Newsletter

Mity o podatkowym uszczelnieniu

Andrzej Rzońca, 02.03.2018
Opowieści o tym, że dochody budżetu państwa rosną głównie dzięki umiejętnemu uszczelnieniu systemu podatkowego to…tylko opowieści. Wyższe dochody to przede wszystkim zasługa koniunktury – wyjaśnia w rozmowie z Instytutem Obywatelskim prof. Andrzej Rzońca*

Instytut Obywatelski: Politycy PiS od miesięcy chwalą się, że dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego, dochody budżetu państwa w ostatnich dwóch latach znacząco wzrosły. I oskarżają Platformę o to, że rzekomo przyzwalała na masowe oszustwa podatkowe, np. słynne karuzele VAT-owskie.

Andrzej Rzońca: – Rozkładanie tej piętrowej propagandy musimy zacząć od podstaw, czyli wyjaśnienia, skąd się bierze wyższy dochód budżetu.

No więc skąd?

Otóż są trzy podstawowe źródła: uszczelnienie poboru podatków, wzrost gospodarki i zmiany w strukturze PKB lub podwyżki podatków.

Pierwsze z tych potencjalnych źródeł jest bardzo dobre: dla gospodarki jest obiektywnie lepiej, kiedy mniej firm unika opodatkowania i w nieuczciwy sposób zwiększa swoją przewagę konkurencyjną.

Wzrost dochodów dzięki wzrostowi gospodarki też jest powodem do zadowolenia – nawet większego, bo jest to potencjalnie niewyczerpywalne źródło dochodów, ale tu z zastrzeżeniem, że trzeba się przyjrzeć, na ile wzrost gospodarki jest trwały. Jeżeli może być podtrzymany, bo wynika z wprowadzonych innowacji, dokonanych inwestycji i nowych miejsc pracy, to budżet może spokojnie wydawać dochody, które dzięki takiemu wzrostowi gospodarki do niego płyną. Jeśli natomiast wzrost odzwierciedla jedynie poprawę koniunktury, która tylko przez pewien czas pozwala pełniej wykorzystać istniejące zasoby w gospodarce, to takie dochody powinny być oszczędzane na gorsze czasy, które prędzej czy później przyjdą.

Trzecie potencjalne źródło – wzrost obciążeń podatkowych – jest złe, zwłaszcza jeśli podwyższanie obciążeń podatkowych i para-podatkowych zniechęca do produktywnych zachowań: pracy, oszczędzania i inwestowania oraz wprowadzania innowacji, bo im takich zachowań będzie mniej, tym słabszy będzie trwały wzrost gospodarki, który zwiększa dochody budżetu nie jednorazowo, a systematycznie, z okresu na okres, tak długo, jak długo trwa.

To które z tych źródeł najmocniej zwiększa dochody budżetu państwa?

Bynajmniej nie jest to uszczelnienie. Owszem, w latach 2016 – 2017 nastąpiła pewna poprawa w ściągalności VAT-u. Ograniczenie luki w VAT było jednak możliwe dzięki rozwiązaniom, które przygotowano albo wręcz zaczęto wprowadzać jeszcze w poprzedniej kadencji sejmu (gdy większość miała koalicja PO – PSL). Ustawy o Jednolitym Pliku Kontrolnym oraz wprowadzenie odwróconego VAT-u na dobra, w których przypadku stwierdzono najwięcej wyłudzeń, to działania poprzedniego rządu! Dodatkowo, rząd PiS odziedziczył po poprzednikach rozwiązania uszczelniające podatek dochodowych od osób prawnych (CIT), takie jak przepisy o zagranicznych spółkach i cenach transferowych.

Niezależni eksperci, w szczególności z Forum Obywatelskiego Rozwoju, szacują, że na około 30 mld zł wzrostu dochodów z tego podatku w latach 2016-2017, tylko 2 do 4,4 mld zł można bezpośrednio przyporządkować ograniczeniu tzw. karuzel vatowskich.

To skąd się wzięło dodatkowe 27 – 25 miliardów w budżecie państwa w 2017 roku, którymi chwalił się rząd PiS?

