Newsletter

Raj utracony (na szczęście)

Tomasz Mincer, 29.11.2011
Wielkie projekty mające zbawić ludzkość niosą za sobą równie wielkie zagrożenia

Książka Macieja Zięby, zakonnika, filozofa (i absolwenta fizyki) jest napisana z pasją. Autor stawia sobie ambitne zadanie przywrócenia należnego miejsca i znaczenia trzem rysom europejskiej tożsamości w ich twórczym i etycznym powiązaniu ze sobą: cywilizacji Christianitas, epoki oświecenia i projektu „otwartego społeczeństwa” Karla Poppera.

Pasja ta wypada rzetelnie zwłaszcza w pierwszej części książki, poświęconej szeroko pojętej, europejskiej Christianitas, duchowej i materialnej rzeczywistości Starego Kontynentu Wieków Średnich. Zięba dołącza do grona apologetów media tempora, rozprawia się z przekłamaniami dotyczącymi epoki, wskazując źródła propagandy (oświecenie, idea postępu czy, nie wprost, reformacja). Tak w pierwszej, jak i kolejnych częściach znajdziemy sporo odwołań do źródeł i omówień współczesnych badaczy, co stanowi zachętę do dalszego zgłębiania niuansów życia dawnych wieków. Całość nie wypada przy tym nudno czy sztampowo. To nie jest akademicka „dłubanka” z olbrzymią ilością suchych przypisów.

Zięba nie gloryfikuje średniowiecza; autorowi chodzi o to, by „oddać sprawiedliwość ludziom, ich dziełom oraz czasom, w których przyszło im żyć” (por. s. 55). Podkreśla dziejową kontynuację: „Historia zna pojęcia raptownej zmiany, ale nade wszystko jest nauczycielką ciągłości” (s. 27). I choć Christianitas w pewnym momencie dobiega swego kresu, to przejście w epokę renesansu jest tylko pozornie od średniowiecza oderwane. Jest jego kontynuacją i szkoda, że autor nie pochylił się np. nad myślącymi wciąż średniowiecznymi kategoriami reformatorami chrześcijaństwa.

Wiek Rozumu bywa przez autora określany mianem antychristianitas. To właśnie w czasie największego chyba w naszych dziejach rozkwitu nauk  (ścisłych) wytaczano działa przeciwko „niegdysiejszym zapóźnieniom”: mitologicznemu myśleniu, pobożności etc. Autor punktuje ograniczenia takiego podejścia, ilustrując je bogato ciekawymi przykładami. Czasami jednak wydaje się, że czyni to zbyt lekką ręką, jak w przypadku Ernesta Renana, autora słynnego „Żywota Jezusa”, ukazującego postać żydowskiego Mesjasza jako tylko człowieka.

Domykającą częścią eseju Zięby jest ucieczka od społeczeństw tzw. weritalnych, „niekrytycznych wobec wyznawanej prawdy” (dotyczy to w równym stopniu społeczeństw Europy średniowiecznej, jak i zadufanych w sobie scjentystów). Ucieczka prowadzi autora do zdystansowanego wobec wszelkich ideologii i łowcy totalitaryzmów, filozofa Karla Poppera. Jednak i tu Zięba wyczuwa niedociągnięcia, zwłaszcza ze sposobem wyrywkowego traktowania myśli autora „Społeczeństwa otwartego”. Autor ubolewa, że  „(…) teza »nie ma prawdy absolutnej« uzyskała status takiej właśnie ponadkulturowej i ponadczasowej prawdy” (s. 134). Zwraca uwagę, że sam Popper dystansuje się wobec tej tezy.

Rozwiązanie tego dylematu Zięba upatruje w jakimś bliżej nieokreślonym sojuszu ludzi otwartych, postępowych i religijnych, którzy są w stanie toczyć z sobą niezideologizowaną debatę w duchu Karla Poppera. Od słów przechodzą zaś do czynów, metodą tzw. drobnych kroków. Bo wielkie projekty mające zbawić ludzkość niosą za sobą równie wielkie zagrożenia. A tego po doświadczeniach XX wieku wszyscy chcieliby uniknąć…

Maciej Zięba, „Nieznane, niepewne, niebezpieczne? Szkic o Europie”, PIW, Warszawa 2011

*Tomasz Mincer – publicysta