Newsletter

Wyzwania rynku pracy w XXI wieku

Ewa Lisowska, 25.11.2011
Źródła dzisiejszego deficytu pracy wynikają z bardzo dynamicznego rozwoju nowych technologii komputerowych w ostatnich dwóch dekadach

Choć dziś na świecie wiele osób nie ma pracy (wg Międzynarodowej Organizacji Pracy –200 milionów), nie znaczy to, że w następnej dekadzie też tak będzie. Źródła dzisiejszego deficytu pracy wynikają z bardzo dynamicznego rozwoju nowych technologii komputerowych w ostatnich dwóch dekadach. Także: z nierównomiernego podziału pracy i kryzysów ekonomicznych pojawiających się w różnych regionach świata. Kryzysy te pociągają za sobą czasowe ograniczanie zatrudnienia i przyczyniają się do wzrostu bezrobocia.

Jeśli wierzyć twórcom teorii cykli koniunkturalnych, uda się przezwyciężyć spowodowany przez rynki finansowe kryzys światowy i wyjść z niego z nowym spojrzeniem na ekonomię. A to może zaowocować zwiększeniem podaży pracy. Są kraje i kontynenty (np. Afryka), gdzie gospodarka się nie rozwija, bo nie ma popytu na dobra i usługi. Miejscowa ludność w większości pozostaje bez pracy i bez dochodów. Gdyby dopuścić do wytwarzania żywności w tych krajach (np. przez wycofanie się z dopłat dla rolnictwa w państwach wysokorozwiniętych), to powstałoby w nich wiele miejsc pracy. Uzyskane z niej dochody wyzwoliłyby z kolei popyt na dobra i usługi.

W krajach wysokorozwiniętych, w tym także w Polsce i innych państwach UE, ubywa przede wszystkim pracy fizycznej. Era społeczeństwa wiedzy promuje ludzi wykształconych i dokształcających się, dlatego też wśród bezrobotnych najwięcej jest osób o niskim poziomie edukacji. Jednocześnie mężczyźni z wykształceniem zasadniczym zawodowym wciąż łatwiej znajdują pracę niż kobiety o takim wykształceniu. Jest więc zapotrzebowanie na spawaczy, elektryków, hydraulików, ochroniarzy; kurczy się natomiast popyt na krawcowe, szwaczki, woźne, pomoce kuchenne. Jedne zawody znikają z rynku (np. bednarz, zdun, krawcowa, praczka, stenotypistka, zecer), inne się pojawiają (np. kurier, kosmetolog, informatyk, marketingowiec).

Co jeszcze nas czeka? Upowszechniać się będą różne formy elastycznego zatrudnienia i dzielenia się pracą. Etat na całe życie odchodzi w przeszłość, podobnie stabilne miejsce pracy w dużym przedsiębiorstwie. Należy uznać za normę, że przeciętna kariera zawodowa będzie się składała z kilku zawodów wykonywanych u wielu pracodawców. Rozwinie się samozatrudnienie, zatrudnienie na zlecenie i w ramach konkretnego projektu.

Potrzebne są zatem uregulowania prawne, które dopuszczają szeroką gamę elastycznych form pracy dla kobiet i mężczyzn oraz zapobiegają gorszym warunkom pracy niż w wypadku etatu (np. gdy stawka godzinowa za pracę w niepełnym wymiarze nie jest taka sama, jak w wypadku pełnego etatu). Pracownicy niepełnoetatowi dysponują takimi samymi przywilejami, co pełnoetatowi – podobnie jak zatrudnieni na umowę zlecenie czy o dzieło.

Boom edukacyjny obserwowany w Polsce w ostatnich dekadach jest przede wszystkim odpowiedzią na wyzwania rynku pracy. Ludzie kształcą się, bo mają nadzieję, że z większą liczbą dyplomów w kieszeni będzie im łatwiej znaleźć pracę.

Obserwuje się, szczególnie w Polsce, że boom edukacyjny w większym stopniu dotyczy kobiet niż mężczyzn. Kobiet jest więcej wśród studentów (57 proc.), jak i wśród słuchaczy studiów podyplomowych (68 proc.). Z danych statystycznych i badań wynika, że kobiety mają trudniejszy dostęp do pracy z powodu postrzegania ich przez pracodawców jako mniej dyspozycyjnych pracowników, bo obarczonych opieką nad dziećmi. Jako osoby o mniejszych szansach na rynku pracy, kobiety większą wagę przywiązują do kształcenia się i zdobywania nowych umiejętności.

