Newsletter

Miejski pejzaż powyborczy

Paweł Kubicki, 19.10.2011
Prawdziwym zwycięzcą ostatnich wyborów okazała się nie tyle konkretna formacja polityczna, co Polska miejska

Mija już ponad tydzień od wyborów, powoli opadają emocje. Sporo już napisano o zwycięzcach i przegranych. Klasyfikowano ich jednak według tradycyjnych szyldów politycznych. A prawdziwym zwycięzcą ostatnich wyborów okazała się nie tyle konkretna formacja polityczna, co szeroko rozumiana Polska miejska: racjonalna, wierząca w swoje kompetencje i zdolności, otwarta na innych i dumna ze swoich dokonań. Ugrupowania, które odnosiły się do tych wartości, zanotowały spektakularny sukces. Stało się tak przynajmniej z dwóch powodów.

Po pierwsze, to efekt wielokrotnie już opisywanego sukcesu polskiej transformacji oraz wykształcenia się licznej i stabilnej klasy średniej. Jak wskazują coroczne badania „Diagnozy Społecznej”, we współczesnej Polsce zadowolonych ze swojego życia i swoich osiągnięć optymistów jest wielokrotnie więcej niż sfrustrowanych pesymistów, definiujących się w kategoriach przegranych i roszczeniowych.

Po drugie, w największych polskich miastach dokonała się istotna jakościowa zmiana dotycząca postaw obywatelskich i partycypacji społecznej. Po ’89 roku tradycyjnie najwyższą frekwencję wyborczą notowano w konserwatywnej Galicji (zwłaszcza na Podhalu), regionie o najtrwalszych tradycjach demokratycznych i samorządowych w Polsce. Obecnie epicentrum obywatelskiej aktywności i zaangażowania przesunęło się do wielkich miast, co dobitnie potwierdzają ostatnie wybory.

Najwyższą frekwencję odnotowano więc w największym i najbogatszym polskim mieście – w okręgu Warszawa i wyniosła ona 69,44 procent. Co więcej, aglomeracja warszawska pod względem frekwencji zajęła pierwsze miejsce w każdej kategorii:

miasto na prawach powiatu – Warszawa 67,7 proc.
powiat – pruszkowski 62,4 proc.
gmina – dzielnica Wilanów 76,81 proc.

Ponadto, w każdym mieście powyżej 250 tys. mieszkańców zanotowano frekwencję powyżej 55 procent. Dodatkowo, im większe miasto, tym wyższa frekwencja – w granicach 60 i więcej  procent. Na drugim biegunie znalazła się wieś, gdzie frekwencja wyniosła raptem 42, 42 procent.

Przewaga wyborcza Polski wielkomiejskiej jest szczególnie widoczna, kiedy porówna się konkretne liczby. W samej tylko aglomeracji warszawskiej (Warszawa I, Warszawa II) oddano prawie 1,5 mln ważnych głosów. To niemal dokładnie tyle, co w trzech najbiedniejszych województwach ściany wschodniej razem wziętych: warmińsko-mazurskim, podlaskim i lubelskim.

Mieszkańcy wielkich miast w sposób zasadniczy wpłynęli na wynik ostatnich wyborów. I to oni zadecydują o tym, jak za cztery lata będzie wyglądać polska scena polityczna. W świecie, w którym „pewne jest tylko to, co jest niepewne”, wybieganie w taką przyszłość nie ma wprawdzie większego sensu. Warto jednak zwrócić uwagę na pewną prawidłowość, która może istotnie wpłynąć na wynik kolejnych wyborów parlamentarnych.

Postawy wielkomiejskiego elektoratu determinowane są nie tyle oglądem sytuacji krajowej, ale lokalnej. Innymi słowy – tym, co dzieje się w ich miasta. W ostatniej dekadzie miasta przeżywały wyjątkowo dobrą koniunkturę: gospodarczą, kulturalną i społeczną. To z kolei rozbudziło silny optymizm wśród mieszkańców miast. Ten rozwój nie miał jednak charakteru spójnych polityk zorientowanych na długofalową poprawę jakości życia mieszkańców. Był chaotyczny i aspołeczny.

Są tego bezpośrednie skutki – w miastach piętrzą się obecnie poważne problemy, których nie można rozwiązać na poziomie samorządów. Konieczna jest ponadlokalna, zintegrowana polityka miejska. W przeciwnym razie polskie miasta mogą znaleźć się w głębokim kryzysie, takim jak miasta Zachodu w latach 70-tych. Widać tu zresztą sporo analogii: rozlewanie się miast  (urban sprawl), wyludnianie się centrów, chaos estetyczny i urbanistyczny, prymat skali samochodu nad skalą pieszego, dominacja technokratycznych wizji zarządzania miastem zamiast partycypacji obywatelskiej i wiele innych.

Świadomi tych zagrożeń działacze ruchów miejskich starali się wprowadzić do debaty wyborczej kluczowe kwestie miejskie, którymi – ich zdaniem – powinien zająć się nowy parlament. Chodziło o: demokrację miejską, ład przestrzenny oraz rewitalizację. Specjalnie powołany na tę okazję Miejski Skaner Wyborczy odpytywał kandydatów różnych opcji politycznych, jakie jest ich stanowisko w sprawie powyższych kwestii. Wyniki pokazały dość jednoznacznie, że brakuje spójnej wizji zrównoważonego rozwoju polskich miast, czyli zintegrowanych polityk kształtujących długofalowe wizje rozwoju.

Owszem, wielu kandydatów, głównie z racji swoich samorządowych doświadczeń, wykazało się dobrą wiedzą o lokalnych problemach i ciekawymi pomysłami ich rozwiązania. Wszystko to jednak nie wykraczało poza specyfikę i partykularne interesy konkretnego miasta. Przy braku spójnych polityk miejskich dbających o zrównoważony rozwój, miasta mogą popaść w głęboki kryzys. A ten uderzy przede wszystkim w mieszkańców i ich interesy! Istnieje wtedy szansa, że elektorat wielkomiejski padnie łupem wszelkiej maści populistów. Historia uczy przecież, że najbardziej sfrustrowaną i zrewoltowaną grupą była zawsze miejska klasa średnia, której blokowano rozbudzone ambicje i aspiracje.