Newsletter

Stracone trzy lata dla rolnictwa

Dorota Niedziela, 29.06.2018
Epidemia pomoru świń, horrendalne opóźnienia w wypłacie odszkodowań, brak reakcji na suszę i zniszczenie polskich hodowli koni. Taki jest bilans trzech lat rządów PiS dla polskiej wsi – ocenia posłanka Dorota Niedziela, w Gabinecie Cieni odpowiedzialna za rolnictwo

Instytut Obywatelski: – Platforma Obywatelska złożyła wniosek o odwołanie ministra Krzysztofa Jurgiela, ale do debaty i głosowania wotum w Sejmie nie doszło. Minister wyprzedzająco podał się do dymisji sam.

Dorota Niedziela: – PiS przestraszył się, bo wiedział, że przy okazji naszego wniosku dojdzie do debaty w Sejmie. A taka debata byłaby dla PiS dewastująca, bo dla polskich rolników bilans rządów PiS – i ministra Jurgiela osobiście – to jedna wielka katastrofa. Dymisja Jurgiela to próba ucieczki do przodu, uniknięcia trudnej dyskusji. My nie pozwolimy PiS-owi od odpowiedzialności uciec i pokażemy Polakom, ile PiS wyrządził szkód polskiej wsi.

Kiedy PiS dochodził do władzy, obiecywał rolnikom złote góry.

- I od tego zaczniemy. Żadne obietnice z kampanii wyborczej jakie PiS i (były już) minister Krzysztof Jurgiel składali, nie doczekały się realizacji! Przypomnijmy, że  sztandarową zapowiedzą PiS było wyrównanie dopłat bezpośrednich dla polskich rolników. I gdzie te pieniądze są? Czy nasi rolnicy dostają tyle dopłat, co rolnicy francuscy? Niemieccy? Nie dostają. A w przyszłości może być jeszcze gorzej: z informacji napływających z Brukseli i potwierdzanych przez członków obecnego rządu wynika, że w latach 2021-2027 Polska otrzyma zdecydowanie mniej środków na rolnictwo niż obecnie. Co w tej sytuacji robi PiS? Milczy. Albo obraża się na Unię, jeszcze bardziej pogarsza relacje z instytucjami europejskimi i innymi państwami.

Podobna, całkowita niemoc ujawniła się przy okazji odszkodowań, które powinny być wypłacane rolnikom poszkodowanym przez klęski żywiołowe. Upartyjnione, niewydolne i zbiurokratyzowane instytucje podległe Ministerstwu Rolnictwa nie poradziły sobie z pomocą dla tysięcy gospodarstw dotkniętych skutkami klęsk żywiołowych w 2017 r. Jak wynika z danych wojewodów, w wyniku ubiegłorocznych klęsk w 2017 roku, straty poniosło ponad 61 tys. gospodarstw, i ponad 700 tys. ha powierzchni upraw, z tego ponad 200 tys. ha upraw i 250 tys. m.kw tuneli i szklarni zostało zniszczonych w 70%. Łącznie straty oszacowano na ponad 3 miliardy złotych (dane pochodzą z początku stycznia 2018 r.).

Mimo propagandy PiS o stworzeniu „doskonałego” systemu współfinansowania ubezpieczeń rolnych, rolnicy nadal korzystają z nich niechętnie: z dopłat bezpośrednich korzysta w Polsce 1,3 mln gospodarstw, a w ubiegłym roku zakłady ubezpieczeń zawarły tylko niewiele ponad 163 tys. umów. Gdyby nie spóźniona ustawa – z winy ministra rolnictwa i jego urzędników – to tysiące rolników i sadowników zdążyłoby ubezpieczyć swoje uprawy przez wiosennymi przymrozkami i w ubiegłym roku Polacy nie płaciliby za jabłka więcej niż za mandarynki (bo sadownicy straty zrekompensowaliby sobie częściowo zwrotem z ubezpieczeń).

Nadal nie powstał szumnie obiecywany przez PiS fundusz pomocowy dla rolników.

A to wszystko nic w porównaniu do największego problemu: epidemii ASF.

W 2015 r., gdy rząd PO-PSL oddawał władzę, ognisk epidemii pomoru świń było kilka. Dziś jest ich ponad sto.

- Tak dokładnie to na koniec czerwca 2018 r. mieliśmy aż 135 ognisk ASF-u  u świń i 2300 przypadków u dzików.

Rozprzestrzeniający się wirus ASF jest dziś największym zagrożeniem dla polskiego rolnictwa. Ważą się losy ponad 200 tysięcy gospodarstw w Polsce, hodowli 11 milionów sztuk trzody chlewnej i całego przetwórstwa mięsnego, a w konsekwencji – kondycji polskiej gospodarki. Całego rynku wieprzowiny w Polsce jest wart 18 miliardów złotych.

