradycyjna informacja stopniowo staje się coraz mniej pożądana. Pojawienie się nowych mediów, form przekazu, sposobów wykorzystywania wolnego czasu – wszystkie te zjawiska oddziałują na media typu informacyjnego. Teraz to Google, Facebook czy Myspace są „miejscem spotkań” i wymiany poglądów, a także źródłem pozyskiwania informacji.

Spadkowi zainteresowania tradycyjnymi gazetami na pewno nie pomogły zmiany zachodzące w życiu społecznym, w tym dotykające hierarchii wartości. Powołując się na znanego amerykańskiego badacza mediów, Roberta G. Picarda, na obniżenie zainteresowania informacją wpływa „(…) kryzys przekonań, zaangażowania politycznego oraz wzorców zbiorowego postępowania, triumf indywidualizmu, a także postępujące rozwarstwienie społeczne” (s. 51). Znów ten indywidualizm, chciałoby się rzec…

Pojawienie się nowych technologii nie obyło się bez uszczerbku na zmianie w sposobie myślenia, czytania i konsumowania. To swego rodzaju rewolucja społeczna. W połączeniu z globalizacją i „płynnością” współczesnego świata, gdzie nic nie jest stałe i pewne, a człowiek coraz częściej boryka się z samotnością, zmianie ulega także sposób bycia w społeczeństwie. Poulet pisze: „Samotność bycia w wielkim mieście oraz samotność wieku dojrzewania wzmacnia potrzebę bycia »podłączonym«” (s. 142). Stąd właśnie bierze się popularność Internetu.

Dziś liczy się przede wszystkim to, co tu i teraz. Czyli: skrótowość, lekkość w odbiorze i fragmentaryczność. Współcześni konsumenci informacji sami wybierają, o czym chcą czytać. Badania dowodzą, że szczególnie młodych nie interesują „poważne” wiadomości, ponieważ „mogą być one źródłem stresu” (por. s. 149). Nowe media czy nowe technologie oferują dostęp do darmowej informacji. Informacji wytworzonej przez samych użytkowników sieci. Prowadzi to do powstania „świata bez ekspertów”. W tym świecie pojawia się też nowe zjawisko – sfera blogera. Dziś każdy może zająć się pisaniem (pojawienie się „ja-dziennika” – „me-journal” – przewidywano już w latach 80-tych, por. s. 128).

Dziś dochodzi do sytuacji, że podważa się istnienie „tradycyjnego” dziennikarstwa. Odmawia się ekspertom ich wiodącej roli w informowaniu i tworzeniu opinii, podczas gdy, jak słusznie zauważa Poulet, „nowe dziennikarstwo” często ma charakter odtwórczy. Jest to rodzaj opiniowania treści wytwarzanej przez media tradycyjne. Tymczasem tradycyjne dziennikarstwo to zawód, który wymaga rzetelności, sprawdzenia informacji czy „zwielokrotnienia punktu widzenia”(por. s. 193).

Ale kryzys prasy to także efekt spadku zaufania ze strony jej odbiorców. Tzw. obiektywne dziennikarstwo w pewnym momencie nabrało dystansu wobec czytelników. Z czasem przerodziło się ono w pokusę „przekazania »własnej« opinii” (por. s. 28). To właśnie, w połączeniu z wkroczeniem nowych technologii, doprowadziło do odwrócenia się sporej liczby odbiorców w kierunku nowych źródeł informacji.

Autor nie pomija również kwestii finansowych. Wartościowa treść wymaga odpowiednich nakładów. Korespondenci, redakcje lokalne, długotrwałe śledztwa oraz szczegółowe badania kosztują. Tymczasem reklama, która w znacznym stopniu pokrywała owe wydatki, zmieniła swój kierunek i obecnie większość budżetów „lokuje” się w nowych mediach. Rzetelna informacja stała się towarem. Ale czy jest jeszcze na nią popyt? Jeśli nie, to czy możliwy jest świat bez gazet?

Książka Bernarda Pouleta jest nie tylko rzetelnym raportem o stanie mediów tradycyjnych. Autor w głównej mierze stara się przybliżyć czyhające na nie zagrożenia. W tym celu pomocne jest dostrzeżenie zmian zachodzących w funkcjonowaniu społeczeństw. Prędzej czy później zmiany te wywierają istotny wpływ na media, a tym samym na samą demokrację. Nie można tego bagatelizować.

Bernard Poulet, „Śmierć gazet i przyszłość informacji”, tł. O. Hedemann, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011