Newsletter

Praca musi się opłacać

Andrzej Rzońca, 31.12.2018

Zmniejszymy obciążenia podatkowe dla wszystkich pracujących, a najbardziej dla osób, które zarabiają najmniej. Podejmowanie pracy ma opłacać się bardziej niż bierność zawodowa i zasiłki – mówi prof. Andrzej Rzońca*

 

Instytut Obywatelski: Tuż przed świętami Platforma Obywatelska przedstawiła kolejny element swojego programu gospodarczego: Program „Wyższe Płace”. Na czym on polega?

Andrzej Rzońca: – Nasza propozycja składa się z dwóch elementów. Po pierwsze, proponujemy obniżkę podatków i składek dla wszystkich pracujących. PIT, ZUS i składka na NFZ nie będą przekraczały łącznie 35% zarobków Polaków. Równolegle, ujednolicimy bazę podatkową PIT i wszystkich składek. Wystarczy jedna operacja, żeby obliczyć obciążenie podatkowe. A nie kilkanaście, jak obecnie.

A drugi element?

- Równie ważną częścią programu „Wyższe płace” jest dodatkowe wsparcie finansowe dla każdego, kto pracuje i zarabia mniej niż dwukrotność płacy minimalnej (czyli w 2019 roku 4500 zł). W przypadku osób zarabiających minimalne wynagrodzenie ta pomoc wyniesie 500 zł miesięcznie.

Dlaczego akurat dwukrotność płacy minimalnej wyznacza granicę?

- Powody są dwa: szerokość pomocy i prostota w określaniu jej wysokości. Przy takiej granicy wsparcie trafi do ponad połowy pracowników – tych, których aktywność najsilniej zależy od zapewnianych przez pracę dochodów. Będzie też łatwo to wsparcie wyliczyć. Wraz ze wzrostem wynagrodzenia o określony procent ponad płacę minimalną będzie się ona zmniejszać o taki sam procent – aż do zera przy zarobkach o 100% wyższych od płacy minimalnej, czyli na poziomie jej dwukrotności.

O ile więcej w złotych zarobią różni pracownicy?

- Nasza propozycja zakłada, że dla osób zarabiających niskie pensje, płaca netto (czyli to, co fizycznie wpływa na ich konto) praktycznie zrówna się z płacą brutto. Ktoś, kto miałby pensję brutto 2250 zł (od 2019 r. tyle ma wynosić płaca minimalna) w naszym modelu na rękę dostałby 2247 zł. Dziś dostanie tylko 1653 zł!

Skąd taki wzrost ich płacy? Przecież wcześniej mówił Pan o 500 zł.

- 500 zł to dodatkowe wsparcie dla najmniej zarabiających. Sumuje się ono z efektem obniżenia stawki podatku i składek dla wszystkich pracujących. W przypadku płacy minimalnej efekt ten wyniesie 114 złotych. Łączna korzyść to 614 zł.

A ile ta korzyść wyniesie w przypadku osób zarabiających 4500 zł i więcej, które nie otrzymają wsparcia przewidzianego dla najmniej zarabiających?

- Ich dochód netto też wzrośnie, o prawie 10%, dzięki pierwszemu elementowi naszej propozycji: niższemu opodatkowaniu i oskładkowaniu płac.

Czy w przypadku wyborczego zwycięstwa program „Wyższe Płace” zastąpi PiS-owski program „Rodzina 500+”?

- Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna zapowiedział, że utrzyma „500+”, a on poważnie traktuje zobowiązania. Jednocześnie zapowiedział zmiany, których chce zdecydowana większość społeczeństwa: świadczenie będzie wypłacane także na pierwsze dziecko w rodzinie, a zarazem przestanie dezaktywizować. Z dostępnych badań sondażowych wynuka, że aż 50% Polaków opowiada się za ograniczeniem, a 20% za niewypłacaniem zasiłków osobom, które uchylają się od pracy. Jeżeli w rodzinie nikt nie pracuje, ani nie szuka pracy, choć jest do niej zdolny, to taka rodzina potrzebuje nie bezwarunkowego zasiłku, a mądrego wsparcia pomocy społecznej – także w unaocznieniu wartości pracy. Dzieci nie poznają wartości pracy i nie nabiorą do niej szacunku, jeśli go nie zobaczą u rodziców. Nie powinniśmy wpychać żadnej rodziny w trwałą biedę, oferując jej życie na koszt innych rodzin bez żadnych warunków. Trwała bieda jest wszędzie tam, gdzie nie ma pracy. My z taką trwałą biedą się rozprawimy. Będziemy zachęcać do aktywności i ją nagradzać. Temu właśnie będzie służyć program „Wyższe płace” i sprawiedliwa „Rodzina 500+”.