Za chwilę może być wart znacznie mniej, bo dziś jesteśmy na drodze do upadku hodowli trzody chlewnej w Polsce. Rząd PiS cały ciężar kosztów związanych z ASF zrzucił na rolników. Rząd PiS obiecywał walkę z ASF i odszkodowania dla rolników. Tymczasem 80% rolników, spośród 12 tysięcy gospodarstw, którym wybito świnie w 2017 roku z powodu ASF, do dziś nie otrzymało żadnych odszkodowań.

Zamiast pomóc, tracił czas na jakieś bajki o budowie płotu na wschodniej granicy za 300-500 milionów złotych, podczas gdy wirus przekroczył już Wisłę. Naukowcy ostrzegają, że 1200-kilometrowy płot na wschodniej granicy Polski zwyczajnie nie może zatrzymać zarazy idącej na Zachód. Ale naukowców, lekarzy weterynarii i rolników resort rolnictwa już od dawna nie słucha. Na początku marca 2018 r.  Główny Lekarz Weterynarii wystąpił do Ministra Krzysztofa Jurgiela o 440 etatów dla lekarzy weterynarii, którzy muszą przeprowadzić 500 tys. kontroli, w związku z wprowadzoną bioasekuracją na terenie całej Polski. Myślicie Państwo, że te potrzebne pieniądze znalazły się w budżecie? Pytanie retoryczne.

Najwyraźniej skuteczne powstrzymanie choroby przerosło umiejętności rządu i 28 tysięcy PiS-owskich nominatów, zatrudnionych w rolniczych agencjach, instytucjach i spółkach. Tak, to nie pomyłka: 28 tysięcy. I chociaż nic im się nie udało dla rolników zrobić, to w samym tylko 2017 roku w instytucjach i spółkach, za działalność których odpowiada Ministerstwo Rolnictwa wypłacono 170 milionów złotych nagród.

Może nadali sobie nagrody za wyczyn, który nie ma precedensu w historii: zniszczenie ponad półwiecznej tradycji hodowli koni arabskich w Polsce w zaledwie trzy lata? 

W ciągu 2 lat zysk w Janowie spadł 30-krotnie (z 3,2 mln zł w 2015 r. do 100 tys. zł w 2017 r.), a wpływy ze sprzedaży koni ponad 3-krotnie (z 9,6 mln zł w 2015 r. do 3,0 mln zł w 2017 r.). Tylko koszty zatrudnienia wzrosły (z 3,7 mln zł w 2015 r. do 4,3 mln zł w 2017 r.). Podobnie źle dzieje się w Stadninie Koni Michałów. Dzisiaj konie z Michałowa są 2,5-krotnie tańsze niż przed „dobrą zmianą”. Zatrudnienie w Michałowie wzrosło o 10%, a prezes spółki w 2017 r. przebywał w delegacjach 80 dni (w 80 dni dookoła świata?). Ten „rekord” trudno będzie pobić. Ignorantom z PiS-u udało się zniszczyć wypracowane przez lata marki Polskiego Konia Arabskiego i aukcji „Pride of Poland” (Duma Polski). Pozbyli się specjalistów, w tym hodowców, trenerów, masztalerzy, którzy święcili największe triumfy na światowych pokazach i wystawach w 200-letniej historii hodowli koni arabskich czystej krwi.

Lista grzechów PiS-u jest znacznie dłuższa. Przyjęte przez PiS nowe prawo łowieckie to była kolejna katastrofa. Tak je skonstruowano, że nie miał kto szacować szkód. W proces ten wplątano sołtysów, nie dając im żadnych do tego narzędzi. I chociaż zmuszeni byli po raz „enty” zmienić absurdalne przepisy, to rolnicy nadal miesiącami czekają na odszkodowania.

Podobnie nieprzemyślana okazała się reforma przepisów emerytalnych. W samym tylko 2017 r. ponad 4000 rolników utraciło prawo do przejścia na emeryturę (dla nich wiek emerytalny wydłużył się). Przestrzegaliśmy rząd PiS  rząd PiS, że tak się stanie jeszcze na etapie procedowania ustawy w parlamencie – tłumaczyliśmy, że zmiana wcześniejszych przepisów dla większości rolników oznacza, zamiast obniżki, podwyżkę wieku emerytalnego, i to aż o 5 lat.

PiS od 2,5 roku obiecuje powstanie jednej inspekcji, która ma odpowiadać za kontrolę żywności na polach, na granicy, w zakładach przetwórczych, w sklepach. W kwietnia 2017 r. ówczesna premier Beata Szydło powołała Jarosława Pinkasa na stanowisko pełnomocnika rządu ds. spraw organizacji struktur administracji publicznej właściwych w zakresie bezpieczeństwa żywności. Za 11 miesięcy „pracy” Pinkas zainkasował 150 tys. zł wynagrodzenia i 39 tys. zł nagrody… tymczasem żadne przepisy nie powstały.  W marcu 2018 r. w ramach odchudzania struktur rządowych Jarosław Pinkas został odwołany z tego stanowiska, aby następnie wrócić na nie za kilka dni w roli… pełnomocnika rządu do spraw organizacji struktur administracji publicznej właściwych w zakresie bezpieczeństwa żywności. To nie żart!