Pierwsze, najważniejsze źródło, które przyniosło 10-11 mld zł, to po prostu wzrost konsumpcji, w tym w szczególności dóbr objętych podstawową stawką VAT (23%). Dobra koniunktura gospodarcza na świecie, zwłaszcza mocny wzrost gospodarczy w Niemczech – to nasz najważniejszy partner handlowy – ciągnie do góry polską gospodarkę, a w efekcie dostarcza paliwa na zwiększanie konsumpcji. Jednocześnie zmniejszyła się kwota odliczeń VAT-u ze względu na załamanie inwestycji w 2016 roku i ich stagnację przez pierwsze trzy kwartały zeszłego roku. Do tego dochodzą jeszcze ograniczenie możliwości otrzymywania zwrotów VAT przez samorządy, co dało budżetowi 1-2 mld zł, oraz czysto księgowa operacja – przesunięcie zwrotów VAT ze stycznia i lutego 2017 na grudzień 2016, zawyżające wpływy z VAT w 2017 roku o kwotę rzędu 6 mld. Około 6 mld zł nie da się wprost powiązać z niczym. Sumę tych 6 mld i 2-4,4 mld z ograniczenia tzw. karuzel vatowskich można traktować jako górny szacunek dochodów z uszczelnienia. Z pozostałych czynników, tylko ta część wzrostu gospodarczego, którą można uznać za trwałą, powinna budzić naszą radość; natomiast cała reszta – raczej niepokój.

To jaka jest ta trwała część wzrostu gospodarczego?

Stanowi ona co najwyżej dwie trzecie obecnego wzrostu, który przyspieszył z 2,9% w 2016 do 4,6%. Wedle większości szacunków potencjał polskiej gospodarki rośnie w tempie niższym niż 3%. I jest osłabiany – przez obniżenie wieku emerytalnego nasilającego niedostatek rąk do pracy, przez zalew złego prawa, uderzającego w inwestycje, przez rozszerzanie się sfery partyjnych wpływów w gospodarce, które szkodzą innowacjom, itd. A po okresie dobrej koniunktury, objawiającej się wzrostem szybszym od potencjału, zawsze przychodzą okresy złej koniunktury, w których dynamika PKB spada poniżej potencjału. Im bardziej wzrost wychyli się ponad potencjał, tym głębiej później spadnie poniżej potencjału. Przy słabym wzroście potencjału, a u nas – powtórzę – on słabnie, pojawia się ryzyko, że przyjdzie okres, w którym gospodarka będzie się kurczyć. Polska nie doświadczyła czegoś takiego od 1991 roku. Ale ta dobra passa zapewne się skończy przy najbliższym wstrząsie w gospodarce światowej. Tymczasem, mimo że okresy złej koniunktury dotychczas nie prowadziły u nas do kurczenia się gospodarki, to zawsze wywoływały poważne napięcia w finansach publicznych. Aż strach pomyśleć, co będzie przy następnym pogorszeniu koniunktury, które zamiast spowolnionego wzrostu najpewniej przyniesie spadek PKB.

Kiedy to pogorszenie koniunktury przyjdzie?

W krótkie perspektywie – kilku miesięcy, roku – możemy się spodziewać, że boom gospodarczy w Europie Zachodniej będzie trwał i – w efekcie – ciągnął nas w górę. Dziś nie sposób przewidzieć, kiedy zacznie się zjazd po sinusoidzie. Ale pewne jest, że ten moment się przybliża. Zegar tyka.

To może dalsze uszczelnianie podatków nam pomoże? 

W br. faktycznie możemy się spodziewać dodatkowych wpływów z uszczelnienia podatku VAT. Kłopot w tym, że część z wprowadzanych lekarstw może być równie groźnych, co choroba – doprowadzą do nasileniem opresyjności aparatu skarbowego.

Wymieniając po kolei: od tego roku wszyscy płatnicy VAT są objęci obowiązkiem przesyłania Jednolitego Pliku Kontrolnego. Liczba podatników, na których spada ten obowiązek, wzrasta 14,5 krotnie – ze 110 tys. w ub.r. do 1,6 mln.

