Newsletter

Solidarność cięć

Jarosław Makowski, 06.11.2011
O stojących przed rządem wyzwaniach, cięciach budżetowych, krzyżu w Sejmie i rosnącej roli państwa w obliczu kryzysu

Grzegorz Rzeczkowski: Mija trzy tygodnie od wyborów i ani słowa o planach nowego rządu i jego składzie. Zamiast tego dyskusje o krzyżu, Palikocie, Millerze w SLD, Schetynie i sporze z Tuskiem… A kryzys puka do drzwi coraz głośniej.

Jarosław Makowski: Kryzys puka nie od wczoraj, ani nie od tygodnia. Pierwsza jego fala uderzyła już w 2008 r. Wtedy pokazaliśmy, że można z nim skutecznie walczyć. I zarazem przygotować się do drugiego uderzenia (np. przedłużając elastyczną linię kredytową z Międzynarodowego Funduszu Walutowego). Za Abrahamem Lincolnem trzeba dziś powiedzieć, przyglądając się otaczającej rzeczywistości, że „polityk jest odpowiedzialny za statek, nie za fale”. Rząd ma tę świadomość, dlatego wychodzi z tej potyczki obronną ręką.

Ważne jest to, że mamy ciągłość i stabilność rządzenia. Tym bardziej, że premier planuje nie tylko rekonstrukcję rządu, ale również chce zmienić strukturę całej administracji rządowej. Dlatego potrzebuje czasu. W Polsce mamy kult działania za wszelką cenę. Mało kto pyta, czy to działanie jest efektywne.

Ale do expose premiera zostało miesiąc…

Dziś dużo ważniejsze jest, by cała Unia, której pracami kierujemy, wypracowała skuteczny plan antykryzysowy. Poza tym Platforma wygrała wybory, proponując strategię „inteligentnego rozwoju”. Zakłada ona, że mamy nie tylko własny autorski polski program modernizacyjny, ale także i tempo proponowanych zmian. Ta strategia jest opisana w programie „Następny krok. Razem”. Ta strategia zakłada także, że nie będzie nagłych i chaotycznych skoków, ale konsekwentny marsz.

Nie czuję się przekonany. PO sprawia wrażenie, jakby nie miała pomysłu na rządzenie, jakby szuflady z etykietą „Zmiany” były puste…

Zamiana dla zmiany to mało wyrafinowana strategia. Zmiana musi być po coś, i dla kogoś. Nigdy przeciwko komuś. Dobrze wiemy, co trzeba zrobić – reforma emerytur mundurowych, wydłużenie wieku emerytalnego, reforma KRUS, edukacji…

Przeprowadzając konieczne zmiany, trzeba jednak łączyć dwie kwestie: z jednej strony – zachować bezpieczne finanse publiczne, obniżając deficyt, a z drugiej – by przy okazji nie zamordować tego potencjału rozwojowego, który teraz w Polsce drzemie. Źle byłoby, gdyby rząd skupił się wyłącznie na cięciach, o czym marzą – i do czego zachęcają rząd – neoliberalni ekonomiści.

To strategia najprostsza.

Tyle, że w obecnej Polsce mało realistyczna, gdyż Polki i Polacy już wiedzą, że musi podnosić się jakość ich życia. Chcą mieć szansę realizacji własnych aspiracji, które nie mają już tylko charakteru konsumpcyjnego. Innymi słowy: nie ma mowy o skutecznych reformach, jeśli wszyscy przeciwko tym reformom się zbuntują. Wtedy rzeczywiście mamy w Polsce Grecję.

Jak podnosić jakość życia, gdy w planach są cięcia?

Skoro mówimy o cięciach, ważne jest, by nie dotknęły one tylko jednych, a drugich już nie. Dziś jest moment, że każdy powinien zrzec się – dla wspólnego dobra, w imię społecznej solidarności – choćby części swoich przywilejów. Nie tylko więc rolnicy, ale również artyści czy dziennikarze, którzy ochoczo tną innym, ale gdy ktoś zagląda do ich portfeli, zapał do reform radykalnie maleje.

W porządku, jak wszyscy, to wszyscy. Tylko, że jak PO będzie chciała zabrać się za KRUS, usłyszy od swego koalicjanta stanowcze „nie”.

Przy koalicji tylko z PSL może być to trudne. Trzeba jednak pamiętać, że wisi nad rządem wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że finansowanie z budżetu państwa składek zdrowotnych rolników – bez względu na ich dochody – jest niezgodne z konstytucją. Dlatego zmiany są nieuchronne.

Jeśli Polacy mają zrzec się części przywilejów, to muszą mieć mocne przesłanki do tego, by zaufać państwu. Trudno darzyć je zaufaniem, patrząc nie tylko na to, jak funkcjonuje nasza scena polityczna, ale również jak działają urzędy, sądy, uniwersytety, kolej, jak wygląda przestrzeń publiczna naszych miast.

A jaki mamy wybór? Albo zdamy sobie sprawę, że wszyscy razem płyniemy na tej polskiej łodzi, gdzie każdy z nas musi mocno i w tym samym tempie wiosłować, albo ją tak rozchybotamy, że w najlepszym razie wylądujemy na mieliźnie, a najgorszym, zatoniemy.

Czytaj całość

Źródło: polityka.pl