A jakie są skutki ustawy zamrażającej swobodny obrót ziemi? To była jedna z pierwszych ustaw, jaką rząd PiS przeforsował. 

- Ustawa, która miała chronić polską ziemię przed wykupem przez cudzoziemców, przede wszystkim stwarza problemy: rolnikom, polskim rodzinom, przedsiębiorcom, samorządom oraz państwowym przedsiębiorstwom. Swojego celu nie zrealizowała: cudzoziemcy kupowali polską ziemię nawet częściej niż przed wejściem przepisów w życie. Jak wynika z danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w 2017 r. cudzoziemcy nabyli o 86% więcej nieruchomości rolnych i leśnych niż w 2016 r.

To co ustawie udało się zrobić, to zamrozić obrót gruntami rolnymi w Polsce, między polskimi właścicielami. Jej pierwszym efektem było zahamowanie powiększania gospodarstw rodzinnych w Polsce, które na tle UE i tak należą do bardzo małych (średnia to 10 ha) i w większości niekonkurencyjnych.

Dodatkowo złe przepisy przyczyniły się do obniżenia zdolności kredytowej rolników, bo banki nie chcą nieruchomości rolnych jako zabezpieczenia kredytów. To z kolei zahamowało proces unowocześniania gospodarstw rodzinnych, które dotychczas mogły rozwijać się dzięki chociażby ogromnym środkom unijnym (Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na modernizację gospodarstw, maszyny, urządzenia itp.) wywalczonym w Brukseli przez koalicję PO-PSL.

Ustawa przyniosła także tragiczne skutki dla zadłużonych rolników. To przez przepisy napisane przez Ministra Jurgiela niektórzy z nich nie mogą wyjść ze spirali długów i za bezcen tracą cały majątek. To efekt tego, że dziś do licytacji komorniczych (z winy ustawy!) dopuszczanych jest mniej osób. A im mniej chętnych, tym niższa wylicytowana cena – i tym gorzej dla dłużnika i wierzyciela.

Dodatkowym, negatywnym efektem ustawy jest zahamowanie procesów inwestycyjnych na terenach wiejskich, na których nie ma miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (taki status ma 70% powierzchni Polski). Zgodnie z ustawą nie można tam kupić więcej niż 3 tys. metrów kwadratowych pod budowę domu lub działalność gospodarczą. Skutek: inwestycje zamarły. Nie powstają tam nowe miejsca pracy, nie zwiększa się liczba mieszkańców. Restrykcyjne przepisy hamują przede wszystkim rozwój gmin najbiedniejszych, czyli w większości wiejskich.

Za to wszystko politycy PiS i ich partyjni nominaci w urzędach wypłacili sobie sute nagrody.

- Sam minister Krzysztof Jurgiel otrzymał od Beaty Szydło 65 tysięcy złotych nagrody, a jego 5 zastępców po 51,4 tys. zł. Jeden z wiceprezesów KRUS otrzymał w formie nagrody ponad 36 tysięcy złotych. Rolnik-emeryt musiałby przez 29 miesięcy odkładać całą swoją emeryturę, aby uzbierać równowartość tej rocznej nagrody.

Zresztą nie tylko o nagrody chodzi: w górę poszybowały zarobki w instytucjach podległych ministerstwu. Jeszcze w grudniu 2015 r. prezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zarabiał niecałe 20 tys. zł miesięcznie brutto. Rok później było to już prawie 26 tys. zł. Niektórzy tę 30% podwyżkę doliczają do licznych sukcesów Daniela Obajtka, który zaczynał swoją oficjalną karierę w PiS od stanowiska prezesa ARiMR (wcześniej wójt Pcimia), a dzisiaj szefuje w Orlenie. Nikt do tej pory nie przyjrzał się rosnącej liczbie wiceprezesów w KRUS, ARiMR i KOWR. Te trzy instytucje to tylko wierzchołek góry lodowej.

KOWR (Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa), powstały w 2017 r. z połączenia Agencji Nieruchomości Rolnych oraz Agencji Rynku Rolnego, to symbol rozpasania rządów PiS. Od prawie roku Dyrektor Generalny KOWR i jego pięciu politycznych zastępców nie mogą się zdecydować, którą z luksusowych siedzib w Warszawie opuścić, więc zajmują obie – przy ul. Inflanckiej i ul. Karolkowej. Dyrektor Generalny KOWR zarabia 25 tysięcy złotych miesięcznie (300 tys. rocznie), jego zastępcy, każdy po 240 tys. złotych rocznie, a średnia pensja w KOWR wynosi 7 400 zł. W 2017 r. w KOWR wypłacono 6,5 miliona zł nagród, chociaż KOWR istniał dopiero od 4 miesięcy.

Tak w praktyce wyglądają rządy PiS dla polskiej wsi. Premie dla swoich, katastrofa dla wszystkich pozostałych.

* Dorota Niedziela, poseł na Sejm RP.