Newsletter

Edukacja nie stoi w miejscu

Marcin Polak, 28.10.2011
Model, w którym nauczyciel-mistrz przekazuje wiedzę uczniom, a szkoła wychowuje na świadomych obywateli, odchodzi do lamusa

Wiele osób sądzi, że mimo dynamicznych zmian cywilizacyjnych i wszechobecnych w naszym życiu technologii, natura edukacji pozostaje taka sama. Nadal obowiązuje w niej model, w którym nauczyciel-mistrz przekazuje wiedzę swoim uczniom, a szkoła wychowuje ich na świadomych i samodzielnych obywateli. Niestety, dziś tak się dzieje w coraz mniejszym stopniu. Nauczyciel jest tylko jednym z wielu źródeł wiedzy o świecie, zaś młodzież wychowuje się coraz częściej „sama“, nie zawsze z dobrym rezultatem.

Skoro „wszystko płynie“, nie można oczekiwać, że procesy edukacyjne pozostaną w miejscu. Zmienia się diametralnie sposób komunikowania między ludźmi (np. życzenia wysyłane SMS-em zamiast zwykłą pocztą), wobec czego ulegają zmianie także sposoby uczenia się młodych ludzi. Skąd to wiadomo? Choćby z danych, dotyczących wykorzystania Internetu i popularnych narzędzi dostępnych w sieci.

Z Internetu w Polsce korzysta już ok. 94 proc. osób uczących się. Nawet przedszkolaki zaglądają do sieci. Analizy firmy Gemius, monitorującej te zjawiska wskazują, że około 25 proc. dzieci w wieku 3-6 lat codziennie „surfuje“ w Internecie. Dwie trzecie przedszkolaków zagląda do wirtualnego świata częściej niż raz w tygodniu. Częstotliwość korzystania z sieci wzrasta z wiekiem.

Młodzież w wieku 13-18 lat stanowi już jedną z najszybciej rozwijających się grup użytkowników Internetu. Tego nie można opisać w kategoriach popularności – korzystanie z Internetu stało się w Polsce codzienną praktyką, dzięki której zdobywamy potrzebne informacje. Coraz częściej potrafimy też przetworzyć uzyskaną informację w wiedzę, potrzebną do realizacji określonych czynności.

Kiedy w 1998 r. oficjalnie zaczęła działalność firma Google, nikt nie spodziewał się, że wyszukiwarka internetowa stanie się głównym źródłem pozyskiwania informacji przez osoby uczące się. Aktualnie w Polsce wyszukiwarka Google ma ok. 94 proc. udział w rynku, co oznacza, że jest monopolistą. To stawia pod znakiem zapytania sens nauki, polegającej na zapamiętywaniu formułek, faktów czy dat. Informacje te są dostępne w wyszukiwarce na każde zawołanie, i nie ma potrzeby obciążać umysłów wspomnianymi danymi.

W 2004 r. powstał serwis społecznościowy Facebook. Dziś na całym świecie ma on około 600 milionów użytkowników, zaś w Polsce nieco ponad 6 milionów. Najmłodszych polskich użytkowników w wieku 13-17 lat na Facebooku jest około 14 proc. Inny podobny serwis społecznościowy, NK.pl (dawniej Nasza-klasa.pl), powstały „zaledwie“ w 2006 roku, według danych z połowy 2010 r. posiadał około 14 milionów kont użytkowników. Na podstawie danych właścicieli serwisu można przypuszczać, że około 2,4 miliona kont należy do młodzieży w wieku 13-18 lat.

Warto także wspomnieć o serwisie ePuls.pl, który stworzony został z myślą o młodych ludziach do dwudziestego roku życia. Aktywnych na nim jest około 900 tysięcy kont, w zdecydowanej większości młodzieży w wieku szkolnym. Jeszcze jeden przykład – serwis YouTube, który powstał w 2005 roku, pozwalający na bezpłatne umieszczanie i oglądanie filmów. Codziennie w serwisie umieszczanych jest około 85 tysięcy filmów (2010), a wielu ich twórców ciągle uczy się w szkołach.

