Newsletter

„Tradycyjna” szkoła przyszłości

Magdalena Krawczyk-Radwan, 28.10.2011
Może się okazać, że tradycyjne formy i metody staną się skutecznym remedium na problemy z koncentracją, alienację i inne zakłócenia w procesie nowoczesnej komunikacji

Dyskusja o edukacji przyszłości ma bogatą przeszłość. W gruncie rzeczy, szkoła jaką znamy, jest produktem tej dyskusji. Dobrze pamiętać, że powszechna edukacja jest udanym projektem modernizacyjnym, którego triumfalny pochód zaczął się całkiem niedawno. Jednocześnie właściwie cały czas, od Rousseau mniej więcej, szkoła jest pod ostrzałem krytyki, na zmianę – a czasem równocześnie – z pozycji konserwatywnych i liberalnych.

Myśląc o edukacji przyszłości, trzeba mieć w zasięgu wzroku dwie perspektywy: przyszłość niedaleką i przyszłość nieco bardziej odległą.

Niedaleka przyszłość to perspektywa 2030. W tym czasie będziemy zbierać, cośmy już zasiali. To nie jest perspektywa rewolucyjna, ale ewolucyjna. Priorytety są już wyznaczone. Kierunek jest dobry (o czym świadczą nasze postępy w PISA, Międzynarodowym Programie Oceny Piętnastolatków. Jesteśmy jedną z europejskich success stories).

Najważniejsze sprawy w edukacji w najbliższych latach to poszerzanie rozumienia – i praktykowanie – edukacji jako uczenia się przez całe życie, odkrywanie potencjału zdolnych uczniów i studentów (niezależnie od statusu społeczno-ekonomicznego ich rodziny)  i rozwijanie go tak, żeby ci młodzi stali się w przyszłości naszą przewagą konkurencyjną, upowszechnienie przedszkoli jako sposób na wyrównywanie szans edukacyjnych, poprawa jakości i atrakcyjności szkół zawodowych, wreszcie podnoszenie prestiżu zawodu nauczyciela, tak żeby przyciągał najlepszych absolwentów. W szkolnictwie wyższym, najważniejsze zmiany muszą mieć charakter oddolny, organiczny. Potrzebna jest przede wszystkim kultura dobrej roboty, którą zaprzepaściliśmy w okresie boomu edukacyjnego – i teraz, paradoksalnie korzystając z niżu demograficznego, mamy szansę to nadrobić.

Charakterystyczną cechą systemu edukacji jest pewna bezwładność. Zmiany potrzebują czasu, żeby przynieść owoce. Dużo czasu. Więcej niż jedna kadencja rządu, więcej nawet niż dwie. Prawdziwe efekty widać dopiero po 10-20 latach (teraz widzimy efekty reformy oświaty z roku 1999). Zatem to, czego nam w Polsce potrzeba w perspektywie niedalekiej, to cierpliwość, stałość i polityczna gruba skóra (bo w okresie przepoczwarzania się systemu łatwo ulec pokusie pozornych korekt).

Większym wyzwaniem jest myślenie o przyszłości bardziej odległej. Jest do pewnego stopnia prawdą, że dzisiejsza szkoła łudząco przypomina tę, która wykształciła się w okresie rewolucji przemysłowej. Wygłaszający to popularne zdanie mają na ogół w wyobraźni szkołę przyszłości, która wykorzystuje wszystkie dobrodziejstwa nowych technologii: „klasę laptopową”, w której proces uczenia odbywa się radośnie, intuicyjnie i bezboleśnie, w oderwaniu od tablicy, ławki, dzwonka na przerwę. Jakkolwiek pociągające jest to wyobrażenie, osobiście sądzę, że nie o to chodzi. Może się okazać że tradycyjne formy i metody wcale nie sprawdzają się tak źle w nabywaniu kompetencji nowego typu; co więcej, stanowią skuteczne remedium na problemy z koncentracją, alienację i inne problemy towarzyszące zmieniającej się naturze komunikacji.

Mówiąc o edukacji przyszłości trzeba pamiętać, czemu służą edukacja i szkoła. W większym stopniu niż kiedyś służą samorealizacji, możliwości indywidualnego rozwoju. Ale służą także przyszłości naszych gospodarek. Co prawda kształcenie na potrzeby rynku pracy nie jest nowym pomysłem; wręcz przeciwnie, szkoła przeszłości kształcąca przyszłych pracowników fabryk, właśnie potrzeby rynku pracy miała na uwadze. Po prostu: rynek pracy w gospodarce opartej na wiedzy wymaga od pracowników innych kompetencji (uczenia się, krytycznego myślenia, komunikacji, pracy w zespole). Błogosławieństwem edukacji przyszłości jest zatem synergia pragnienia osobistego rozwoju i potrzeb rynku pracy.

Czy myśląc o edukacji za 50 lat wyobrażam sobie holograficzną klasę, w której uczniowie i nauczyciel-przewodnik wyświetlają swoje awatary, łatwo przenosząc się w przestrzeni i czasie? Może. Ale to tylko kostium. Czy pozwoli nam się skupić na najważniejszej treści szkoły, kluczowych kompetencjach, ogólnych umiejętnościach intelektualnych i społecznych? Może. A może w świecie, w którym proces uczenia będzie intensywnie dokonywał się poza szkołą, w szkole będzie miejsce na coś innego?

*Magdalena Krawczyk-Radwan – przygotowuje pracę doktorską „Idea uniwersytetu w świetle rankingów wyższych uczelni”. Pracowała nad Strategią szkolnictwa wyższego do roku 2020 w Ernst&Young i w ONZ (Program ds. Młodzieży, Nowy Jork), współpracowała z CASE (projekt poświęcony kluczowym kompetencjom w edukacji). Autorka wielu publikacji na temat edukacji i szkolnictwa wyższego