Newsletter

Raz na 100 lat

Redakcja Instytutu, 09.11.2018
Sami musimy nadać sens i godną oprawę 100-leciu niepodległości. Władze nie umiały zaproponować ani jednego, ani drugiego

Nie tak sobie tę wielką rocznicę wyobrażaliśmy. 11 listopada 2018 roku, stulecie odzyskania niepodległości, miało być wielkim świętem, łączącym wszystkich Polaków, dumnych z ojczyzny.

Bo naprawdę jest co świętować: oto Polska, po 123 latach zaborów, odrodziła się. Przez ponad wiek żyła tylko w głowach i sercach Polaków, w 1918 roku praktycznie trzeba ją było ex nihilo stworzyć. I to się udało! Z trzech różnych części, systemów prawnych i odmiennych struktur gospodarczych, Polacy swoją przedsiębiorczością i odwagą stworzyli jedno państwo, całkiem nowocześnie – jak na tamte czasy – zaprojektowane. Nasi przodkowie zbudowali Polskę republikańską, demokrację parlamentarną, gwarantującą prawa wyborcze kobietom i podstawowe przywileje socjalne robotnikom, zdolną obronić się przed bolszewickim najazdem zaledwie dwa lata później.

Wyjątkowa oprawa 100-lecia niepodległości wydawała się czymś oczywistym. Mieliśmy prawo oczekiwać, że oficjalne uroczystości rocznicowe zwrócą uwagę reszty świata, pokażą nasz kraj w najlepszym wydaniu. Tak jak świat zobaczył świętujące Finlandię lub Litwę. Mogliśmy oczekiwać niezwykłych imprez artystycznych i udział gości – globalnych liderów w Polsce. Przecież przyjechali, gdy świętowaliśmy 25-lecie obalenia komunizmu.

Niestety, nie doczekamy się ich tym razem. Po zmarnowanych trzech latach i 200 milionach złotych, rząd doprowadził do tego, że „centralnym” punktem obchodów 100-lecia niepodległości będzie marsz przez Warszawę, nie wiadomo przez kogo tak naprawdę organizowany: prezydenta czy narodowców z ONR? Na osłodę dostaniemy wolne 12 listopada, uchwalane na pięć dni przed, ku rozpaczy przedsiębiorców, rodziców uczniów i przedszkolaków albo uczestników spraw sądowych, z wokandami zaplanowanymi na ten konkretny dzień. Miało być wielkie świętowanie, a wyszło wielkie nic, państwo już nawet nie z tektury, ale z mchu i paproci.

Trudno w takich okolicznościach o pogodę ducha. Jednak namawiamy Was, drodzy czytelnicy, byście jej nie tracili. Uczcijmy 100-lecie niepodległości najlepiej, jak umiemy. Wywieśmy flagę przed domem, razem ze znajomymi weźmy udział w lokalnych obchodach święta – wiele samorządów w Polsce je organizuje. W niedzielę wieczorem, w gronie przyjaciół albo rodziny, wznieśmy toast, choćby symboliczny. Za Polskę. Za nas. Dziś czujemy się podzielni, politycznie skłóceni, ale musimy wierzyć, że kiedyś, za kilka lat, będziemy umieli stworzyć wspólnotę, w której wszyscy będą się mieścić, w której nikt nie będzie wyzywał od „gorszego sortu” a tym bardziej „mord zdradzieckich”. Nie zanegujemy dzielących nas różnic, ale nauczymy się żyć razem mimo tych różnic. A dziś po prostu nie pozwólmy, żeby nieporadność rządu zepsuła wyjątkową rocznicę.

Drugiego takiego święta w naszym życiu już nie będziemy mieli.