Obserwując, jak rozwijają się nowoczesne technologie i jak zdobywają swoich użytkowników, można wiele dowiedzieć się o życiu współczesnej młodzieży. Tymczasem wielu nauczycieli boi się nowych technologii, choćby ze względu na biegłość, z jaką posługują się nią uczniowie. Jednak do zmiany niepotrzebna jest wcale rewolucja w klasie szkolnej, wystarczy metoda drobnych kroków. Świetnie opowiada o nauczycielach-innowatorach Aleksandra Pezda w swojej książce „Koniec epoki kredy“. To są postaci z życia (szkolnego) wzięte, którym udaje się faktycznie odstawić kredę i starą tablicę do lamusa.

Jak zacząć? Na początek trochę więcej odwagi eksperymentowania i zaufania do uczniów; więcej rozmów o tym, jak chcą się uczyć i co możemy wspólnie osiągnąć w klasie. Nauczyciel, który przełamie się i przestanie być „przekaźnikiem“ wiedzy, lecz zacznie współpracować z uczniami, zostanie wynagrodzony. I to przez swoich uczniów, którzy pokażą mu, że naprawdę potrafią się świetnie uczyć, są kreatywni, odpowiedzialni, a co najważniejsze – dzięki niewielkim zmianom w codziennej praktyce szkolnej zaczną osiągać lepsze wyniki w nauce.

Ciekawe są doświadczenia zagraniczne. Wymieńmy Khan Academy (LINK: www.khanacademy.org) – niezależną i nie działająca dla zysku organizację pozarządową, założoną przez Salmana Khana, byłego analityka w funduszu inwestycyjnym. Khan zaczął tworzyć filmy dla swoich kuzynów, wyjaśniające zawiłości matematyki, i umieszczał je na YouTube. Po pewnym czasie okazało się, że jego działalność zdobyła tysiące odbiorców, a w dodatku filmy pomogły im zrozumieć i rozwiązać matematyczne problemy. Dziś Khan Academy to ponad 2400 filmów z różnych przedmiotów i ponad 30 milionów lekcji przez Internet.

Jak to działa? Uczniowie mają do dyspozycji zasób filmów, wyjaśniających dany zakres programowy, z których korzystają w domach. Rozwiązują ćwiczenia online, sprawdzające czy zrozumieli dany materiał, zaś w szkole omawiają i wyjaśniają sobie napotkane problemy, realizują projekty, uczestniczą w dyskusjach i symulacjach. Wszystko odbywa się bez wykładu nauczyciela w klasie. Nauczyciel zyskuje czas na rozmowę z uczniami i pracę z tymi, którzy mają wciąż problem ze zrozumieniem tematu. Informację o postępach ucznia umożliwia panel nauczyciela na platformie online.

Jak zacząć korzystać z nowych technologii podczas zajęć? Wybierzmy jakiś temat z programu nauczania. Zastanówmy się, jak do tej pory przekazywaliśmy tę wiedzę uczniom i jak możemy zrobić to inaczej, korzystając z nowych, cyfrowych narzędzi?

Oto kilka prostych pomysłów:

1. Nagrajmy wykład kamerą – wyjaśniając ten sam temat przy pomocy narzędzi, jakie mamy w klasie oraz komputera. Przed lekcją przekażmy uczniom link do strony, na której mogą obejrzeć film. Albo nagrajmy tylko dźwięk – ale w formie opowieści. Dodajmy do tego zdjęcia, ilustrujące zagadnienie (mogą to być nawet własnoręcznie wykonane obrazki), i zmontujmy w całość – właśnie stworzyliśmy podcast albo fotocast, będący formą multimedialnej prezentacji. Uczeń będzie mógł wysłuchać nas nawet w drodze do szkoły.

2. Stwórzmy prosty kurs e-learning, współpracując ze szkolnym informatykiem (dużo szkół ma platformy Moodle, na których można zamieścić tego typu kursy). Przed lekcją zadajemy uczniom przejście kursu online.