Także w br. wchodzi w życie mechanizm podzielonej płatności (tzw. split payment). Zgodnie z tym mechanizmem nabywca dowolnego dobra będzie dokonywał za nie płatności na dwa rachunki bankowe sprzedawcy. Kwota netto trafi na podstawowy rachunek sprzedawcy, a kwota podatku VAT na specjalny rachunek VAT. Sprzedawca będzie mógł przeznaczyć środki ze specjalnego rachunku VAT przede wszystkim na rozliczanie zobowiązań z tytułu tego podatku. I teraz uwaga: żeby wykorzystać środki z tego rachunku na inne cele, podatnik będzie musiał wystąpić z odpowiednim wnioskiem do Urzędu Skarbowego, który będzie miał 90 dni na wydanie postanowienia!

Dodatkowo rząd planuje wprowadzenie tzw. czarnej listy podatników wykreślonych z rejestru VAT. Jeśli przedsiębiorca dokona płatności na rzecz podatnika znajdującego się na tej liście, to będzie narażony na większe ryzyko niemożności odliczenia podatku VAT. Ponadto, ma być wprowadzona tzw. biała lista numerów rachunków bankowych przedsiębiorców zgłoszonych do urzędu skarbowego. Jeśli przedsiębiorca dokona płatności na kwotę przekraczającą 15 tys. zł na rachunek spoza listy, to nie będzie mógł uznać jej za koszty uzyskania przychodów oraz solidarnie odpowie ze sprzedawcą za rozliczenie VAT.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której trzeba wspomnieć. Rząd PiS chwali się, że walczy z uszczelnieniem podatku. Tymczasem dostępne dane pokazują, że… zaległości podatkowe, odnotowane przez urzędy skarbowe, nie przestają rosnąć! W 2017 roku wzrosły one o 18,7 mld zł, czyli aż o 22%, a w br. mają się zwiększyć o kolejne 14,9 mld, czyli 14,3%, i sięgnąć 118,7 mld zł!

Dobrze, że przynajmniej nie ma podwyżek podatków.

Ależ to nieprawda. PiS nie przestał wprowadzać nowych podatków. Dalej dokręca podatkową śrubę, choć skuteczniej to ukrywa. Wśród 13 tegorocznych zmian w podatkach – ocenionych przez firmę doradczą Grant Thornton jako najważniejsze – dwa razy więcej jest podwyżek podatków niż ich obniżek. Poza tym, niektóre zmiany podatkowe prezentowane przez rząd jako obniżka podatków (np. przepisy dotyczące 50% ryczałtowych kosztów uzyskania przychodów) w rzeczywistości podwyższają ciężary podatkowe dla dużej części podatników.

Niekorzystnych zmian jest naprawdę dużo, ale są one tak zagmatwane, że mało kto je rozumie poza tymi, na których one spadają. Na przykład od br. przedsiębiorcy nie mogą zaliczać do kosztów uzyskania przychodów niektórych wydatków na takie usługi jak usługi zarządcze, księgowe, reklamowe, marketingowe itp., świadczone przez podmioty powiązane. Ograniczono możliwość zaliczania do kosztów wszelkich odsetek, opłat, czy prowizji od pożyczek i kredytów. Zawężono również listę przychodów z tytułu udziału w spółce kapitałowej, które są zwolnione z opodatkowania. Wprowadzono nowy podatek – od nieruchomości komercyjnych (czyli biurowców i centrów handlowych).

Oprócz podwyżek podatków sensu stricte, rząd kontynuuje wprowadzanie para- podatków. Opłata od torebek foliowych to tylko jeden z głośnych przykładów. Miała ona zachęcać gospodarstwa domowe do postaw pro-ekologicznych, ale będzie służyć przede wszystkim celom fiskalnym.

To jak podsumować tegoroczny budżet z perspektywy planowanych dochodów?

Na pewno nie jest to budżet uszczelnia podatków; już prędzej dokręcania podatkowej śruby. To rzekome „uszczelnienie” to po prostu jeszcze jeden pisowski mit, propagandowa zagrywka. Tak samo jak „Polska w ruinie”.

*prof. Andrzej Rzońca – główny ekonomista Platformy Obywatelskiej RP