Newsletter

Wymyśleni przez Steve’a Jobsa

Harald Welzer, 21.10.2011
Kupując nieprzydatne produkty sami stajemy się produktem opartej na konsumpcji gospodarki

Weronika Przecherska: W 2009 roku w książce napisanej wspólnie z Clausem Leggewie „Koniec świata, jaki znaliśmy” stwierdził Pan, że dotychczas stworzone przez nas struktury i instytucje – kapitalizm, międzynarodowa współpraca, demokratyczne procesy rozpadają się na naszych oczach. Dzisiejsza sytuacja polityczna i ekonomiczna pokazuje, jak prawdziwe były te prognozy. Czy czeka nas wielka zmiana?

Prof. Harald Welzer:  Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Na razie wielkie zmiany czekają rynki finansowe i europejską przestrzeń gospodarczą. Nie potrafię przewidzieć, jakie będą ich skutki. Będą one zapewne różne w poszczególnych krajach. Jedno jest pewne, takie zmiany mają i będą miały miejsce. Będziemy mieli spory problem z utrzymaniem naszych systemów gospodarczych, społeczeństw czy trwaniem w opartym na konsumpcjonizmie stylu życia. Tak dalej być nie może.

Z roku na rok zużywamy coraz więcej zasobów. Jednocześnie przybywa tych, którzy z tych zasobów korzystają. Oczywiście to znak globalizacji. Ale te zasoby nie są przecież nieskończone. To tylko kwestia czasu, kiedy ten system się załamie i niczym kostki domina nastąpią kolejne zmiany. Nie wierzę, że dalekosiężne, przygotowywane na 20 czy 30 kolejnych lat plany przedsiębiorstw, linii lotniczych czy przemysłu samochodowego mają jakikolwiek sens. Do tego czasu wszystko się zmieni.

Często określa Pan nasze społeczeństwa jako pasywne, niepartycypujące. Czy protesty ruchu Okupuj Wall Street i jego wyrastających jak grzyby po deszczu odpowiedników nie są dowodem na to, że przestaliśmy być całkowicie pasywni?

Z całą pewnością. Protesty w Afryce Północnej, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, a także te w Nowym Jorku, Frankfurcie, Grecji czy Izraelu pokazują, że systematycznie i konsekwentnie powstaje ruch niezadowolonych. Sam fakt istnienia takich protestów oraz to, że się rozprzestrzeniają to dobra wiadomość dla demokracji. Pokazaliśmy, że chcemy krytykować w sposób aktywny. Właściwie od samego początku kryzysu finansowego, od 2008 roku, nie było żadnych protestów. To było katastrofalne. Ponieważ nie protestowano przeciwko temu, co się działo, mamy dziś do czynienia z kolejną falą kryzysu. Sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Gospodarki narodowe mają coraz większe problemy. Protesty, szczególnie dzięki młodym ludziom, wnoszą w te zastałe struktury witalność.

Okupujący mówią kapitalizmowi: nie. Czy widzi Pan dla niego jakąś alternatywę? Czy taką alternatywą będzie gospodarka nierosnąca (tzw. steady state economy), o której sporo piszemy i propagujemy jako Instytut Obywatelski?

Problem polega na tym, że brak nam pomysłu. Po upadku komunizmu w 1989 roku, świat stał się kapitalistyczny. Dziś nie ma żadnego konkurencyjnego systemu. Gospodarka nierosnąca to świetna idea, ale nie wiemy jak ten system będzie funkcjonował. Nie wiemy też, czy jest to koncepcja, która sprosta wymaganiom stawianym nam przez XXI wiek. Żyjemy w świecie, w którym nie chcemy zrezygnować z osiągnięć cywilizacji. Nie mówię o takich dobrach, jak np. pokaźnych rozmiarów samochody. Ale o życiu w dobrobycie, posiadaniu pracy, mieszkania, możliwościach edukacyjnych czy ubezpieczeniu zdrowotnym. O byciu obywatelem praworządnego państwa. To dobra niezbędne, dlatego nie chcemy z nich rezygnować. Jak zachować je wszystkie, bez nieustannego nadmiernego zużycia surowców, tego nie wie nikt.

Skoro nie mamy pomysłów, to może chociaż powinniśmy określić swoje priorytety. Jak to zrobić – nie przywiązywać tak wielkiej wagi do pieniędzy, nie kupować markowych produktów?

Przede wszystkim nie kupować tego, czego nie potrzebujemy. Większość rzeczy, które kupujemy, jest nam zwyczajnie niepotrzebna. To bezsensowne. Stale myślimy o tym, co musimy posiadać. Paradoksalnie, kupując te nieprzydatne produkty w efekcie sami stajemy się produktem opartej na konsumpcji gospodarki. Świetnym przykładem są tu produkty firmy Apple. Być może moglibyśmy ich nie potrzebować, ale najzwyczajniej w świecie nas uszczęśliwiają. Steve Jobs sam nas wymyślił.

