Newsletter

„Łupki” dla Europy

Magdalena Heczko (Śliwka), 15.11.2011
Eksploatacja gazu na terenie Unii, byłaby dla Europejczyków bezpieczniejsza niż dostawy surowca z Rosji. Polska jest pewniejszym partnerem

Otwarcie gazociągu północnego ponownie uruchomiło dyskusję o negatywnych konsekwencjach rurociągu dla Polski. Nie ulega wątpliwości, że Nord Stream nie jest dla nas korzystnym rozwiązaniem. Stracimy część wpływów związanych z przesyłem gazu na Zachód. A w najczarniejszym scenariuszu, Rosja mając możliwość bezpośredniego przesyłu z pominięciem Polski, może odciąć nam dostawy tego surowca. Gazociąg został uruchomiony, czy nam się to podoba, czy nie. Nad rozlanym mlekiem nie ma co biadolić.

Trzeba pamiętać, rzecz jasna, o atmosferze powstawania gazociągu. O braku konsultacji z państwami nadbałtyckimi. O niedostatecznie głębokim umieszczeniu rury na dnie morza, co uniemożliwi w przyszłości żeglugę statkom o większym niż obecnie zanurzeniu. Pamiętać należy o współpracy Putina i Schrödera – ówczesnego niemieckiego kanclerza, który po zakończeniu aktywności politycznej znalazł zatrudnienie w konsorcjum budującym gazociąg. To pozostanie dla nas ważną lekcją.

Ale w chwili obecnej przed polską energetyką stoją istotniejsze kwestie, na które mamy realny wpływ. Czeka nas m.in. trudna batalia o możliwość wydobywania gazu łupkowego. Musimy zadbać o rzetelne zbadanie możliwości eksploatacji.

W związku z wydobyciem gazu łupkowego w USA, ceny gazu spadły o połowę w ciągu trzech lat. Natomiast Europa, przed ostatecznym zbadaniem możliwości wydobycia, okazała się sceptyczna. We Francji w ogóle wydano zakaz wydobycia gazu z łupków. Głównym argumentem podnoszonym w Europie jest negatywny wpływ na środowisko. Zaskakujący jest brak działania w poszukiwaniu możliwości wydobywania gazu.

Europa, która nie posiada bazy surowcowej zaspokajającej istniejące zapotrzebowanie, tym bardziej powinna czuć się zmobilizowana do poszukiwania możliwości ich eksploatacji. A nie dość, że nie mamy wystarczającej ilości surowców, to Rosja – główny dostawca gazu jest niestabilnym i niepewnym partnerem, co odczuliśmy już w przeszłości. I o ile niechęć Rosji co do łupków jest uzasadniona ze względu na mniejsze zyski, nie tylko finansowe, ale także polityczne, to nie do końca racjonalna jest niechęć państw europejskich.

Obecnie ponad jedna czwarta europejskiego gazu pochodzi z Rosji i według prognoz ten udział będzie w najbliższych latach wzrastał. Nikt raczej nie powinien mieć wątpliwości, że eksploatacja gazu na terenie Unii, byłaby dla Europejczyków bezpieczniejsza niż dostawy surowca z Rosji. Polska jest pewniejszym partnerem. Zarówno z powodu zupełnie innej kultury sprawowania władzy i prowadzenia polityki, obowiązujących zasad demokracji i wolnego rynku, jak również z powodu przynależności do Unii.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna, zajmująca się dostarczaniem informacji statystycznych o światowych rynkach surowców, w opublikowanym właśnie raporcie podkreśla, że w najbliższych latach to właśnie gaz może być szansą na sprostanie wymogom klimatycznym i redukcji CO2, a te Unia postawiła sobie bardzo ambitne (zmniejszenie emisji o 20% do 2020 r.).

W najbliższych kilkunastu latach rozegra się kolejna walka o układ sił na świecie. Żadne państwo europejskie nie będzie w stanie samodzielnie konkurować na globalnej mapie interesów. Jeśli Europa chce się liczyć w tym wyścigu, to tylko jako silny, zjednoczony podmiot. Żeby być istotnym decydentem musimy być stabilni i niezależni. A energetyka jest jednym z kluczowych elementów decydujących o naszej pozycji. Bez energii nasza gospodarka nie będzie działać, społeczeństwa nie będą prawidłowo funkcjonować, a duże uzależnienie negatywnie wpłynie na poziom cen. Jeśli nie chcemy zostać zmarginalizowani, musimy wyzbyć się prowadzenia krótkowzrocznych, egoistycznych polityk narodowych, w tym polityki energetycznej na rzecz wspólnych, solidarnych działań. Jeśli tego nie zrobimy, wcześniej czy później poniesiemy konsekwencje.

Prowadzenie długofalowej polityki wymaga otwartości, strategicznego myślenia i wyzbycia się obaw, że duże złoża mogą zmienić układ sił na mapie Europy. Kraje Unii zamiast nadmiernego skupiania uwagi na konkurowaniu ze sobą, powinny zacząć dbać o silniejszą pozycję całej Wspólnoty. I to jest właśnie najtrudniejsze zadanie jakie stoi obecnie przed politykami. Łagodzenie narodowych egoizmów na rzecz solidarnych działań na poziomie całej Unii, które ostatecznie zdecydują o przyszłości i pozycji Europy.