Wybór Wrocławia na Europejską Stolicę Kultury 2016 wzbudził wiele komentarzy i emocji, często skrajnych. Każda selekcja tej rangi jest trudna i zawsze będzie wzbudzać kontrowersje. Ja także mam ambiwalentny stosunek do tego werdyktu. Wrocław był moim zdaniem najlepszym kandydatem i wygrał zasłużenie. To piękne i symboliczne ukoronowanie długiego pasma sukcesów stolicy Dolnego Śląska. Dla Wrocławia jednak to wisienka na torcie. Miasto i bez tytułu ESK znajduje się już po jasnej stronie księżyca. Tytuł ESK 2016 mógłby być za to wielkim impulsem rozwojowym dla tych miast, których ostanie lata nie rozpieszczały. Mogłyby pokazać, że nie tylko „piękni i bogaci” zasługują na uznanie. Zwycięstwo Lublina czy Katowic byłoby ważnym sygnałem, że peryferyjność nie jest dana raz na zawsze, że kiedy się chce, to można wyciągnąć miasto z marazmu. Co znamienne, zakończony właśnie w Poznaniu Kongres Ruchów Miejskich zaapelował o solidarność między miastami, zwłaszcza tymi, które muszą zmagać się dziś z wieloma poważnymi problemami.
Wygrał jednak Wrocław i nie jest to bynajmniej powód do narzekania. Po pierwsze, patrząc z perspektywy Polski, wygrał zdecydowanie najlepszy kandydat. Po drugie, jeśli spojrzymy z perspektywy europejskiej, to wrocławska stołeczność może wykroczyć daleko poza standardowe imprezy kulturalne i tchnąć nowego ducha w integrację europejską.
W każdym z miast kandydackich, dzięki staraniom o tytuł ESK, zostały uwolnione ogromne pokłady pozytywnej energii, sprzyjającej tworzeniu się kapitału społecznego. Mieszkańcy miast poczuli się obywatelami, zaczęli mieć świadomość, że miasto należy też do nich i mogą w istotny sposób wpływać na jego jakość. W pierwszych komentarzach komisja zwróciła uwagę, że o wyborze decydowało przede wszystkim obywatelskie, oddolne zaangażowanie mieszkańców miast. W tym przypadku Wrocław był absolutnym liderem. Co najmniej od czasów katastrofalnej powodzi w 1997 roku mieszkańcy Wrocławia stanowią silnie zintegrowaną wspólnotę. Duch wspólnotowy, który się wtedy wytworzył, nie ulotnił się polskim zwyczajem w kłótniach i lokalnych egoistycznych grach interesu. Miasto stawiało sobie coraz to nowe cele: EXPO, EIT, EURO2012, wreszcie: ESK2016. We wszystkich tych staraniach pierwszoplanową rolę odgrywały oddolne, obywatelskie inicjatywy. Mimo, iż niektóre z nich kończyły się spektakularnymi porażkami, obywatelska energia nie zmieniała się w słomiany zapał. Wrocław udowodnił – i to nie jeden raz, a kilka razy – że jego siłą są mieszkańcy i ich zaangażowanie w tworzenie swojego miasta. W przypadku innych miast, gdzie zaangażowanie obywatelskie uruchomiła dopiero rywalizacja o ESK, czas próby dopiero nadchodzi. Najbliższe lata pokażą, czy ta energia zostanie wykorzystana z pożytkiem dla miast, czy utopi się ją w kłótniach, rozliczeniach i narzekaniach na „decyzje polityczne”.
Wrocław jako Europejska Stolica Kultury może stać się czymś więcej, niż tylko miejscem, gdzie przez rok odbywać się będą mniej lub bardziej udane imprezy kulturalne. Unia Europejska mogła powstać tylko dzięki pojednaniu francusko-niemieckiemu, czego symbolem stał się Strasburg – miasto, do którego pretensje rościli sobie Francuzi i Niemcy. Przez lata to właśnie francusko-niemiecki motor napędzał integrację europejską. Dziś mówi się coraz częściej, że nowa Unia potrzebuje też nowej energii i nowych liderów. Coraz odważniej wskazuje się na polsko-niemiecki tandem, mający nadawać ton integracji europejskiej. Trudno sobie wyobrazić lepszy symbol takiej współpracy (może poza Gdańskiem), niż właśnie Wrocław.
Dzisiejsza Europa zmaga się z poważnym problemem migracji, a poszczególni liderzy ogłaszają bankructwo idei wielokulturowości. Kontekst ten stwarza życiową rolę, jaką na europejskiej scenie może odegrać Wrocław. Powojenny Wrocław stworzyli od podstaw emigranci, jego siła leży właśnie w tym specyficznym kapitale społecznym. Trudno znaleźć w najnowszej historii Europy bardziej spektakularny przykład rekonstrukcji tożsamości metropolii, gdzie dokonała się zupełna wymiana ludności. Ze swojej wyjątkowo skomplikowanej i tragicznej historii Wrocław uczynił największy atut – wielokulturowość stała się jego siłą, a nie traumatycznym balastem. Miasto emigrantów, którzy zaakceptowali i pokochali wielokulturową historię swojego miasta, może przywrócić Europie jej prawdziwego ducha.