Są nawet na to dowody. Z badań marketingowych wynika, że zafascynowanym techniką i sprzętem Apple’a ludziom aktywują się te same części mózgu, co patrzącym w święty obrazek zakonnicom. Porównanie do religii nie wydaje się być przesadzone. 

Dokładnie. Przed czterema laty nikt nie myślał, że będziemy potrzebować iPadów. Pytanie brzmi, jak z perspektywy ocenić, co jest nam rzeczywiście potrzebne. W bogatych krajach, takich jak Niemcy skąd pochodzę, żyjemy w świecie rzeczy, których nie potrzebujemy. Nie zyskujemy dzięki nim więcej wolności. Wręcz przeciwnie, stajemy się coraz bardziej zniewoleni. To ogromny problem. Zanim będziemy dyskutować o tym, czy kupować lepszej czy gorszej jakości produkty, powinniśmy się zastanowić czy są nam one rzeczywiście potrzebne. Kiedy zrezygnujemy z tych niepotrzebnych, wiele zyskamy. W Europie Zachodniej wyrzucamy prawie połowę produktów żywieniowych. Gdyby z nich zrezygnować, mielibyśmy ich o połowę więcej. To oznaczałoby oszczędność czy mniejsze zużycie surowców.

Często zwraca Pan uwagę, że wielkie zmiany wymagają długofalowej polityki. Jak w dzisiejszym świecie, gdzie politykę prowadzi się od jednej kampanii do drugiej, kształtować takie długofalowe polityczne wizje?

To tak jak w przypadku ruchu Okupuj Wall Street. Musimy mówić o co nam chodzi. A nie chodzi przecież o wypełnianie rocznych sprawozdań czy skupianie się na dniu dzisiejszym. Ważne jest, żeby kolejne pokolenia mogły żyć na naszej planecie. Mamy do czynienia z prostymi pojęciami, takimi jak sprawiedliwość, odpowiedzialność, świadomość własnej wartości czy uznanie praw innych. I to wszystko pod hasłem: przyszłość.

To, co dzieje się na naszych oczach, nie ma z przyszłością nic wspólnego. To zużycie zasobów na koszt naszych potomków. Dlatego trzeba wywierać presję na polityków. Bez takich protestów jak te na Wall Street, nie zmienimy rzeczywistości. Za to jednak nie są odpowiedzialni politycy, lecz społeczeństwa, które za tymi politykami stoją i które ich na swoich przedstawicieli wybierają.

W takim razie w jaki sposób budować takie obywatelskie społeczeństwa?

Próbując zmieniać stan rzeczy na tej praktycznej płaszczyźnie, zaczynając od siebie. Tak jak robią to teraz protestujący. Dobrym przykładem są też ci, którzy w alternatywny sposób produkują energię lub prowadzą swoje przedsiębiorstwa nie opierając się na wzroście. To pole do eksperymentów. Nasze obecne działania nie są przyszłościowe. Systematycznie niszczymy naszą planetę. Niestety dziś nie ma żadnej koncepcji zmiany, jaką kiedyś był np. komunizm. Możemy się jednak szybko uczyć  i szukać sposobów ucieczki od konsumpcjonizmu. Do tego potrzebne jest uczące się i otwarte społeczeństwo, które musi to także zrozumieć na płaszczyźnie politycznej.

Jak stworzyć ten nowy porządek rzeczy? I jak będzie wyglądała nasza przyszłość po kryzysie?

To zabrzmi pesymistycznie, ale nie będzie dobrze. Nasz obecny problem polega na tym, że przyszłość będzie prawdopodobnie gorsza od teraźniejszości. Założenie wszystkich utopii XX w. było wręcz przeciwne. Jutro zawsze miało być lepsze. Teraz jak na dłoni widać, że coś się nie zgadza. Ten czas widocznie już się skończył i naszym problemem jest to, jak sobie z tym poradzimy. Głównym założeniem zarówno zachodu jak i wschodu zawsze był postęp. Postęp to lepsze życie. W dzisiejszym świecie to nieprawda i to bardzo deprymujące. Mamy wielkie problemy z postępem. Postęp jest dla nas problemem samym w sobie. Jak sobie z tym poradzić, nie wiem.

*Harald Welzer — profesor psychologii społecznej, dyrektor Centrum Interdyscyplinarnych Badań nad Pamięcią w Kulturwissenschaftliches Institut (Essen, Niemcy). Jest autorem wydanych także w Polsce książek: „Sprawcy.Dlaczego zwykli ludzie dokonują masowych mordów”, „Koniec świata, jaki znaliśmy” oraz „Wojny klimatyczne”.