Podczas gdy kobietom wciąż trudniej jest konkurować z mężczyznami, również pracodawcy mają utrudniony dostęp do pracowników, których naprawdę potrzebują – robotników wykwalifikowanych, techników i inżynierów. Zbyt wysokie bowiem jest w Polsce zainteresowanie studiami humanistycznymi, a zbyt niskie studiami technicznymi, do czego w ogromnym stopniu przyczyniła się krótkowzroczna decyzja sprzed lat o rezygnacji z obowiązkowego egzaminu z matematyki na maturze. Choć egzamin ten został przywrócony rok temu, to potrzeba kilkunastu lat, żeby nadrobić powstałe z tego tytułu szkody.

Edukacja w Polsce nie jest zresztą dostosowana do zmian, które dokonują się w gospodarce globalnej. Opiera się na zapamiętywaniu wielu faktów, a nie na ćwiczeniu rozumienia tekstu, zadawaniu pytań, samodzielnym myśleniu i rozwiązywaniu problemów czy nabywaniu praktycznych życiowych umiejętności. Uczniowie nie potrafią korzystać z przyswojonej i dostępnej wiedzy, a w epoce szybkich zmian jest to najważniejsza z umiejętności. Zajęcia plastyczne i muzyczne są niesłusznie wycofywane ze szkół, bowiem nie dość, że wszechstronnie rozwijają, to jeszcze stwarzają szanse na ujawnienie się talentów. Talentów,  które mogą zostać spożytkowane w postaci własnej działalności gospodarczej.

Do kanonu edukacji przyszłości można zaliczyć – cytując za Denisem Waitley’em, autorem książki „Ziarna wielkości” – rozwijanie takich umiejętności i cech, jak:  umiejętność komunikowania się (pisemnie i ustnie); umiejętność analizowania problemu i jego rozwiązywania; efektywne wykorzystanie komputera i Internetu; umiejętność uczenia się przez całe życie (lifelong learning); oswojenie ryzyka i otwartość na ciągłe wyzwania; traktowanie porażek jako cennego doświadczenia; uczciwość; pasja i zaangażowanie; przyjmowanie osobistej odpowiedzialności za swoje życie; kreatywność i przedsiębiorczość.

Wciąż jednak mamy poczucie braku ładu światowego, który służyłby dobrobytowi wszystkich obywateli. Nie wiemy, jak odpowiedzialnie korzystać z wolności i demokracji. Doświadczamy końca ery industrialnej i przechodzimy do ery informacji i wiedzy. Coraz mniejsze jest (i ten trend się utrzyma) zapotrzebowanie na pracę fizyczną, za to rośnie popyt na pracę umysłową i różnego rodzaju usługi. Rozwój nowych technologii generuje bardzo szybkie zmiany, burzy dotychczasowe reguły postępowania, łączy się z częstymi życiowymi porażkami, które należy oswoić; wymaga od ludzi elastyczności i przedsiębiorczości.

Dzięki postępowi technologicznemu powstają nowe formy i miejsca pracy: rozkwit małych przedsiębiorstw, często wirtualnych, praca na odległość z wykorzystaniem komputera i internetu, rozwój usług turystycznych, rekreacyjnych, żywieniowych, terapeutycznych, doradczych i z pewnością wielu innych, których nie sposób dzisiaj dostrzec i nazwać.

Duże firmy coraz mocniej będą odczuwały trudności z utrzymaniem się na rynku. Dlaczego? Poszczególne działy będą z nich wychodziły, autonomizowały się, a to stwarza szansę dla rozwoju mikroprzedsiębiorstw. Upowszechni się praca dorywcza (w USA największym prywatnym pracodawcą jest Manpower Inc. – wielka agencja pracy tymczasowej), a także praca na zlecenie i przy projektach.

Jaka powinna być zatem rola państwa w obliczu zmian naszkicowanych powyżej? Jak najmniejsza, gdy chodzi o rynek – jak najmniej regulacji, biurokracji, a więcej swobody gospodarczej i sprzyjających warunków dla rozwoju przedsiębiorczości. Państwa natomiast powinno być więcej gdy chodzi o ochronę obywateli przed negatywnymi skutkami gospodarki wolnorynkowej. Czyli: zabezpieczenie socjalne dla tych wszystkich, którzy z powodu czasowej utraty pracy, choroby, inwalidztwa nie są w stanie funkcjonować na minimalnym poziomie.

*Ewa Lisowska – dr ekonomii, pracuje w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Jedna z założycielek Międzynarodowego Forum Kobiet – stowarzyszenia właścicielek i menedżerek firm, prezeska MFK w latach 1993-2006. Redaguje czasopismo „Kobieta i Biznes”. W latach 2004-08 kierowała zespołem ds. opracowania Gender Index – wskaźnika równego traktowania kobiet i mężczyzn w miejscu pracy. Ostatnio wydała „Równouprawnienie kobiet i mężczyzn w społeczeństwie” (2010)

Opracowanie i redakcja: Aleksandra Kaniewska.