Newsletter

Afera KNF może Polskę drogo kosztować

Andrzej Rzońca, 26.11.2018
- Musimy koniecznie wyjaśnić, kto i dlaczego forsował zmiany, otwierające drogę do przejmowania banków za złotówkę – mówi o aferze KNF prof. Andrzej Rzońca

Instytut Obywatelski: Polską sceną polityczną trzęsie afera KNF. Rynkiem chyba także, bo giełdowe kursy banków nurkują. Zagraniczna prasa pisze o korupcyjnych propozycjach w instytucjach nadzorujących rynek finansowy. Powinniśmy się bać o nasze oszczędności?

Fot. Negativespace/pixabay.com. CC0 Public Domain

Prof. Andrzej Rzońca*: – Zdarzenia, o których mówimy, to coś absolutnie bez precedensu w historii nadzoru nad rynkami finansowymi w Polsce. I nie tylko w Polsce, ale chyba w całej Unii Europejskiej. W krajach zachodnioeuropejskich taka sytuacja doprowadziłaby do upadku rządu.

Co stanie się w Polsce?

- Na zachowanie elementarnej przyzwoitości przez PiS chyba nie ma co liczyć. Ale głęboki kryzys polityczny i wstrząsy w obozie władzy są widoczne gołym okiem. Ta afera w nich uderzyła, to oczywiste.

Co na tę chwilę wiemy o tej aferze?

- Podstawowe fakty są takie: 13 listopada przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski złożył rezygnację ze stanowiska. Powodem tej rezygnacji były ujawnione w prasie informacje o złożeniu przez Leszka Czarneckiego, przewodniczącego Rady Nadzorczej Getin Noble Bank S.A. zawiadomienia do prokuratury o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Chrzanowskiego.

Jak twierdzi Czarnecki, przewodniczący KNF zażądał korzyści majątkowej znacznej wartości dla wskazanego przez siebie radcy prawnego w postaci zawarcia z nim umowy na 3 lata o świadczenie usług prawnych na rzecz Getin Noble Banku, z rażąco wygórowaną kwotą wynagrodzenia – 1% skapitalizowanej wartości tegoż banku. Od spełnienia tego żądania Przewodniczący KNF uzależniał zatwierdzenie i wspieranie procesu restrukturyzacji Getin Noble Banku oraz podjęcie innych działań mogących mieć korzystny wpływ na funkcjonowanie banku.

Jednocześnie ten sam radca pojawia się radzie nadzorczej Plus Banku, który również ma kłopoty. To rodzi podejrzenia, że przewodniczący KNF podobne rozmowy do tych z Leszkiem Czarneckim przeprowadzał także z właścicielami innych banków lub – ogólniej – instytucji finansowych, zwłaszcza tych z problemami.

Może radca robił karierę dzięki swoim kompetencjom.

- Jeśli tak, to głęboko je skrywa przed opinią publiczną. W wywiadach, udzielonych po ujawnieniu afery przez media, przyznał, że nie zna się na restrukturyzacji banków, a do czasu przejęcia władzy przez PiS nie wchodził w skład rady nadzorczej żadnej instytucji finansowej. Dopiero po zmianie władzy premier Morawiecki pozwolił mu się w nich sprawdzać. Jeszcze jako Minister Rozwoju, wcisnął go do Rady Giełdy. Dlaczego? Bo jak twierdzi premier, poprosił go o to prezes NBP.

Dokładnie wiadomo, skąd radca wziął się w radzie nadzorczej Plus Banku. Rzecznik prasowy banku, oświadczył, że radcę wskazał przewodniczący KNF.

Za co przewodniczący KNF miałby żądać haraczu od właścicieli banków?

- Za przychylność. Jak prześledzi się operacje gospodarcze Getin Noble Banku, to bez trudu znajdzie się takie, które budzą wątpliwość. Ale nie u przewodniczącego KNF. Gorzej, ze stenogramów wynika, że zobowiązał się on do wywarcia presji na audytora, żeby i ten stał się bardziej spolegliwy. Chwali się, że odbywał już podobne rozmowy – z audytorem Kasy Krajowej SKOK. I twierdzi, że nie był jedynym urzędnikiem, który wchodził w niedopuszczalne relacje z audytorami.  

To jeży włosy na głowie.

- Ale to jeszcze nie koniec! Ze stenogramów nagrania rozmowy pp. Czarneckiego i Chrzanowskiego wynika, że przewodniczący KNF nie tylko był gotowy patrzyć przez palce na dziwne operacje Getin Noble Banku, ale i potrafił zastraszać. Jako straszaka do wymuszenia łapówki użył „ostrzeżenia” o planie jakoby forsowanym przez Zdzisława Sokala, prezesa zarządu Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, zarazem doradcy społecznego prezydenta Andrzeja Dudy i jego przedstawiciela w KNF. Otóż Sokal miał – czytamy w stenogramach – planować bezprawne działania mające doprowadzić do upadłości Getin Noble Banku i przejęcia go za jeden złoty przez inny bank, przy wsparciu ze strony BFG na kwotę 2 mld zł!