3. Stwórzmy tematycznego bloga w Internecie (korzystając z darmowych serwisów blogowych jak Blogger, WordPress itd.) i zaprośmy do niego uczniów.

To tylko najprostsze metody pracy, odbiegającej od powszechnej praktyki szkolnej. Jeszcze jedno – jeśli nie wiesz, jak to zrobić, poproś uczniów o pomoc. Stwórzcie zespół pracujący nad nowymi formami przekazu – w dzisiejszym świecie praca zespołowa to podstawa sukcesu!

Co to wszystko znaczy?

Nadal realizujemy podstawę programową i możemy wciąż przygotowywać uczniów do wymaganych przez resortowych urzędników testów. Raz przygotowane lekcje w formie cyfrowej mogą mieć odtąd zastosowanie przez lata – wystarczy, że będziemy aktualizować materiały i analizować, które elementy poprawić, zmienić czy zastąpić. Oszczędność czasu i głosu (sic!) jest nieoceniona. Zastanówmy się, co jeszcze daje nam taka zmiana?

Otóż oferuje możliwość wprowadzenia metody projektowej, włączenia formy ćwiczeń i zadań opartych na grach i zabawach, komunikowania się i głębszego poznawania tematów. Daje wreszcie możliwość prowadzenia zajęć z wykorzystaniem metody doświadczeń (to przecież pięta achillesowa naszej edukacji), tworzenia własnych materiałów edukacyjnych, z których uczniowie będą mogli wielokrotnie korzystać, nawet po opuszczeniu szkoły.

To może wydawać się nieprawdopodobne, ale gdy pisaliśmy e-przewodnik dla nauczycieli „Mobilna edukacja. M-learning, czyli (r)ewolucja w nauczaniu“ lista możliwych zastosowań nowych technologii i rozmaitych aplikacji w przedmiotach szkolnych, działających na przykład w tabletach czy smartfonach, wyniosła kilkaset pozycji. Poniżej prezentuję kilka przykładów wykorzystania potencjału technologii edukacyjnych:

1. Tworzenie i obróbka filmów

Praktycznie każdy telefon ma kamerę, a komputer program do obróbki filmów. Filmy nie muszą być „głupie“, jak uważają przeważnie nauczyciele. To, jakie będą, zależy właśnie od nich – przecież film świetnie nadaje się do omawiania zagadnień, znajdujących się w podstawie programowej. Uczniowie bardzo dobrze sprawdzają się w roli twórców filmów o charakterze edukacyjnym. Pokazują to doświadczenia Fundacji Kronenberga w zakresie tematyki oszczędzania i finansów osobistych (ponad 600 filmów w ramach akcji „Tydzień dla oszczędzania“), Fundacji Think! (tematyka funduszy europejskich i ich wpływu na lokalne społeczności, prawie 240 filmów), czy Fundacji Centrum Edukacji Obywatelskiej („Filmoteka Szkolna“, „EduTuba“).

2. Zdjęcia cyfrowe

Większość aparatów w telefonach daje możliwość zrobienia zdjęcia w dobrej rozdzielczości. Nie jest to wprawdzie cyfrowy aparat z szerokokątnym obiektywem, ale aparaty te mają jedną przewagę – zmieszczą się we wszystkich miejscach, gdzie trudno wcisnąć zwykly aparat. Są doskonałymi narzędziami do dokumentacji mikroświata. Żyjemy w kulturze audio-wizualnej. Tworzenie szkolnych wypracowań w formie tekstów (pisanych odręcznie) to przeżytek. W dorosłym życiu zdecydowanie częściej będziemy korzystać z komputera i posługiwać się obrazami, aby opisać dany problem.

3. Nagrania dźwiękowe

To wciąż niedoceniane narzędzie. Wystarczy zajrzeć do serwisu iTunes – są tam miliony nagrań z całego świata, w tym doskonałe dźwięki na tematy edukacyjne. A dyktafon jest dziś praktycznie w każdym telefonie. Można nie tylko tworzyć notatki głosowe, ale przede wszystkim nagrania tematyczne. Dlaczego nie można oddać wypracowania w takiej formie? Nagranie, w połączeniu ze zdjęciami cyfrowymi, stanowi niezwykle atrakcyjny przekaz.

