Newsletter

Oblężenie prawicy

Krzysztof Jaskułowski, 05.11.2011
Prawica jest zmuszona do uderzenia w ton zagrożenia, nawoływania do zwierania szeregów i obrony „Narodu” przed wrogami

Niemal natychmiast po ogłoszeniu wyników wyborów do parlamentu rozpętała się debata. Czy kolejna z rzędu przegrana Prawa i Sprawiedliwości to zapowiedź zmierzchu, a przynajmniej spadku znaczenia na długie lata prawicy w Polsce? Czy niespodziewany sukces Ruchu Palikota stanowi dowód na przesunięcie się sympatii politycznych społeczeństwa polskiego na lewo? Jak interpretować bezprecedensowe po 1989 roku zwycięstwo partii rządzącej? Dyskusje nie milkną, mnożą się interpretacje, sypią argumenty. Dwie rzeczy wymagają jednak podkreślenia.

Wybory uwidoczniły przede wszystkim słabość polskiej lewicy. Największym przegranym jest Sojusz Lewicy Demokratycznej, który nie potrafił zmobilizować ani „ludzi pracy”, ani wyborców zainteresowanych liberalizacją światopoglądową. Dla tych ostatnich atrakcyjniejszy okazał się Ruch Palikota. Jednak wbrew nadziejom wielu publicystów, Ruch trudno jednoznacznie utożsamiać z lewicą.

W sferze aksjologicznej niewątpliwie partia Palikota reprezentuje ideologię lewicową. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę program gospodarczy, skład społeczny klubu poselskiego (nadreprezentacja przedsiębiorców) i podejście jej lidera do polityki, to sytuacja wydaje się bardziej złożona.

Poparcie dla Ruchu jest raczej wyrazem protestu wobec establishmentu, niż opowiedzeniem się za jakąś klarowną opcją polityczną. Nie można również wykluczyć, że ta dość przypadkowa „zbieranina” nie rozsypie się, gdy osobliwy milioner, zainteresowany głównie utrzymywaniem się w centrum uwagi mediów i swoją własną karierą, nie dokona kolejnej wolty. Ruch Palikota stanowi póki co zagadkę, na pewno jednak, mówiąc kolokwialnie, utrudni życie prawicy, której jedynym liczącym się przedstawicielem jest Prawo i Sprawiedliwość. Przynajmniej na razie.

Jednym z głównych problememów prawicy w Polsce, nie licząc uporania się z narastającymi wewnętrzymi tarciami, jest niemożność zerwania ze specyficznym stylem uprawiania polityki, który można określić mianem symboliczno-mitycznego. Niemal cała energia prawicy wyczerpuje się w manipulowaniu emocjonalnie nacechowanymi symbolami. Najbardziej jaskrawym przykładem tej polityki, aczkolwiek nie jedynym, była tzw. obrona krzyża na Krakowskim Przedmieściu.

Bardziej niż sprawne funkcjonowanie systemu politycznego czy ekonomicznego, polską prawicę pochłaniają działania mające na celu budowanie i umacnianie narodowej tożsamości, i odpieranie ataków na „dobre imię Polski”. Przesadne odwoływanie się do narodowych symboli o dużym ładunku uczuciowym konsoliduje jednak tylko zwolenników prawicy, równocześnie tworzy wyraźną granicę między „my” i „oni”. Między „prawdziwymi Polakami” i, by użyć sformułowania Romana Dmowskiego, „pół-Polakami”, niepodzielającymi prawicowych interpretacji rzeczywistości, którzy stawiani są poza nawiasem narodowej wspólnoty. Prawica wytwarza atmosferę zagrożenia: polski naród znajduje się w stanie permanentnego oblężenia nie tylko przez wewnętrznych wrogów (np. Ruch Autonomii Śląska, liberałowie, agenci itd.), lecz również zewnętrznych (np. Rosja, Niemcy).

Polityka symboliczna odpowiada pewnym rzeczywistym potrzebom społecznym, zatem socjologiczną naiwnością jest oczekiwanie, że wyborcy których taka wizja polityki pociąga, nagle zmienią swoje preferencje polityczne. Aby wygrać elekcję prawica musi jednak przedstawić jakiś realistyczny program, będący odpowiedzią na gospodarcze, społeczne i polityczne wyzwania stojące przed Polską. Program, który przyciągnąłby wyborców myślących w większym stopniu w utylitarnych kategoriach.

Jest to podstawowy dylemat, przed którym stoi polska prawica: jak przyciągnąć umiarkowanych wyborców, nie tracąc równocześnie twardogłowego elektoratu? Dylemat tym trudniejszy, że obecność w sejmie Ruchu Palikota, którego lider słynie z widowiskowego i hałaśliwego stylu uprawiania polityki, będzie prowokować prawicę do uderzenia w ton zagrożenia, nawoływania do zwierania szeregów i obrony „Narodu” przed wrogami. Słowem – do zamykania się w granicach polityki symbolicznej, ze wszystkimi tego konsekwencjami.