Newsletter

O co chodzi ruchom miejskim w Warszawie?

Redakcja Instytutu, 22.03.2018
PiS zmienił kodeks wyborczy i zmusił samorządy w całym kraju do ponownego kreślenia okręgów wyborczych. Oburzone tym ruchy miejskie w Warszawie atakują … Platformę Obywatelską

W lokalnej polityce ruchy miejskie są zazwyczaj zaprzeczeniem PiS-u. Skoncentrowane na konkretnych sprawach, na ścisłej współpracy z mieszkańcami, wnoszą do polityki świeżość, dialog z ludźmi, słowem wszystko to co, nazywamy „społeczeństwem obywatelskim”. Z którym PiS otwarcie walczy: dość przypomnieć ataki na Jurka Owsiaka, próbę zmiany przepisów o zbiórkach pieniędzy i odcinanie różnych NGOsów od dotacji publicznych.

Zdjęcie: Filip Bramorski/flickr.com, CC BY-NC-ND 2.0

Tym bardziej może dziwić to, co ruchy miejskie (wspierane przez partię Razem) robią w Warszawie. Nie mniej ni więcej, tylko atakują Platformę Obywatelską za to, że PiS namieszał w regułach wyborczych.

Podobnie jak w innych miastach, samorząd w Warszawie musi wdrożyć zmiany, przeforsowane przez PiS w ustawie. Gdy PiS ją w styczniu br. ostatecznie uchwalał, Platforma Obywatelska głośno protestowała i głosowała przeciw. W Sejmie i Senacie posłowie PO ostrzegali, że skutkiem ustawy będzie m.in. właśnie konieczność ponownego rysowania okręgów. PiS protesty jak zwykle zlekceważył, tym bardziej, że ruchy miejskie wówczas, w tej konkretnej sprawie, głośno nie protestowały.

Ustawę przyjęto w styczniu, a że wybory będą na jesieni 2018. Samorządy dostały czas do kwietnia, żeby na nowo narysować okręgi. Kalendarza nie da się oszukać, choć grzebanie w granicach okręgów w roku wyborczym rodzi najgorsze skojarzenia.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Kilka warszawskich ruchów miejskich wściekle atakuje dziś Platformę Obywatelską za zmiany granic okręgów. Oskarża ją o tzw. gerrymandering – takie przycinanie granic okręgów, żeby wspomóc własnych kandydatów.

Tymczasem to PiS-owska ustawa zadecydowała, że w okręgu można wybierać maksymalnie ośmiu radnych. A w Warszawie był jeden okręg w wyborach do Rady Miasta (obejmujący m.in. dzielnice Targówek, Rembertów,  Wawer i Wesołą), w którym wybierano dziewięciu radnych. I teraz ten okręg – na skutek decyzji PiS-u – trzeba zmniejszyć. Radni Platformy, którzy mają większość w radzie miasta, zaczęli zastanawiać się jak to zrobić.

Kto zna Warszawę, zrozumie ich dylemat. Połączyć Wawer z Wilanowem? Przez Wisłę? A może w ogóle nie przejmować się dzielnicami i całą stolicę podzielić na kilkanaście małych okręgów, sztucznie wytyczonych? Ustawa teoretycznie dawała im taką możliwość… Nie zrobili tego. Ostatecznie wybrali wariant wydawałoby się najmniej uciążliwy: Rembertów (jeden mandat) połączyli z Pragą-Południe (sześć mandatów). Wytłumaczenie dla nie-warszawiaków: te dwie dzielnice ze sobą sąsiadują.

Na poziomie rad dzielnicowych (tam też konieczne są zmiany w okręgach), ruchom miejskim nie podoba się z kolei to, że np. w jednej dzielnicy radni proponują pięć zamiast czterech okręgów wyborczych. Zamiana czterech na pięć oznacza, że radni będą bliżej obywateli (bo im mniejszy okręg, tym większe znaczenie głosu pojedynczego obywatela). Wydawałoby się, że takie zwiększenie wpływu obywateli na radnych od dawna było postulatem ruchów miejskich… A tu niespodzianka! Ruchy miejskie protestują. Im głośniej to robią, tym większe okrzyki radości na ul. Nowogrodzkiej. Politycy PiS-u muszą być dumni ze swojego pomysłu: zmusić samorządowców Platformy do wykonania ustawy, za którą Platforma, nie PiS, oberwie… Machiavelli by się zapewne uśmiechnął.

Tak oto PiS, który odebrał Warszawie plac Piłsudskiego i chce brzydkim pomnikiem zasłonić Grób Nieznanego Żołnierza, PiS który forsuje ustawę pozwalającą na budowanie osiedli mieszkaniowych na miejskich skwerach i na terenach odległych od centrów miast, ten sam PiS, który niszczy energetykę odnawialną i tym samym powiększa problem smogu w miastach – zdobył w Warszawie niespodziewanego sojusznika. Ruchy miejskie. Ciekawe, co na to wyborcy?

 

Redakcja Instytutu Obywatelskiego