Zapis nagrania rozmowy Chrzanowskiego i Czarneckiego to jak reportaż z jakiejś bananowej republiki, w której pomagierzy dyktatora szantażują przedsiębiorców, bez krępacji obiecują łamać prawo, albo straszą sięgnięciem po prywatną własność.

Co organy państwa powinny zrobić, jeśli jeszcze mają jakąkolwiek władzę i niezależność? A jeśli nie mają, co powinna zrobić opozycja i niezależne media? Czego powinna domagać się opinia publiczna?  

- Po pierwsze, konieczne jest pełne wyjaśnienie opisanej w zawiadomieniu propozycji korupcyjnej. Po drugie, trzeba ustalić, jak szeroki był proceder korupcyjny: kto w nim uczestniczył i jakie instytucje finansowe padły jego ofiarą. Wreszcie po trzecie, musimy dowiedzieć się, czy rzeczywiście powstał plan przejęcia prywatnego (!) banku za złotówkę? Kto ewentualnie go tworzył i kto o nim wiedział? Czy odpowiednie instytucje państwa dotarły do informacji o tym planie? A jeśli tak, to jakie kroki prawne podjęły wobec zaangażowanych w niego osób?

Co wiemy w tej chwili?

- Nasza wiedza dziś jest ograniczona. Może się jednak okazać, podkreślam, może się okazać, że w tę operację zaangażowało się wiele osób ze szczytów władzy. Nie tylko prezes BFG i przewodniczący KNF są w kręgu podejrzeń, ale także przedstawiciele rządu i parlamentu! Na trop rządowo-parlamentarny wskazują poprawki do rządowego projektu nowelizacji ustaw dotyczących nadzoru nad rynkiem finansowym oraz ochrony inwestorów na tym rynku, zgłoszone 7 listopada w godzinach wieczornych przez Ryszarda Terleckiego, Przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość i wicemarszałka Sejmu. Skutkiem wejścia w życie tych poprawek byłoby powierzenie KNF praktycznie nieograniczonej władzy nad strukturą własnościową banków, w tym umożliwienie KNF realizacji groźby przejęcia Getin Noble Banku przez inny bank za symboliczną kwotę. Dokładnie tak, jak opisano to w stenogramach nagranej rozmowy panów Chrzanowskiego i Czarneckiego.

Politycy PiS twierdzą, że takich zmian w prawie wymagała od nas Unia Europejska i powołują się na dyrektywę BRR

- To nieprawda. Tę dyrektywę i przewidziany nią mechanizm wymuszonej restrukturyzacji wprowadzono do polskiego prawa w październiku 2016 roku. Zresztą sam PiS później wycofał się z tej jawnie kłamliwej narracji. Zaczął głosić, że chce jedynie przywrócić przepisy o przejmowaniu banków, które uchylono właśnie w październiku 2016 roku. I znowu skłamał, bo poprzednie przepisy dawały KNF znacznie mniej arbitralnej władzy. Wreszcie, zaczął twierdzić, że nowe przepisy mają dotyczyć tylko małych banków i banków spółdzielczych, co znowu okazało się kłamstwem. Złożone poprawki mogły dotyczyć dowolnego banku – bez względu na skalę prowadzonej przez niego działalności.

Może „plan Zdzisława” to właśnie owa przewidziana prawem wymuszona restrukturyzacja banku, żeby zapewnić bezpieczeństwo ulokowanych w nim depozytów? Ot, burza w szklance wody, jak twierdzi PiS.          

- Gdyby do tego sprowadzał się plan Zdzisława, nie byłoby tych pospiesznych zmian w prawie. Musimy koniecznie wyjaśnić, kto i dlaczego forsował te zmiany, otwierające drogę do przejmowania banków za złotówkę. Kto był zaangażowany w przygotowanie i konsultowanie tych poprawek? Komu je przedstawiano przed zgłoszeniem do Marszałka Sejmu? Wreszcie, dlaczego postanowiono złożyć je w Sejmie w tym samym dniu, w którym do prokuratury Leszek Czarnecki złożył zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez przewodniczącego KNF? Równolegle trzeba będzie wyjaśnić sposób procedowania tych poprawek, lekceważący zastrzeżenia Biura Legislacyjnego Sejmu. Trzeba sprawdzić, dlaczego na szybkie przyjęcie poprawek nalegały Ministerstwo Finansów oraz… KNF, której przewodniczący wysyłał do Ministerstwa Finansów pismo z prośbą o ich pilne procedowanie. Co ciekawe, szybkość, z jaką procedowano tę ustawę, kontrastuje z opieszałością prokuratury i służb.

