Newsletter

Maszerujmy albo gińmy

Kordian Kolbiarz, 25.11.2011
Rynek pracy zmienia się w zawrotnym tempie. Tymczasem publiczne służby zatrudnienia, odpowiedzialne za jego obsługę i kreowanie efektywnych rozwiązań, w większości drepczą w miejscu

Obecny czas kryzysu gospodarczego obnażył w sposób ewidentny wszystkie słabości trawiące od lat urzędy pracy. Zawsze byliśmy silni wielkością i pieniędzmi, jakimi corocznie dysponowaliśmy. W sytuacji ich braku zachowujemy się jak dzieci we mgle, a samorządy coraz chętniej tną etaty w pozbawionych znaczących funduszy „pośredniakach”.

Bogaty Fundusz Pracy (FP) był studnią, z której czerpaliśmy pełnymi garściami. Wszyscy byli zadowoleni. Samorządy, bo w końcu były to środki na aktywizację wydawane na ich terenie; pracodawcy, którzy byli zasypywani darmowymi stażystami i pieniędzmi na tworzenie nowych miejsc pracy; i wreszcie sami pracownicy urzędów, bo zdołali wydać miliony, a statystki wyglądały imponująco.

Tymczasem głównym zadaniem urzędów pracy jest pośredniczenie między pracodawcą, a bezrobotnym. Po to pracodawcy płacą składki na Fundusz Pracy i z własnych podatków opłacają nam wynagrodzenia, aby móc oczekiwać należnego wsparcia. Istotą działalności Powiatowych Urzędów Pracy (PUP) nie powinna być dystrybucja pieniędzy – lepiej w takim razie znieść w ogóle składki na FP i zostawić te pieniądze pracodawcom, którzy z pewnością wydadzą je lepiej niż urzędnicy.

Dotacje i inne subsydia są bardzo łatwe do wydania – jednak wbrew pozorom jako tzw. instrumenty popytowe nie przynoszą trwałych zmian na rynku pracy. O wiele trudniejsze w realizacji są instrumenty podażowe, które zmuszają urzędnika do indywidualnej pracy z osobą bezrobotną, dzięki czemu to rozwiązanie jest o wiele bardziej efektywne.

Niestety w przeważającej liczbie beneficjentami środków Funduszu Pracy byli bezrobotni, którzy i bez tej pomocy świetnie poradziliby sobie na rynku pracy. Tymczasem ci, którym powinniśmy w pierwszej kolejności pomagać np.: długotrwale bezrobotni, młodzież czy osoby powyżej 50 lat, na co dzień pozostawieni są sami sobie. Do dziś nie funkcjonują spójne systemy monitoringu i ewaluacji działań PUP. Przeciwnie: prowadzone obecnie pomiary efektywności w tym obszarze są tak niedoskonałe, że zamiast wyznaczać kierunki pożądanych zmian, tak naprawdę fałszują obraz rynku pracy.

Urzędy pracy muszą się zmieniać, aby stać się potrzebnym i pomocnym ogniwem instytucjonalnej obsługi rynku pracy. Urzędnik (pośrednik pracy, doradca zawodowy) powinien być wynagradzany za wymierne efekty swojej działalności. Im większej liczbie osób pomoże znaleźć pracę (niesubsydiowaną), tym większe powinien otrzymywać wynagrodzenie.

Bardzo dobrym posunięciem Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej było wprowadzenie standardów rynku pracy i wyodrębnienie z urzędów pracy Centrów Aktywizacji Zawodowej (CAZ), które skupiają się wyłącznie na obsłudze osób bezrobotnych. Kolejnym krokiem powinno być podjęcie próby „zsieciowania” najlepiej funkcjonujących CAZ. Ministerstwo po opracowaniu tzw. kryteriów dostępu do sieci, dokonywałoby cyklicznych audytów (np. w formie „tajemniczego klienta” itp.) , zaś najlepsze z Centrów otrzymywałoby okresowe, ministerialne certyfikaty jakości.

Centra skupione w ogólnopolskiej sieci występowałyby pod wspólnym logo, posługiwały się identycznymi ulotkami i broszurami (oszczędność), prowadziły identyczny system szkoleń ze standardów obsługi klienta, miały wspólną stronę internetową, jeden system monitoringu działań, dress code, system call center ukierunkowany na obsługę klienta. Najważniejsze jest jednak to, że w takim systemie efektywniejsza byłaby realizacja programów specjalnych i pilotażowych, które w największym stopniu pomagają osobom bezrobotnym. Przykładem mogą być przygotowywane przez nyski urząd pracy dwa programy pilotażowe: „bezpieczny senior” i „debiutant na polskim rynku pracy”.

„Bezpieczny senior” jest programem adresowanym do osób w wieku powyżej 50 lat i opiera się na umożliwieniu urzędom pracy pełnienia roli swoistej agencji pracy tymczasowej. Rynek pracy tymczasowej rozwija się w bardzo szybkim tempie. Jednak agencje prywatne zainteresowane są głównie zatrudnianiem w ten sposób osób młodych. Z drugiej strony, osoby starsze oczekują przede wszystkim zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Stąd też preferują one współpracę z urzędem, a nie z prywatnymi agencjami.

Z kolei „Debiutant na polskim rynku pracy” jest programem adresowanym do bezrobotnej młodzieży, nieposiadającej doświadczenia zawodowego. Jego głównym celem jest wspieranie mobilności zawodowej młodych ludzi. W ramach programu każdy młody człowiek, który zgłosi do niego swój akces, otrzyma imienną kartę (na wzór np. karty kredytowej), uprawniającą do korzystania z wielu form wsparcia (zwrot kosztów dojazdu do pracy, zwrot kosztów zakwaterowania, premia za samodzielne znalezienie zatrudnienia, bon na dowolne szkolenie przydatne w miejscu pracy). Warunkiem skorzystania z profitów programowych będzie znalezienie zatrudnienia powyżej 50 kilometrów od miejsca zamieszkania.

Ponadto na potrzeby ww. projektu powstanie strona internetowa (lub podstrona portalu „zielona linia”) z kompleksową informacją o projekcie, intranetem i bazą tanich noclegów. Jednym z elementów programu jest także wykorzystanie w sezonie wakacyjnym akademików i studenckich miejsc noclegowych dla młodzieży poszukującej sezonowej pracy. Istotą programu jest to, że w poszukiwaniu pracy poza domem młody człowiek nie będzie skazany wyłącznie na kontakt ze „swoim urzędem pracy” – gdziekolwiek trafi, będzie miał pewność, że po okazaniu „karty” w jakimkolwiek urzędzie pracy, uzyska profesjonalną i zindywidualizowaną pomoc.

W ubiegłym roku projekt PUP Nysa „Budowa domów poprzez system szkoleń osób bezrobotnych”, jako jedyna w historii polska inicjatywa tego typu, zdobył w Madrycie główną nagrodę w konkursie „europejskie nagrody przedsiębiorczości”. W przyszłym roku za pomocą tego systemu zamierzamy zbudować osiedle domów socjalnych. Projekt łączy w sobie efektywność (nic tak nie uczy jak szkolenie na prawdziwym placu budowy), szczytny cel społeczny i ogromne oszczędności finansowe dla inwestora (gminy). Projektem zainteresowali się Niemcy, Czesi i Szwedzi – w Polsce, niestety, praktycznie nikt.

Można uznać, że Powiatowe Urzędy Pracy nie są zdolne do kreowania dobrych rozwiązań i nie mają żadnego wpływu na rynek pracy. Można uznać, że o wszystkim decyduje gospodarka, rząd i ministrowie. Ale można też chcieć coś zmienić.