Newsletter

Święto Reformacji, kryzys Kościoła

Hans Börje Hammar, 31.10.2011
Kościół musi zdać sobie sprawę, że nie zrealizuje wszystkich swoich ambicji i nie wszyscy będą jego wyznawcami oraz uczniami. To nie jest wyraz pesymizmu, lecz realizmu

Opisywane przeze mnie problemy dotyczą szwedzkiego kościoła luterańskiego. Jestem jednak przekonany, że są niektóre z przytoczonych przeze mnie przykładów są odzwierciedleniem problemów Kościoła chrześcijańskiego

Kościół zawsze był pogrążony w kryzysie. Jednak wydarzenia ostatnich lat miały szczególnie negatywny wpływ na jego sytuację. W przypadku Kościoła luterańskiego w Szwecji dane mówią same za siebie. Liczba młodych ludzi, którzy przystąpili do konfirmacji spadła z 80 tys. w 1970 roku do 36 tys. w roku 2010. Coraz mniej osób bierze udział w uroczystych mszach świętych.

W 1991 uczestniczyło w nich 9 mln wiernych, w 2010 roku już tylko 4,6 mln. Jednocześnie coraz więcej członków wspólnoty decyduje się na odejście od Kościoła. W ciągu ostatnich dziesięciu lat podjęło taką decyzję aż pół miliona wiernych. Liczby te są niezbytymi dowodami na kryzys Kościoła.

Przyczyn tej sytuacji należy szukać już w XIX w. W centrum zainteresowań Europejczyków znalazł się wtedy indywidualizm i liberalizm. Pod  koniec ostatniego stulecia i na początku XXI wieku tendencje te stały się coraz bardziej widoczne. Robienie zakupów urosło do rangi niedzielnej rozrywki Szwedów. Wizyta w supermarkecie była dla nich substytutem niedzielnej mszy. Centra handlowe zyskały miano nowych świątyń. Społeczeństwo zostało zdominowane przez materializm. Na te negatywne zjawiska w nastawieniu człowieka do świata zwracał szczególną uwagę Jan Paweł II.

Historia pokazuje, że rola Kościoła rośnie, gdy społeczeństwo nękane jest politycznymi represjami. Trudno wtedy o poczucie bezpieczeństwa. A Kościół właśnie takie bezpieczeństwo zapewnia. Komunistyczne Niemcy Wschodnie czy Polska to doskonałe przykłady. Podobny fenomen było mi dane zaobserwować podczas mojego pobytu w Brazylii w okresie dyktatury generałów w latach 70.

Kościół stanowi oparcie także wtedy, gdy stajemy w obliczu katastrof. Zatonięcie promu Estonia w 1994 czy tsunami w Tajlandii w 2004, w których zginęły setki Szwedów, wstrząsnęły krajem. Choć Szwecja jest bardzo zsekularyzowana, wielu ludzi powróciło wtedy do Kościoła. Na poziomie lokalnym sytuacja wygląda podobnie po wszelkiego rodzaju wypadkach czy morderstwach. Szczególnie, gdy ofiarą pada dziecko.

Ludzie w czasach kryzysu zawsze będą zwracać się do Kościoła. A jego zadaniem będzie zapewnić im wsparcie. Jednak to nie jedyne wyzwanie przed jakim stoi dziś Kościół. Musi on także zyskać na znaczeniu w kręgach ludzi bogatych, wykształconych i  cieszących się dobrym zdrowiem. Tych, którzy żyją w czasach pokoju, nie naznaczonych politycznymi represjami, katastrofami czy bezrobociem.

Kościół musi zdać sobie sprawę, że być może nie uda mu się zaspokoić swoich ambicji i nie wszyscy będą jego wyznawcami oraz uczniami. Stwierdzenie to nie jest wyrazem pesymizmu, lecz realizmu. Niemniej jednak powinien tworzyć otwartą, dostępną dla wszystkich wspólnotę. Pokazać społeczeństwom, że potrafi znaleźć odpowiedzi na dręczące ludzkość pytania.

W Kościele powinno się przede wszystkim celebrować Eucharystię. Słowo Boże musi pełnić kluczową rolę. Aby dotrzeć to szerszych grup odbiorców, Kościół powinien jednak oferować różnorodne aktywności. Rozwiązaniem mogą być msze  zawierające element mistycyzmu wzorowane na tych odprawianych w klasztorze w  Taizé we Francji. Lub takie, w których bardzo dużą rolę odgrywa muzyka. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Johan Sebastian Bach był nazywany piątym ewangelistą.

Oferta Kościoła nie może bazować tylko na mszach świętych. Zbyt częste  komunikowanie Eucharystii może grozić, rozumianą w sposób negatywny, rutyną. Kościół niczego nie zyska także przez organizowanie wydarzeń, które cieszą się krótkotrwałym poklaskiem, nie mają jednak znaczenia w głębszym, duchowym sensie. Nie trzeba więc skupiać się na spektakularnych akcjach, ale na działaniach, które zawsze były znakiem Kościoła. Przykładem takiej aktywności będzie z pewnością działalność charytatywna.

Kryzys Kościoła i odwracanie się od niego wiernych ma też swoje odzwierciedlenie w sytuacji ekonomicznej wspólnot. Finansowa sytuacja Kościoła nigdy nie była tak trudna. Pozytywnie nie wpłyną na nią z pewnością zmiany demograficzne czy coraz mniejsza liczba wiernych przystępujących do konfirmacji. Trudno będzie Kościołowi w takiej sytuacji utrzymać ponad 3000 budynków, które dziś posiada. Co prawda państwo dostarczy w tym roku wsparcie w wysokości 50 mln Euro, ale nie będzie można polegać na tej pomocy w przyszłości.

Wysokie koszty utrzymania budynków mogą podkopać możliwości oferowania służby duszpasterskiej, a także innych społecznych aktywności. Jednym ze sposobów rozwiązania tej sytuacji jest sprzedanie budynków należących do Kościoła. Mogłyby one zostać wykorzystane na mieszkania, biura, restauracje czy muzea. W takim przypadku Kościół byłby zwolniony z opłat za niewykorzystywane przez niego budynki.

Zdecydowanie gorszym rozwiązaniem jest zamknięcie tych obiektów i tym samym pozwolenie na to, by niszczały i stały się smutnym testamentem kryzysu Kościoła. Mogłyby one też zostać ostrożnie wysadzone w powietrze. Ich ruiny zaś wpisałby być się w krajobraz dzielnic i odgrywały w nim estetyczną rolę. Lub zostać sprzedane innym wyznaniom chrześcijańskim tudzież muzułmanom. Najlepszym rozwiązaniem byłoby oczywiście, gdyby ludzie powrócili do kościołów w celu, w którym je zbudowano.

To tylko doraźne próby rozwiązania problemów. Odpowiedzią na trapiące dziś Kościół bolączki powinien być ekumenizm i szerzej zakrojona współpraca pomiędzy wierzącymi w tego samego Boga. To będzie jedyne rozwiązanie, by zadbać o duchowość w schwytanym przez materializm czasie.