4. Blogi

Tworzenie stron internetowych należy do podstawowych kompetencji, wymaganych na informatyce jeszcze w szkole podstawowej. To jest świat, który uczniowie dobrze znają i nie boją się w nim funkcjonować. Przypomnijmy, że dwa lata temu konkurs na najlepszy polski blog wygrała 14-latka! Przykłady Centrum Edukacji Obywatelskiej („Szkoła z klasą 2.0“) i Fundacji Think! („Blogowa mapa przemian“) pokazują, że uczniowie potrafią tworzyć dobre blogi tematyczne.

5. Dokumentowanie

W urządzeniach mobilnych mamy cały zestaw narzędzi, dzięki którym możemy dokumentować każde wydarzenie szkolne i pozaszkolne. Wycieczka to okazja nie tylko do wypoczynku, ale i wykorzystania nowoczesnych technologii w celu pokazywania i opisywania miejsc, w których byliśmy (np. przy użyciu map Google, zdjęć, filmików, notatek głosowych i tekstowych). Dokumentować możemy również doświadczenia (chemiczne, fizyczne, przyrodnicze itp). Powiększamy tym samym zasoby edukacyjne, z których będziemy wielokrotnie korzystać w przyszłości.

6. Moje notatki

Coraz częściej uczymy się i tworzymy w drodze. Z pomocą przychodzą nam urządzenia mobilne i rozmaite aplikacje, dzięki którym możemy w każdym miejscu zapisywać swoje spostrzeżenia, rozwijać plany, tworzyć kalendarze pracy czy uzupełniać harmonogramy działań we własnych projektach. Pamięć ludzka jest zawodna, a cyfrowe notatki pozwalają nam lepiej zarządzać naszym czasem i zasobami, które tworzymy.

7. Pomiary

Choć to może wydawać się nieprawdopodobne, urządzenia mobilne potrafią mierzyć wiele. Analiza aplikacji dostępnych w systemach iOS i Android w ramach prac nad przewodnikiem „Mobilna edukacja“ wykazała, że smartfony mogą mierzyć pole magnetyczne, ilość kroków, czas, tętno, przyspieszenie, częstotliwość i natężenie dźwięku, wysokość, odległość, rozmiar kąta, natężenie światła, przebytą trasę, szybkość sieci Internetu itp. A ile będą potrafiły za rok lub dwa?

W biznesie funkcjonuje pojęcie synergii. Za pomocą połączonych potencjałów można osiągnąć więcej. Dziś potrzebujemy synergii edukacyjnej w szkolnej klasie. Nauczyciel ma do dyspozycji znacznie więcej, niż choćby dekadę temu, narzędzi komunikacyjnych, pomocnych w procesie nauczania.

Problem, i jednocześnie wielkie wyzwanie, tkwi w postawie nauczyciela, a nie w zachowaniach uczniów, którzy nie są świadomi edukacyjnego potencjału narzędzi, jakimi dysponują. Otwarcie się na uczniów i ich zasoby jest prawdziwą szansą na modernizację kształcenia w polskiej szkole. Także na nabycie przez uczniów umiejętności, które są i będą im niezbędne, gdy już opuszczą szkolne mury.

*Marcin Polak – prawnik i ekonomista, twórca i redaktor naczelny portalu Edunews.pl. W latach 2002-07 kierował działalnością edukacyjną Narodowego Banku Polskiego. Członek Rady Polski Przedsiębiorczej oraz Grupy Ekspertów Komisji Europejskiej ds. Edukacji Finansowej (2008-11). Współautor raportu „Jak będzie zmieniać się edukacja”, przygotowanego na zlecenie Instytutu Obywatelskiego.

Opracowanie i redakcja: Tomasz Mincer