Podstawą programu „Wyższe płace” ma być obniżka podatku i składek. To oznacza, że dochody budżetu państwa zostaną uszczuplone. Jaki będzie szacowany koszt  programu „Wyższe Płace” i z jakich źródeł będzie finansowany? Czy to obciążenie będzie możliwe do utrzymania, gdy skończy się globalny boom gospodarczy?  

- Koszt naszej propozycji w pierwszym roku to około 30 miliardów złotych.

To więcej niż koszt PiS-owskiego programu „500+”, który w 2018 r. wyniósł około 24,5 mld zł.

- Koszt jest większy, ale traktujemy go jak inwestycję w rozwój gospodarki. Ma on podnieść opłacalność pracy, w tym zwłaszcza tej, która jest wrażliwa na wysokość podatków. Nasza propozycja oznacza radykalne zwiększenie progresji podatkowej w Polsce – ale nie dlatego, że wzrosną obciążenia podatkowe dla najlepiej zarabiających. Progresja będzie większa, bo znacząco spadną obciążenia dla najsłabiej zarabiających. Spadek ten będzie ekwiwalentem podwyżki, na którą osoby zarabiające płacę minimalną musiałyby czekać co najmniej 9 lat, gdyby oprzeć wzrost ich dochodów wyłącznie na wzroście gospodarki, a osoby zarabiające 3000 zł – co najmniej 6 lat.

Istotnie wyższe zarobki na rękę zachęcą do większej aktywności zawodowej – a pod tym względem wciąż znajdujemy się w ogonie Europy. Jeśli firmom łatwiej będzie znaleźć pracowników, to i chętniej będą inwestować. Dzisiaj wiele z nich rezygnuje z inwestycji, bo nie mogą znaleźć obsady nawet do obsługi istniejących linii produkcyjnych. Zarazem nasze przedsiębiorstwa pozostaną konkurencyjne wobec zagranicy, co będzie sprzyjać dalszemu wzrostowi znaczenia międzynarodowej wymiany handlowej, która z kolei odgrywa olbrzymią rolę w transferze technologii z zagranicy. A im więcej będzie inwestycji, w tym w nowoczesne technologie, tym większe będą pensje i płacone od nich podatki i składki. Mało się o tym w Polsce mówi: nasze płace są dużo niższe od średniej w Unii Europejskiej nie dlatego, że pracujemy mniej ciężko niż gdzieindziej w Europie, ale dlatego, że nasze firmy są słabsze kapitałowo, mają mniej nowoczesnych maszyn. Tylko w sześciu krajach Unii przedsiębiorstwa mają mniejszy zasób kapitału na pracującego niż w Polsce.

Czy sam wzrost gospodarczy jest w stanie zapewnić dodatkowe środki budżetowe na sfinansowanie całego kosztu proponowanego programu?

- Proszę nie lekceważyć znaczenia wzrostu gospodarki dla stanu finansów publicznych. Przyspieszenie wzrostu o zaledwie 1 punkt procentowy w ciągu czterech lat przynosi przyrost wartości PKB o około 80 mld złotych. Z tej kwoty 30 mld trafia do sektora finansów publicznych. Poza tym, polska gospodarka nie stoi w miejscu. Jej długofalowe tempo wzrostu to około 3%. Zapewnia ono wzrost dochodów publicznych w trakcie jednej kadencji parlamentu o około 90 mld zł. Trzeba tylko właściwie określić priorytety, jak wykorzystać te pieniądze.

Program „Wyższe płace” nie jest jedyną propozycją Platformy Obywatelskiej mającą wesprzeć wzrost gospodarczy, a jedną z wielu. Cały „Dekalog Gospodarczy”, który prezentujemy od 2017 roku, ma służyć przyspieszeniu wzrostu. Przedstawiliśmy już m.in. projekty ustaw: hamujących zadłużanie państwa w czasie dobrej koniunktury; powstrzymujących regulacyjne tsunami, które dramatycznie zwiększa niepewność i zniechęca do inwestowania; ułatwiających młodym ludziom zakładanie firm i wczesne wchodzenie na rynek pracy; zachęcających osoby starsze do jak najdłuższej aktywności; stymulujących rozwój „srebrnej gospodarki”; przywracających apteki pacjentom, swobodę handlu w niedzielę, czy wolny handel ziemią; łagodzących wzrost cen prądu, ale bez powrotu do socjalizmu, czyli odgórnego ustalania cen, plątaniny dopłat i kosztownej biurokracji. Pokazaliśmy też program „Twoja Polska”, dotyczący spółek Skarbu Państwa – ich odpartyjnienia, likwidacji patologii „PiSiewiczów”.