Rządzący zapewniają, że instytucje państwa działają sprawnie.

- I z powodu tej „sprawności” słyszymy, że premier dowiedział się o sprawie z mediów; prokurator generalny, jak się zarzeka, też! Z kolei agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego weszli do siedziby KNF dopiero kilka godzin po tym, gdy gabinet opuścił b. przewodniczący KNF Chrzanowski. Zdążył dojechać do swojego gabinetu przed CBA lecąc… z Singapuru. Później CBA dała mu dużo czasu na wysprzątanie mieszkania. Trzeba uważać opinię publiczną za „ciemny lud”, żeby wmawiać jej w żywe oczy, że to jest sprawne działanie…

Prasa informowała, że syn ministra Mariusza Kamińskiego, nadzorującego służby, dostał pracę w centrali Banku Światowego w Waszyngtonie – na podstawie decyzji NBP. Którego prezesem jest Adam Glapiński, przyjaciel i protektor pana Chrzanowskiego. Może to coś wyjaśnia?  

Gdyby Polska była uczciwym państwem, to sprawdzenie tych powiązań byłoby jednym z pierwszych kroków zrobionych przez śledczych.

PiS twierdzi, że media i opozycja się czepiają, a tak naprawdę to jest afera Leszka Czarneckiego, szefa RN Getin Banku. To jest obowiązująca narracja.

- Przecież już sam udział przewodniczącego KNF w nieformalnym spotkaniu w cztery oczy z właścicielem podmiotów nadzorowanych przez kierowaną przez siebie instytucję powinien być uznany za niedopuszczalny. Obowiązkiem państwa jest ustalenie, czy przewodniczący KNF odbył inne podobne spotkania, oraz czy miały one, lub istnienie kompromitujących go nagrań, wpływ na jego decyzje i działania, jak również innych instytucji państwa wobec podmiotów kontrolowanych lub w inny sposób powiązanych z panem Leszkiem Czarneckim.

Oczywiście, zarówno Getin Noble Bank, jak i Idea Bank – inny bank kontrolowany przez pana Leszka Czarneckiego, znajdują się w trudnej sytuacji finansowej. W Getin Noble Bank od marca 2016 roku jest realizowany program naprawczy, a w Idea Bank – od września br. Wymaga on akceptacji KNF. Wszystkie budzące wątpliwości działania tych banków i niereagowanie na nie nadzoru lub wprost ich wspieranie – także w ostatnich miesiącach – też powinny być szczegółowo zbadane. A w tle są jeszcze powiązania Getin Noble Banku i Idea Banku z niesławną spółką GetBack oraz działania nadzoru, a raczej ich brak w tej sprawie, aż do kwietnia.

Ale czy ta sprawa naprawdę wymaga powołania parlamentarnej Komisji Śledczej?

- Nie wierzę w sprawne działania prokuratury, służb i w ich wolę rzetelnego wyjaśnienia całej sprawy. Musimy dowiedzieć się, czy przewodniczący KNF działał sam, czy może współdziałali z nim inni przedstawiciele naczelnych organów władzy państwowej i administracji rządowej.

Obywatele mogą jednak uznać, że ta cała afera ich nie dotyczy. Ot, jakieś niejasne powiązania na szczycie władzy, spotkania ważnych urzędników i wielkich przedsiębiorców, dyskutujących o wielkich pieniądzach. Jak na filmie.

- Obywatele muszą zdać sobie sprawę, że to o ich pieniądzach jest mowa, bezpośrednio i pośrednio. Bezpośrednio, bo w bankach trzymają swoje oszczędności. Gdy bank upada, część oszczędności jest zagrożona – Bankowy Fundusz Gwarancyjny chroni wkłady do 100 tys. euro. Co więcej, na BFG składają się klienci banków.Pośrednio, bo zawirowania w sektorze finansowym ograniczają skłonność i zdolność banków do udzielania nowych kredytów. Zmniejszenie dostępności kredytu może ujemnie wpływać zarówno na łączny popyt, od którego zależy wzrost gospodarczy w krótkim okresie, jak i na wzrost produktywności, który z kolei jest zasadniczym źródłem wzrostu gospodarczego w długim okresie. A to właśnie wzrost gospodarczy determinuje m.in. to, jak szybko rosną nasze dochody.

 

* prof. Andrzej Rzońca jest głównym ekonomistą Platformy Obywatelskiej