To wciąż nie wyjaśnia, czy sam tylko wzrost gospodarczy – nawet jeśli będzie szybszy – wystarczy do finansowania reformy podatkowej.

- Nie udajemy, że całość kosztów programu „Wyższe płace” zostanie pokryta wpływami ze wzrostu gospodarki. Wskazujemy dwa dodatkowe źródła finansowania. Pierwszym z nich jest likwidacja luk w systemie podatkowo-składkowym. Mamy na tyle skomplikowany system, że jest co upraszczać.

Kolejnym źródłem są oszczędności budżetowe. PO do projektu ustawy budżetowej na 2019 r. zaproponowała poprawki, ograniczające wydatki na potrzeby władzy o ponad 4 mld zł. Mówimy tu o pieniądzach przejadanych przez obecną strukturę władzy. Koszt funkcjonowania Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jest dziś dwa razy, podkreślam, dwa razy wyższy niż za czasów premier Ewy Kopacz. A to tylko jeden z wielu przykładów. Wskazaliśmy kilkadziesiąt takich szokujących pozycji w budżecie.

Krytycy propozycji „Wyższe płace” twierdzą, że efektem programu będzie zamrożenie najniższych pensji. Pracodawcy nie będą musieli podwyższać najniższych wynagrodzeń – np. tych na poziomie pensji minimalnej – bo będą wiedzieli, że pracownikom dopłaci państwo. Ba, pojawia się nawet opinia, że pracownicy będą się umawiać z pracownikami na obniżki pensji, bo dzięki temu państwo dopłaci im więcej.

- Ten ostatni zarzut świadczy o niezrozumieniu naszej propozycji. Pracownikom nie będzie się opłacać obcięcie pensji, żeby otrzymać wsparcie, z prostej przyczyny: żeby podwyższyć wsparcie o 1 zł, musieliby zrezygnować z 4,5 zł wynagrodzenia – tak ustawione są proporcje.

Opisując to inaczej: pełna kwota 500 zł wsparcia trafi do pracowników zarabiających płacę minimalną. Kwota wsparcia będzie maleć wraz ze wzrostem wynagrodzenia: za każde 4,5 złotego ponad płacę minimalną, wsparcie spadnie o 1 zł.

Pracownik może nie godzić się na obniżkę, ale pracodawca może próbować go do niej zmusić.

- W sytuacji niedostatku rąk do pracy jest to bardziej niż wątpliwe. Niemniej, nie poprzestajemy na tej konstatacji. Nie chcemy wprowadzać rozwiązań, których skutki zależą od stanu koniunktury. Zadbaliśmy więc też o bodźce, którym podlegają pracodawcy. Po pierwsze, dzięki obniżeniu opodatkowania i oskładkowania wynagrodzeń spadnie opłacalność płacenia pod stołem. Po drugie, proponowana przez Platformę Obywatelską przebudowa podatków obejmie też opodatkowanie przedsiębiorstw. Przedsiębiorcom będzie się opłacało rosnąć, zwiększać skalę działalności, a tego nie da się wykazać, spychając działalność do szarej strefy.

Pozostanie ucieczka w umowy zlecenie, fikcyjne „dzieła” itp.

- Platforma przetnie patologiczną sytuację, w której o wyborze formy zatrudnienia decyduje wyłącznie wysokość narzutów. Ale nie zrobi tego drogą nowych zakazów, nakazów, sankcji, czy inspekcji. To nie nasze recepty. Nie godzimy się na ograniczanie ludziom swobody wyboru. Naszą receptą jest obniżenie opodatkowania i oskładkowania wynagrodzeń, i dodatkowe wsparcie dla najsłabiej zarabiających. Żeby z niego skorzystać, trzeba będzie pracować na umowie o pracę. W ten sposób upowszechnimy pracę na etat. Będzie to dodatkowa korzyść z programu „Wyższe płace”. Zapewni on nie tylko więcej pracy w naszym kraju, ale i lepszą pracę, i to nie tylko w wymiarze finansowym.

 

* prof. Andrzej Rzońca – główny ekonomista Platformy Obywatelskiej